Ardbeg The Ultimate TENPrzy okazji recenzji piwa Salamander Cranberry Sour Ale Bourbon BA z Browaru Stu Mostów wspominałem, że jestem miłośnikiem beczek po whisky, szczególnie tych torfowych. Co ciekawe z nutami charakterystyczne dla suszenia słodu torfem po raz pierwszy spotkałem się przy okazji eksplorowania świata piwa, a nie whisky. A to właśnie szkockie destylarnie z wyspy Islay są ojczyzną słodów peated. Dziś zaprezentuję Wam właśnie jedną z tych najbardziej torfowych whisky – Ardbeg The Ultimate TEN, będącą swego rodzaju wzornikiem pokazującym, jaką kompozycję mogą stworzyć teoretycznie niesmaczne akcenty, takie jak np. bandaże, smoła, asfalt, spalone kable, czy też spalone układy scalone. 

Wbrew pozorom whisky, czy też po irlandzku i amerykańsku: whiskey, ma wiele wspólnego z piwem. Podstawowym surowcem w składzie obu trunków jest zboże, a w przypadku whisky single malt i piw – słód. Generalnie whisky to trunek powstający z destylacji zacieru zbożowego i poddawany dojrzewaniu w drewnianych (głównie dębowych) beczkach. W zależności od typu używa się zbóż – przede wszystkim jęczmienia – niesłodowanych, ale również – tak jak już wyżej pisałem słodowanych. Tak jak w przypadku piwa, pierwszym etapem produkcji whisky jest zacieranie i fermentacja tak przygotowanego zacieru. Po kilku dniach zacier jest destylowany – amerykańskie bourbony jeden raz, szkockie whisky – dwukrotnie, irlandzkie whiskey – trzykrotnie.

Według Wikipedii destylarnia Ardbeg została uruchomiona w 1915 r. i do dziś miała jedynie 8-letni okres przerwy w produkcji alkoholu, tj. między 1981 a 1989 r. Obecnie, od 1997 r. należy do właściciela innej szkockiej destylarni, tyle że z Highland, Glenmorangie, Podstawowa wersja produkowanej tam whisky Ardbeg The Ultimate TEN jest zarazem najmłodsza. Jak sama nazwa wskazuje, jej leżakowanie w drewnianych beczkach trwa 10 lat. Jest mocno dymiona, w jej składzie chemicznym znajduje się około 55–60 ppm związków odpowiedzialnych za smak dymu, czyli fenoli.

Zaznaczam, że wielkiego doświadczenia w degustacji whisky nie mam – ba, nawet nie mam do tego specjalistycznych kieliszków. Niemniej i tak chciałbym podzielić się z Wami swoimi wrażeniami ;).

Styl: szkocka whisky z regionu Islay
Alk. obj.: 46%

Kolor: Słomkowa, klarowna.
Zapach: Duużo torfu, spalone kable, instalacja elektryczna, asfalt. Whisky ta jest mega torfowa, czuć to już z daleka od szklanki, a alkohol jest dopiero gdzieś na drugim miejscu.
Smak: Ardbeg jest dość ostrą whisky, czuć w niej te 46% alkoholu. Oprócz słodyczy słodowej, mam też nuty wpadające w owoce – jabłko, gruszka. Poza tym dominuje wszystko to, co jest w zapachu – czyli torf: asfalt, spalona instalacja elektryczna, aromat wpadający w szpital. Akcenty peated pozostają w gardle na dłużej.

Łał. Ardbeg The Ultimate TEN to jest to, co miłośnicy torfu lubią najbardziej. Zarówno w smaku, jak i zapachu, mamy przede wszystkim torf, torf i jeszcze raz torf. Dopiero w drugim nosie i po kilku łykach pojawiają się estry owocowe. Zdecydowanie czuć, że jest to ciut mocniejszy niż to, do czego jesteśmy przyzwyczajeni, alkohol. Niemniej dla każdego, kto zacznie się interesować światem whisky/whiskey, jest to pozycja obowiązkowa. Również dla miłośników trunków wędzonych torfem. Jako, że w mojej opinii Ardbeg The Ultimate TEN mieści się jeszcze w akceptowalnych widełkach cenowych – tzn. można go kupić poniżej 200 zł – to uważam, że naprawdę warto go spróbować.

Cena: 185 zł za 0,7 litra w niemieckim markecie