100 dni abstynencji na 100 lat niepodległości – dobry pomysł?

0
249

Jeszcze nie tak dawno Kościół katolicki zachęcał w sierpniu do zachowania trzeźwości, w ubiegłym roku była już mowa o “sierpniu – miesiącu abstynencji”. W tym roku ewoluowało to już do 100 dni abstynencji. O całej akcji z tym związanej, przedstawianej jako post w intencji Ojczyzny w 100 rocznicę, można było usłyszeć w odczytywanym w kościołach w całej Polski liście Konferencji Episkopatu Polski, autorstwa przewodniczącego Zespołu ds. Apostolstwa Trzeźwości bp. Tadeusza Bronakowskiego.

Choć jestem katolikiem dość aktywnie działającym w Kościele, czego się oczywiście nie wstydzę, to na łamach mojego bloga rzadko zabieram głos w tego typu sprawach. Niemniej problem alkoholizmu faktycznie jest poważny i trzeba mu przeciwdziałać. Jednak w tegorocznym liście Episkopatu roi się wręcz od naciąganych wniosków logicznych, tak że nie mogłem się od tego powstrzymać. Już sam początek napawał mnie zdumieniem, ponieważ autor w dość zadziwiający połączył wątek ewangelicznego cudu rozmnożenia chleba przez Jezusa z pijaństwem i patriotyzmem. A dalej naciąganych wniosków jest jeszcze więcej. Notorycznie stawiany jest choćby znak równości między spożyciem alkoholu a pijaństwem i alkoholizmem.

Bp Bronakowski porównuje też dzisiejszą sytuację z tą z Międzywojnia, kiedy to ponoć oficjalne spożycie alkoholu wynosiło około litra czystego spirytusu na głowę, a dziś przekracza 9 litrów per capita. Wszystko fajnie, ale trzeba pamiętać, że w latach 20. XX wieku w Polsce wprowadzono niemal… prohibicję. I to za sprawą ruchów sufrażystek, które pewnie dziś nazwalibyśmy feministycznymi. Jak czytamy choćby na pierwszym z brzegu portalu Ciekawostkihistoryczne.pl (ale też np. na portalu Histmag):

Po pierwsze z obrotu całkowicie wykluczono napoje spożywcze o zawartości alkoholu powyżej 45%. Po drugie jeden punkt sprzedaży alkoholu miał przypadać na… 2500 mieszkańców. (…) [Biorąc pod uwagę – przyp. red.] zagęszczenie ludności w Polsce oznaczało to, że często całe gminy albo miasteczka z samej mocy ustawy obejmowała prohibicja. Do tego na wsi wyszynk musiał się mieścić w odległości minimum 300 metrów od: kościołów, szkół, więzień, sądów, dworców, stacji kolejowych, przystani statków parowych, zakładów zatrudniających powyżej 100 osób i domów modlitwy. W efekcie zdarzało się, że w całej miejscowości po prostu nie było miejsca, w którym mógłby stanąć. (…) Prohibicja obowiązywała w całym kraju co tydzień od godziny 15 w sobotę do 10 w poniedziałek, we wszystkie święta państwowe, a także m.in. podczas poboru do wojska, https://ciekawostkihistoryczne.pl

Jak pokazuje historia, prohibicja zawsze prowadzi do jednego – do nielegalnej produkcji i nierejestrowanego obrotu alkoholem. Idę o zakład, że mimo oficjalnego statystycznego niskiego spożycia (bo sprzedaż alkoholu była ograniczona) bimber był wówczas pędzony naprawdę powszechnie, a same dane nie miały wiele wspólnego z rzeczywistością. Obecnie natomiast dzięki dość dobremu dostępowi do alkoholu, szara strefa nie jest jakaś szczególnie pokaźna, co też oznacza duże wpływy do budżetu państwa z akcyzy. Warto też wspomnieć, że obecnie struktura spożycia znacznie się zmieniła – w porównaniu choćby do czasów słusznie minionych, Polacy zaczęli częściej spożywać alkohole o niższym woltażu, rezygnując z popularnej jeszcze do niedawna wódki.

Jak już jestem przy akcyzie to w liście bp. Bronakowskiego czytamy:

Chcemy rozwijać się gospodarczo, a jednocześnie co roku marnotrawimy miliardy złotych na pokrycie kosztów nadmiernego spożycia alkoholu.bp. Tadeusz Bronakowski

Ktoś tu chyba zapomniał o tym, jak ważne dla budżetu są wpływy z akcyzy, którą obłożone są tzw. dobra luksusowe. Ponad 17% wpływu z tego podatku – w 2015 r. było to 11,1 mld zł – pochodzi ze sprzedaży alkoholu. Owszem, środki te zapewne w części idą na walkę ze skutkami alkoholizmu (na co idą też choćby fundusze ze składek zdrowotnych), ale też wykorzystywane są w ramach różnego rodzaju inwestycji publicznych, ponieważ pieniądze z akcyzy nie tworzą funduszu celowego.

Wzorcem ograniczeń w sprzedaży alkoholu jest dla autora listu Litwa, w której od tego roku wprowadzono daleko idące restrykcje. Z tym, że jak mówią statystyki, Litwa znajduje się w czubie państw o największym spożyciu alkoholu na świecie, wynoszącym 16 litrów czystego alkoholu na głowę (czyli niemal dwukrotnie więcej niż w Polsce). Tymczasem Episkopat piórem bp. Bronakowskiego postuluje wprowadzenie całkowitego zakazu reklamy alkoholu w telewizji, czy też zwiększenie wieku ustawowego zakazu sprzedaży alkoholu z 18 lat na 20 lat. Chwali jednocześnie tegoroczne zmiany ustawy o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi, rozszerzające m.in. zakaz spożywania alkoholu w miejscach publicznych. Nowe zapisy póki co… nie działają. Ostatnio byłem jeden dzień nad polskim Bałtykiem i naprawdę sporo osób wokoło siedziało na kocu z piwkiem w ręku, nie przejmując się zakazami :).

Naprawdę dziwię się, dlaczego od lat lansuje się wstrzemięźliwość od alkoholu w sierpniu, gdy co roku w kalendarzu mamy inny dużo lepiej nadający się do tego czas, a mianowicie trwający 40 dni Wielki Post. W mojej opinii to właśnie wtedy powinien być kładziony nacisk na post od alkoholu. W przeciwieństwie do sierpnia, który jest dla mnie pomysłem kompletnie od czapy i to nie dlatego, że w tym miesiącu mam urodziny ;), miałoby to ręce i nogi.

Pełną treść listu bp. Bronakowskiego znajdziecie tutaj:
https://ekai.pl/dokumenty/apel-zespolu-kep-ds-apostolstwa-trzezwosci-i-osob-uzaleznionych-na-sierpien-miesiac-abstynencji-2018/