Bycza żółć – kto ją dodaje do piwa?

0
2

bycza żółćDziś z ciekawości przejrzałem sobie najczęściej wpisywane w polskim Google zapytania na temat piwa. Jednym z tych, które królują jest pytanie “które polskie piwa są bez byczej żółci?”. Postanowiłem więc na to pytanie odpowiedzieć ;).

Odpowiedź brzmi: wszystkie! Tak, o ile mi wiadomo – w Polsce nikomu nie strzelił do głowy taki pomysł, głównie dlatego, że byłoby to… nieopłacalne! Co ciekawe, wiele osób, które wierzą, że taki proceder ma miejsce, uważa, że owa bycza żółć jest sprowadzana aż z Chin. Dla mnie brzmi to naprawdę absurdalnie. Dlaczego? Już tłumaczę ;).

Zwolennicy tej teorii o dodawaniu byczej żółci do piwa uważają, że w ten sposób browary zastępują w piwie chmiel. Zakładam też, że uważają oni (również błędnie), że głównym składnikiem piwa jest chmiel, a nie słód. Nic bardziej mylnego. Jak już tu na blogu pisałem, chmiel to przyprawa dodawana do słodowej brzeczki niczym pieprz do drobiowego rosołu. No, ale wracając do żółci bydlęcej – jako, że chmielu dodaje się niewiele, to tym bardziej szukanie odzwierzęcego zamiennika jest bezsensowne, nie mówiąc już o transportowaniu go przez dziesiątki tysięcy kilometrów, co sprawiłoby, że taka bycza żółć byłaby pieruńsko droga.

No tak, ale skąd ten mit się wziął? A no prawdopodobnie stąd, że słód w browarach przemysłowych dodaje się często w postaci ekstraktu słodowego, który wygląda jak żółtobrązowa, kleista i ciągnąca maź, przechowywana w puszce. W brewkitach, czyli w gotowych zestawach do warzenia piwa dla początkujących, taki ekstrakt często jest już dodatkowo fabrycznie nachmielony, przez co jest mocno gorzki. Podejrzewam, że historia o dodawaniu byczej żółci do piwa właśnie stąd się wzięła – ktoś zobaczył w browarze puszki/beczki z ekstraktem słodowym, potem spróbował czegoś podobnego u kolegi Janusza z budowy, który warzy swoje własne piwerka, i resztę sam sobie dopowiedział, jednocześnie rozpowiadając to wszystkim wokoło.

Tak więc dla pewności raz jeszcze napiszę: w Polsce nikt nie dodaje do piwa byczej żółci. Wegetarianie, a może nawet weganie, mogą więc spać spokojnie ;).

Mała errata:
Przeświadczenie o dodawaniu byczej żółci do piwa może wynikać również z tego, że wiele browarów decyduje się na umieszczenie na etykiecie zamiast pełnego składu lakonicznej formułki “zawiera słód jęczmienny”, co niektórzy odbierają jako sposób na ukrycie wspomnianego wyżej bydlęcego składnika. O samej tej formułce napiszę kiedyś więcej w osobnym wpisie ;).

Spodobał się Wam taki krótki tekst obalający piwny mit? Jeśli tak, to dajcie znać w komentarzach. Kto wie, może powstanie z tego jakaś większa seria wpisów ;).

UDOSTĘPNIJ
Poprzedni artykułBeer Geek Night 2017: znamy cenę biletów
Następny artykuł#271: BeerLab/Szpunt – Sourness Blackcurrant

Nazywam się Jakub Siusta. Jestem rodzo­nym poli­cza­ni­nem, pocho­dzę więc z obsza­ru, które wciąż pozo­sta­je piwną pusty­nią na mapie Polski – zarów­no pod wzglę­dem dzia­ła­ją­cy­ch bro­wa­rów i ini­cja­tyw kon­trak­to­wy­ch, jak rów­nież pod wzglę­dem cie­ka­wy­ch loka­li i wyda­rzeń oko­ło­piw­ny­ch. Dlatego na moim blogu mam zamiar posta­wić na pro­mo­cję tego wszyst­kie­go, co dzie­je się w samym Szczecinie, ale także na zachod­nio­po­mor­skiej sce­nie piw­nej.