Abbaye de Vauclair Biere BlondeNiedawno w sklepach sieci Lidl pojawiły się dwa z pozoru ciekawie wyglądające piwa spod marki Abbaye de Vauclair. Duża, zamknięta korkiem i koszyczkiem butelka o pojemności 0,75 litra, etykieta sugerująca klasztorne pochodzenie produktu – wszystko to sprawia wrażenie ekskluzywności. Już cena sugeruje jednak, że jest inaczej, a kontretykieta całkowicie wyprowadza z tego błędu, ale o tym poniżej ;). Piwo jest warzone we Francji w Les Brasseurs De Gayant – głównie na rynek brytyjski. W polskich sklepach pojawiło się po raz pierwszy. Czy warto było wydać na nie 7 zł? Sprawdźmy! Dziś zajmę się Abbaye de Vauclair Biere Blonde, a w kolejce czeka jeszcze Abbaye de Vauclair Imperiale. 

W leadzie wspomniałem o kontretykiecie. Mamy tam sporo ciekawych informacji. Polski dystrybutor trunek ten określił jako “napój piwny aromatyzowany o smaku karmelowym, jasny, pasteryzowany”. Jego skład, choć bardzo bogaty, to nie brzmi apetycznie. Obok normalnych dla piwa składników – jak woda, słód jęczmienny, pszenica, chmiel – mamy tu glukozę, aromat karmelowy, fruktozę, karmel amoniakalny oraz kwas askorbinowy. Jakkolwiek witamina C jest bardzo często używana m.in. przez czeskich piwowarów, jako przeciwutleniacz, to jednak pozostałe “nadprogramowe” surowce są co najmniej dziwne. Wszystko wskazuje na to, że producent postanowił maksymalnie obniżyć koszty produkcji – stąd dużo surowców niesłodowanych, w tym cukru. Jak wiadomo fermentowana glukoza, czy też fruktoza, koloru nie da, stąd postanowiono użyć karmelu amoniakalnego jako barwnika. Ciekawostką jest też to, że w polskim składzie nie ma ani słowa o tym, że użyto drożdży – czyżby alkohol powstał w jakiś magiczny sposób? ;). Urzekł mnie też inny fragment treści zamieszczonej na kontrze, a mianowicie:

Po otwarciu przechowywać w lodówce w zamkniętym opakowaniu, następnie spożyć w ciągu 24 godzin.Kontretykieta Abbaye de Vauclair Biere Blonde

Serio? Jakoś sobie nie wyobrażam powodu, dlaczego miałbym tego rodzaju piwo po otwarciu zostawiać w lodówce na następny dzień. Przecież po odgazowaniu blonde byłby całkiem niepijalny…

Na koniec kilka słów o Browarze De Gayant, gdzie powstało recenzowane dziś przeze mnie piwo. Powstał w 1919 r. i położony jest w północnej Francji, w pobliżu granicy z Belgią. Ratebeer podpowiada, że gro jego produkcji trafia bezpośrednio do marketów, pod ich własnymi markami. Okazuje się też dwa wspomniane wyżej piwa – tj. Biere Blonde i Imperiale – nie są jedynymi spod brandu Abbaye de Vauclair, co zresztą widać na screenie poniżej.

fot. Ratebeer.com

Oceny pokazują, że w ich przypadku zdecydowanie szału nie ma, więc i po Abbaye de Vauclair Biere Blonde nie spodziewam się cudu.

Styl: belgian blonde
Ekstrakt:
 b/d
Alk. obj.:
 6,5%
IBU
b/d

Data przy­dat­no­ści: 29.11.2017

Kolor: Ciemnozłote, klarowne.
Piana: Niska. Błyskawicznie redukuje się do zera.
Zapach: Słodki, słodowy, trochę zbożowy, z nutką estrów.
Smak: Słodkie, wręcz cukrowo słodkie. Sporo słodowości, trochę belgijskich estrów i fenoli. Goryczki nie ma praktycznie wcale. Piwo bardzo szybko zaczyna mdlić. Po ogrzaniu wyszły gotowane warzywa, czyli najprawdopodobniej DMS.
Wysycenie: Wysokie.

Abbaye de Vauclair Biere Blonde

Jakby to napisano na jepiwce – #team słodyczka mocno. Piwo jest naprawdę słodkie i to w taki mało przyjemny, cukrowy sposób. Dawało mi się to na tyle mocno we znaki, że sam tej butelki bym na pewno nie wypił. Dobrze, że miałem drugą osobę do pomocy ;). Piwa zdecydowanie nie polecam – jest to jeden z gorszych blondów, jakie miałem okazję do tej pory pić. Duuuużo lepiej w tej cenie kupić sobie butelkę piwa kraftowego. A od Abbaye de Vauclair Biere Blonde trzymajcie się z daleka.

Cena: 7 zł za 0,75 litra w markecie