Przy okazji kilku piw z dodatkiem herbaty, które miałem okazji degustować, wspominałem, że napar na bazie suszu z rośliny o łacińskiej nazwie Camellia Sinensis staje się powoli moim drugim po piwie hobby. Od jakiegoś czasu zacząłem doceniać jakość gatunkowych herbat, w które zaopatruję się przede wszystkim w sklepach internetowych. Ciekaw jestem, czy w społeczności skupionej wokół mojego bloga są osoby, które tym temat się interesują, dlatego postanowiłem stworzyć zestawienie pięciu herbat, po które najchętniej sięgam.

Generalnie najmniej lubię herbatę czarną, która jakoś nie może wywrzeć na mnie większego wrażenia. Każda z nich smakuje dla mnie bardzo podobnie. Całkowicie inaczej sprawa się ma z herbatami zielonymi, żółtymi, białymi, czy oolongami, których zróżnicowanie jest dla mnie ogromne. Po te herbaty sięgam chętnie i wręcz nie wyobrażam sobie bez nich dnia. Poniżej wybrałem pięć z nich, które mi najbardziej podpasowały – zaznaczam jednak, że nie szereguję ich w jakiejkolwiek kolejności, ponieważ smak herbaty potrafi się mocno różnić w zależności od zbioru. Gustuję przede wszystkim w chińskich “gatunkach”, te japońskie, które bardzo często mają morski, rybny posmak raczej mi nie odpowiadają.

Herbata zielona: Yunnan Silver Tips

Po tę herbatę sięgam najczęściej – traktuję ją przede wszystkim jako herbatę śniadaniową. Jest smaczna, wyrazista, z całkiem wyraźną goryczką kontrującą delikatną słodycz, a przy tym niezbyt droga. Jak sama nazwa wskazuje pochodzi ona z chińskiej prowincji Yunnan.

Herbata zielona: Gunpowder Temple of Heaven

Kolejna chińska herbata, którą bardzo lubię i traktuję przede wszystkim jako herbatę śniadaniową. Ma jeszcze silniejszy w porównaniu do Yunnan Silver Tips smak, przez co wielu osobom przypomina herbatę czarną – jest jednak wg mnie od niej bardziej złożona. Jej charakterystyczną cechą jest wygląd suszu – liście są ciasno zwijane w małe kulki, które przypominają proch strzelniczy – stąd właśnie najprawdopodobniej wzięła swą nazwę.

Herbata zielona: Jeoncha

Jedyna w tym zestawieniu herbata koreańska. Zauroczyła mnie jeszcze w 2015 r. swoim świetnym prażonym, orzechowym smakiem i aromatem. Niestety zbiór z 2016 r. smakował mi już mniej i nie byłem w tym odczuciu odosobniony. Mam nadzieję, że tegoroczny znów będzie lepszy – na pewno to sprawdzę :).

Herbata żółta: Yunnan Yellow Mao Feng

Niedawno odkryłem tzw. żółtą herbatę. W Polsce nie jest zbyt popularna, a i na rynku jest jej niewiele. Gdy jednak zakupiłem sobie tę pochodzącą ze wspomnianej już wyżej prowincji Yunnan – tj. Yellow Mao Feng – od razu mi posmakowała. Jest delikatna, słodka, lekko orzechowa i owocowa oraz bez zbędnej goryczki (skąd my to znamy? 🙂 ), dzięki czemu jest bardzo przyjemna w odbiorze.

Herbata zielona: China Rolling Mao Jian

Bardzo ciekawie wyglądająca herbata – liście są ciasno skręcane w charakterystyczne spirale. Herbata ta jest bardzo łagodna, słodkawa – przeważają w niej nuty trawiaste i kwiatowe. Goryczka nie jest w niej może zbyt intensywna, ale wyraźnie zaznaczona.

Lubię też oolongi, ale są one na tyle drogie, że kupuje je sporadycznie, przez co spróbowałem ich zaledwie kilka. Jest to zbyt mało, aby móc wyrobić sobie o nich konkretną opinię i wybrać najlepsze wg mnie tego typu herbaty.

A czy Wy interesujecie się herbatami? Jakie najbardziej cenicie, a jakie najczęściej pijecie? Gdzie się zaopatrujecie? Jakie herbaciane piwa polecacie? Piszcie w komentarzach – jeśli ten temat Wam się spodoba, to kto wie, ale może powstanie jakiś herbaciany cykl wpisów na moim blogu :).