Miłosław warzy śmiało: Klonowy Milk StoutGdy Browar Fortuna wystartował z nową serią – zatytułowaną Miłosław Warzy Śmiało – wielu beergeeków było bardzo pozytywnie zaskoczonych. Zaskoczenie było tym większe, że debiutanckim piwem tej linii było american pale ale z dodatkiem… pędów sosny. Muszę przyznać, że jak na browar regionalny to ten pomysł był naprawdę odważny. W ostatnich dniach zapowiedziane zostało już trzecie “śmiałe” piwo – dymione brown ale. Wygląda na to, że w końcu nie tylko polscy rzemieślnicy zaczynają dostrzegać potencjał piw wędzonych – a potwierdza to też fakt, że w ostatnich dniach za wędzonkę postanowił zabrać się także Browar Ciechan! No, ale wracając do Fortuny – długo nie mogłem trafić na żadne piwo sygnowane wspomnianą wyżej submarką. W końcu się udało i mogę Wam przedstawić Klonowy Milk Stout.

Milk stout (czy też milkstout/sweet stout/cream stout) to jeden z najłatwiejszych w odbiorze podgatunków stoutu. A wszystko dzięki laktozie. Generalnie, jak zapewne wiecie, brzeczka piwna to rozpuszczone w wodzie różnego rodzaju cukry – tak przygotowane w procesie warzenia, aby były jak najlepiej fermentowalne przez drożdże – dzięki czemu może powstać alkohol. Jednak nie zawsze chcemy, aby słodycz została zjedzona w całości przez zadaną przez piwowara mikroflorę. Wówczas piwowar ma dwa wyjścia – może pójść na łatwiznę i dosłodzić piwo po fermentacji, zanim trafi do butelek lub użyć substancji słodzącej, która nie jest przetwarzana na alkohol. Jedną z nich jest właśnie laktoza – cukier złożony pochodzący z mleka. Oprócz słodyczy do piwa wnosi też akcenty znane z produktów mlecznych, dlatego szybko zauważono, że dodatek ten świetnie komponuje się z cechami charakterystycznymi stoutu, wśród której dominują nuty kawowe. Efekt końcowy przypomina często smak kawy z mlekiem lub lekko posłodzonej kawy. Im więcej laktozy tym piwo oczywiście jest słodsze, a większość przedstawicieli tego stylu to coś, co powinno przypaść do gustu miłośnikom słodyczy.

W przypadku milk stoutu z Fortuny jest coś jeszcze, co powinno przykuć uwagę łasuchów. A mianowicie do tego piwa producent dodał… syropu klonowego. Ten słodki, zagęszczony sok z pnia klonu kanadyjskiego jest bardzo popularny na kontynencie amerykańskim. Stosuje się go do różnego rodzaju deserów, tym do słynnych amerykańskich naleśników. Ja osobiście najbardziej lubię go w połączeniu z kaszą manną na mleku :). Jednak w przypadku wykorzystania go jako dodatek do piwa istnieje pewien problem. Cukry zawarte w syropie klonowym są jak najbardziej fermentowalne przez drożdże. Zatem gdy doda się go do brzeczki przed fermentacją, w gotowym piwie zostaje go niewiele. Boję się, że tak też będzie w przypadku piwa Miłosław warzy śmiało: Klonowy Milk Stout.

Warto wspomnieć, że Browar Fortuna na kontrze podaje wiele szczegółowych informacji na temat piwa. Oprócz parametrów podany został pełen skład, w tym wymieniono konkretne słody z zasypu, ale także szczep drożdży oraz odmianę chmielu. Jeśli chodzi o chmielenie to Miłosław warzy śmiało: Klonowy Milk Stout jest “single hopem”, dodano bowiem tylko jedną odmianę rodem z Niemiec, a mianowicie Herkules.

Styl: milk stout
Ekstrakt:
 17,3%
Alk. obj.:
6,6%
IBU:
 30

Data przy­dat­no­ści: 22.09.2017

Kolor: Ciemnobrunatne, nieprzejrzyste
Piana: Średnia, drobna, barwy kawy z mlekiem. Dość trwała, po dłuższej chwili zostają spore wyspy i obwódka.
Zapach: Kawowy, delikatnie słodkawy. Syropu klonowego nie czuję.
Smak: Mocno kawowe, o dziwo – dość wodniste. Nie ma wątpliwości, że piwo jest dosłodzone, jednak słodycz nie jest nachalna. Goryczka zaznaczona, głównie o charakterze palonym. Nie potrafię wyodrębnić syropu klonowego, musiał on praktycznie całkowicie przefermentować lub zostać dodany w iście homeopatycznej ilości.
Wysycenie: Wysokie – jak na stout zdecydowanie zbyt wysokie. Szczypie w gardło, co przeszkadza w degustacji.

Miłosław warzy śmiało: Klonowy Milk Stout

Moje obawy sprzed degustacji niestety się potwierdziły. Mam silne podejrzenia, że podany na etykiecie pozornie wysoki ekstrakt uwzględnia dodatkowy cukier pochodzący z laktozy i syropu klonowego. W związku z tym jako efekt końcowy mamy słodkawe piwo, które jednocześnie jest dość “cienkie”, w sensie odczucia w ustach. Niestety, jak dla mnie syrop klonowy zginął gdzieś pod nutami kawowymi od słodu, połączonymi z laktozą. Być może, gdyby zrezygnowano z cukru mlecznego, syrop klonowy byłby znacznie wyraźniejszy. Drugim “grzechem” tego piwa jest zdecydowanie zbyt wysokie nasycenie, co jest wadą w przypadku stoutów. Przyjmuje się, że wzorcowy przykład tego stylu to piwo nisko nasycone, często wręcz płaskie, dzięki czemu taki trunek zyskuje na sesyjności. Szkoda, że ktoś w Fortunie przesadził z dwutlenkiem węgla, a przecież jego zawartość to jeden z łatwiejszych do sterowania parametrów przy warzeniu na skalę przemysłową. Oczywiście nie mówię tu o losowych sytuacjach takich jak infekcja – recenzowany dziś milk stout zepsuty z pewnością nie był.

Cena: 5,80 za 0,5 l w szczecińskim sklepie specjalistycznym