Leute BokbierSwego czasu, bodaj za sprawą bardzo dobrego kooperacyjnego porteru bałtyckiego Baran z Jajem, uwarzonego przez Pracownię Piwa oraz Browar Podgórz, wybuchła dyskusja na temat tego, czy portery bałtyckie muszą być górnej fermentacji. Okazuje się, że podobna zagwozdka jest z koźlakami, które historycznie były początkowo piwami górnej fermentacji, a obecnie są zwykle lagerami. Współcześnie górnofermentacyjne bocki są warzone głównie w Belgii i Holandii. I właśnie jednym z nich – Leute Bokbier z belgijskiego Browaru Van Steenberge – chciałbym się dziś zająć.

Sam koźlak wywodzi się z terenu dzisiejszych Niemiec, a dokładniej z Dolnej Saksonii. Jego niemiecka nazwa (Bock) wywodzi się ponoć od nazwy miasta Einbeck. Jest to dość mocne, ciemne piwo o wyraźnym słodowym charakterze. Swój bukiet smakowy zawdzięcza przede wszystkim tzw. reakcjom Maillarda – dającym efekt przypieczonego ciasta, skórki od chleba – oraz karmelizacji cukrów. Choć nie jest to piwo, w którym chmiel gra główną rolę, to przez lata przed wybuchem piwnej rewolucji styl ten był przez wielu uważany za coś interesującego, innego niż to, co serwują koncerny. Na początku lat dwutysięcznych koźlaka zaczął warzyć Browar Amber, który przez niemal 10 lat był określany za jedno z ciekawszych polskich piw. Znany był z charakterystycznej malowanej butelki, z której niestety browar z Bielkówka obecnie już zrezygnował. Niemniej ponoć wciąż trzyma niezły poziom.

Wracając do Leute Bokbier to kilka miesięcy temu pojawiło się w Lidlu w ramach rzucenia na sklepy piw belgijskich. Był to jego drugi rzut, bowiem już raz był wcześniej dostępny. Zaskoczyło mnie trochę to, że w serwisie Ratebeer.com zbiera całkiem przyzwoite recenzje – ocena overall obecnie wynosi 72, natomiast style jest trochę gorsza, bo 58. Jak przeczytać można na oficjalnej stronie internetowej Browaru Van Steenberge, piwo to warzone jest tam od 1927 r. Nawiązuje ono do przybrowarnianych farm, gdzie kiedyś hodowano kozły.

Tak jak już wyżej wspomniałem jest to ciemne piwo górnej fermentacji – dodatkowo – jak to w Belgii – poddawane jest refermentacji w butelce, przez co browar może sobie pozwolić na ustalanie długiej daty przydatności do spożycia. Co ciekawe istnieje tradycyjne szkło, którym to piwo jest serwowane. Wygląda ono jak tumbler przymocowany od spodu do dość grubej drewnianej deseczki, pełniącej rolę stałej podstawki. Bardziej szczegółów niestety browar nie udostępnia.

Sam Browar Van Steenberge na moim blogu pojawił się już raz przy okazji recenzji jego chyba najsłynniejszego piwa, czyli Gulden Draak. Powstał on w II połowie XIX wieku w Ertvelde, położonym w pobliżu dzisiejszej belgijsko-holenderskiej granicy.

Styl: koźlak górnej fermentacji
Ekstrakt:
 b/d
Alk. obj.:
 7,5%
IBU:
 b/d

Data przy­dat­no­ści: 07.04.2019

Kolor: Brązowe, pod światło rubinowe. Przejrzyste.
Piana: Umiarkowanie obfita. Drobna, cicho sycząca, ale dość trwała. Po dłuższej chwili redukuje się do grubszej wyspy oraz cieniutkiej warstewki. Zostawia ładny lejsing.
Zapach: Karmelowy, estrowy. Dość sporo owoców. Do tego dochodzi zapach ciemnego pieczywa, trochę nut opiekanych.
Smak: Przede wszystkim karmelowy, estry owocowe również są wyraźne. Pojawia się lekka śliwka i inne ciemne owoce. Poza tym pojawiają się akcenty chlebowe, melanoidynowe. Smakuje trochę jak pełniejszy, bardziej treściwy dubbel. Finisz palony, kawowy. Goryczka niska.
Wysycenie: Wysokie.

Leute Bokbier

Całkiem ciekawe piwo. W sumie smakowało mi bardziej niż większość tych najłatwiej dostępnych belgijskich dubbli. A jak Leute Bokbier wypada w porównaniu z niemiecką klasyką? Wg mnie główną różnicą jest estrowość, która w belgijskim wydaniu jest naprawdę wyraźna. Ponadto wyższe jest też wysycenie, które mi nieco przeszkadza, co jest jednak charakterystyczne dla piw refermentowanych w butelce.

Cena: około 4,50 za 0,33 l w markecie