Czwarte urodziny portalu to dobra okazja, żeby sięgnąć po coś wyjątkowego. Dobrze się złożyło, że przed kilkoma dniami otrzymałem w przesyłce naprawdę efektownie wyglądające i bardzo ciekawie zapowiadające się piwa. Mowa tu oczywiście dwóch “dzikusach”, które podesłał mi Browar Maryensztadt. Zacznę od trunku, który zadebiutował na rynku jako pierwszy – w październiku ubiegłego roku, a jest to Wild & Funky Straight Lambic.

Lambiki – z tej grupy stylów znani są przede wszystkim Belgowie, którzy do dziś twierdzą, że wyjątkowość tego rodzaju piw zawdzięczamy niespotykanej nigdzie indziej niż w dolinie rzeki Zenne mikroflory. To właśnie tam powstają najsłynniejsze lambiki zaszczepiane unoszącymi się w powietrzu i żyjącymi w od lat w browarze mikrobami. Są to więc piwa fermentacji spontanicznej. W Polsce póki co nie mieliśmy zbyt wielu prób zmierzenia się z tym niełatwym stylem. W sumie kojarzę tylko Lambiczi 1 Year Old z Browaru Szałpiw – poprawcie mnie jeśli tego rodzaju pozycji było więcej.

No i ostatnio do tego nielicznego grona browarów warzących lambiki dołączył… Browar Maryensztadt, który do fermentacji swojego “piwa lambicznego” wykorzystał drożdże pozyskane z okolicy rzeki Zwolenki, płynącej obok browaru. No, właśnie ciekaw jestem, na ile metoda produkcji użyta w przypadku Wild & Funky Straight Lambic nawiązuje do tradycyjnego sposobu wytwarzania belgijskich lambików. Zapewne niewiele, więc tym bardziej jestem ciekaw, jaki efekt końcowy się udało się uzyskać. Nie wiem też, czy użyto jakiejkolwiek drewnianej beczki – przypomnę, że klasyczne piwa w tym stylu są wielkich drewnianych kadziach, czyli foederach. Zakładam, że w przeciwieństwie do belgijskich jednorocznikowych oryginałów będzie to piwo nagazowane.

Czego się spodziewam? Przede wszystkim połączenia kwasowości i akcentów funky, szczególnie nut owocowych, ale też charakterystycznej stajni. Moje oczekiwania są naprawdę spore, co zresztą potęguje kapitalne opakowanie. Piwo to zostało bowiem rozlane do ślicznej, włoskiej butelki o pojemności 0,75 litra, zamkniętej korkiem oraz kapslem. No właśnie, tego korka trochę się nie spodziewałem i musiałem na chybcika szukać korkociągu :P.

Jeśli jeszcze tego nie zrobiłeś/aś – zachęcam do polubienia mojego profilu na Facebooku:

  Polub Chmielnik Jakubowy na Facebooku

Skład piwa Wild & Funky Straight Lambic:

woda, słód jęczmienny pilzneński, pszenica, chmiel Styrian Goldings, drożdże własnej propagacji.

Piwo niepasteryzowane.

Parametry piwa Wild & Funky Straight Lambic:

Styl: straight lambic
Ekstrakt:
 15,3° Plato
Alk. obj.:
 6,51%
IBU:
 b/d

Data przy­dat­no­ści: 20.10.2022

Kolor: Ciemne złoto, zamglone. Spodziewałem się jaśniejszego.
Piana: Niska, szybko redukuje się do zera.
Zapach: Jest dziko i faktycznie lambiczny :). Sporo nut funky – siano, dużo owoców. Bardzo przyjemny! 🙂
Smak: Spodziewałem się wyższej kwasowości – ta oczywiście jest, ale umiarkowana i równoważy się z dość wyraźną owocową słodyczą. Trunek jest pełny niczym sok owocowy – mamy tu banana, brzoskwinię. Być może jest to też słodycz słodowa, która być może jeszcze dofermentuje w butelce, podwyższając przy okazji nagazowanie. Goryczki brak. Gdzieś w tle lekka octowość. Bardzo przyjemne piwo!
Wysycenie: Niskie.

Muszę przyznać, że Browarowi Maryensztadt eksperyment się udał. Jak najbardziej w Wild & Funky Straight Lambic uzyskano efekt dzikości zbliżony do belgijskich oryginałów, choć do ideału jeszcze trochę brakuje. Główną różnicą jest tu zaskakująco podwyższona słodycz, która być może z czasem się zredukuje. Piwo mi smakowało i jak najbardziej okazało się godne świętowania czwartych urodzin portalu :). Serdecznie dziękuję Kamili z Browaru Maryensztadt za przesyłkę, która dotarła do mnie mimo problemów istoty kurierskiej ;).

Cena: piwo otrzymane w ramach współpracy barterowej z Browarem Maryensztadt