JormungandrDziś na blogu chciałbym Wam zaprezentować piwo, które ma spory potencjał do bycia przekleństwem dla tych, którzy po kilku kolejkach w lokalu próbują je zamówić. Trudne do wymówienia (szczególnie po kilkugodzinnym degustowaniu rzemieślniczych trunków) są zarówno jego nazwa – Jormungandr – jak i styl, w którym zostało uwarzone: gotlandsdricka. Na szczęście w pubach z wieloma nalewakami można z reguły zamawiać piwo posługując się numerkiem kranu, co nieźle potrafi ułatwić życie ;). Piwo to powstało jako owoc kooperacji Browaru Bednary i warszawskiego wielokranu (ang. multitap) Jabeerwocky. Znając właścicieli tego pubu – Rafała Kowalczyka i Marcina “Masona” Chmielarza – nazwa i styl zostały w ramach śmieszkowania i w zamyśle miało to być jak najtrudniejsze do poprawnego wymówienia.

Jormungandr to termin pochodzący z mitologii nordyckiej, oznaczający węża opasującego drzewo, które symbolizuje świat zamieszkiwany przez ludzi – ten materialny i niematerialny. Według przekazów ludów krajów skandynawskich wąż ten będzie miał czynny udział w końcu świata, zwanym przez mitologię Wikingów zmierzchem bogów, czyli Ragnarök. Wówczas stoczy on walkę ze swoim odwiecznym wrogiem – Thorem, tj z jednym z głównych bogów z nordyckiego panteonu. W bitwie tej obaj mają zginąć.

Jak czytamy w Wikipedii:

[Jormungandr to – przyp. mój] w mitologii nordyckiej gigantyczny wąż opasujący Midgard, jedno z trzech dzieci boga Lokiego oraz gigantki o imieniu Angerboda z lasu Yrnvid. Gdy Odyn dowiedział się o dzieciach Lokiego i Angerbody, nakazał je porwać, a następnie rzucił Jormunganda do oceanu otaczającego Midgard. Wąż rósł w otchłaniach, aż w końcu przyjął takie rozmiary, iż otaczał cały świat i mógł ugryźć własny ogon.

Jormungand był największym przeciwnikiem boga Thora. Podczas swoich prób w Utgardzie Thor miał za zadanie podnieść kota. Bóg gromów nie podołał zadaniu, jak się później okazało, Skymir używając swej magicznej mocy za kota podstawił Jormunganda.

[…]

W dniu zmierzchu bogów wyłoni się z oceanu i zacznie wypluwać z siebie jad, truciznę, która pokryje ziemię i niebo. Wówczas jego odwieczny wróg Thor przybędzie, aby z nim walczyć. Na równinie Vigrid bóg pokona węża, ale zanim zada ostateczny cios, zostanie otruty jego jadem. Zanim Thor skona, uda mu się zrobić jeszcze dziewięć kroków.

Wikipedia

Właśnie motyw tej walki został zamieszczony w formie stylizowanej na komiksową rycinę bądź szkic na etykiecie recenzowanego dziś piwa. Choć z daleka być może nie jest on jakoś przesadnie czytelny, to po przyjrzeniu się widać, jak bardzo szczegółowa jest ta grafika. Jej stylistyka została świetnie dobrana do charakteru stylu, w którym piwo Jormungandr zostało uwarzone.

No właśnie, czym właściwie jest gotlandsdricka? Jest to tradycyjne piwo górnej fermentacji wywodzące się z Gotlandii, bałtyckiej wyspy należącej obecnie do Szwecji. Należy ono do rodziny kilku podobnych do siebie piw, do której zalicza się jeszcze warzone w różnych krajach dzisiejszego basenu Morza Bałtyckiego (precyzyjnie w Skandynawii i w tzw. krajach bałtyckich): sahti (Finlandia), koduõlu (Estonia), maltøl (Norwegia) oraz kaimiškas (Litwa). Jako, że tego typu tradycyjne ejle wciąż są warzone specjalnie dobieranymi metodami (jak choćby filtracja gałęziami jałowca) oraz przy użyciu tradycyjnych surowców (np. słody wędzone), przyjmuje się, że dzisiejsze gotlandsdricka przypomina piwo warzone i konsumowane przez Wikingów. Oryginalnie był to umiarkowanie mocny trunek (zazwyczaj około 5% alkoholu) z dymnym, gorzko-słodkim, przyprawowym od jałowca aromatem i smakiem. Z reguły konsumowano je zaraz po krótkiej, około tygodniowej fermentacji, więc mimo dość wysokiego ekstraktu było raczej nisko odfermentowane, dzięki czemu charakteryzowało się wysoką słodyczą oraz pełnią. Wędzonka w tym stylu brała się z powszechnej wówczas w całej Europie metody suszenia słodu nad ogniem. Współcześnie wiele browarów, które sięgają po styl gotlandsdricka, przy fermentacji korzystają z drożdży piekarniczych, co na naszym podwórku znamy już z Końca Świata, czyli sahti z Browaru PINTA.

Jak więc z tym trudnym, historycznym stylem poradził sobie Browar Bednary we współpracy z Jabeerwocky? Po szczegółowym składzie zamieszczonym na etykiecie piwa doskonale widać, że autorzy tego piwa postawili nacisk na nuty wędzone (użyto bowiem słody wędzone dębem, bukiem oraz torfem) oraz na wysoką pełnię, którą oprócz niskiego odfermentowania zagwarantować ma dodatek słodu owsianego. Mając w pamięci wspomniane wyżej sahti, byłem natomiast zaskoczony deklarowaną na butelce Jormungandra wysokością goryczki, ocenioną na 50 IBU. Przypomnę, że Koniec Świata był jedynie symbolicznie nachmielony, a na etykiecie była zamieszczona informacja o IBU na poziomie bliskim zero. Jednak nie spodziewałbym się po recenzowanym dzisiaj piwie feerii aromatów chmielowych, bowiem do nachmielenia użyto naszej polskiej Marynki. Zakładam więc, że balans będzie zdecydowanie przesunięty w stronę słodową, a zadaniem chmielu będzie w tym wypadku jedynie zrównoważenie słodyczy goryczką.

Styl: gotlandsdricka
Ekstrakt:
 18%
Alk. obj.:
 6,8%
IBU:
 50

Data przy­dat­no­ści: 16.11.2016 r.

Kolor: Ciemnobrązowe, w szkle nieprzejrzyste. Przy nalewaniu wygląda na klarowne.
Piana: Niska, tworzy się tylko przy agresywnym nalewaniu i wymuszaniu jej. Błyskawicznie redukuje się do zera.
Zapach: Wędzony (wędzonka w typie ogniska i torfowym), w tle słodkawość, lekko alkoholowy.
Smak: Pierwsze co się rzuca “na język” to wysoka pełnia tego piwa, jest ono bardzo aksamitne w odbiorze, co jest potęgowane przez minimalne wysycenie. Poza tym jest wyraźna wędzonka, ale nie taka oczywista – faktycznie da się wyczuć nuty charakterystyczne dla poszczególnych rodzajów “surowca wędzarniczego”, z których najsilniejszy jest chyba torf. Na drugim planie czekolada z subtelną nutą alkoholową, która w połączeniu daje efekt przyjemnego likieru czekoladowego. Przyprawowość, która może pochodzić od jałowca, pojawia się na finiszu po ogrzaniu.
Wysycenie: Niskie, praktycznie zerowe.

Jormungandr

Bardzo intrygujące i smaczne piwo! Czegoś takiego absolutnie się nie spodziewałem. Jormungandr smakuje jak wędzona, płynna czekolada deserowa. Bardzo niskie, wręcz znikome wysycenie sprawia, że piwo wydaje się być jeszcze bardziej treściwe niż jest w rzeczywistości. Słód owsiany świetnie zdał egzamin i dodatkowo wprowadził super gładkość, aksamitność trunku. Jeśli dobrze pamiętam, to w porównaniu do sahti gotlandsdricka jest bardziej wędzone i ciemniejsze w smaku. Jestem naprawdę mile zaskoczony tym piwem, szczególnie że kupiłem je na promocji z uwagi na zbliżającą się datę przydatności do spożycia. Na swoją kolej czeka u mnie jeszcze jedno piwo w tym stylu, uwarzone przez Browar Okrętowy – ciekaw więc jestem, czy dorówna ono recenzowanemu dzisiaj Jormungandrowi. Niebawem się o tym przekonam :).

Cena: 5,83 zł za 0,33 l w szczecińskim stacjonarnym sklepie specjalistycznym

PRZEGLĄD RECENZJI
Ocena:
84 %
Poprzedni artykułWieści mijającego tygodnia #38
Następny artykułImperium Prunum – kiedy druga warka?
Nazywam się Jakub Siusta. Jestem rodowitym poli­cza­ni­nem, pocho­dzę więc z obsza­ru, które wciąż pozo­sta­je piwną pusty­nią na mapie Polski – zarów­no pod wzglę­dem dzia­ła­ją­cy­ch bro­wa­rów i ini­cja­tyw kon­trak­to­wy­ch, jak rów­nież pod wzglę­dem cie­ka­wy­ch loka­li i wyda­rzeń oko­ło­piw­ny­ch. Dlatego na moim blogu mam zamiar posta­wić na pro­mo­cję tego wszyst­kie­go, co dzie­je się w samym Szczecinie, ale także na zachod­nio­po­mor­skiej sce­nie piw­nej.