Saint No More 2016Ubiegły rok przyniósł nam całkiem sporo piw z dodatkiem kokosa – spróbować można było m.in. Milk Stoutu z serii Kuźnia Piwowarów 2016, Rokokoko z Browaru Artezan, czy też Flying Circusa z Browaru Kraftwerk. Przy okazji okazało się, że nie jest to surowiec łatwy do wykorzystania przez piwowarów – głównie przez dużą zawartość tłuszczu oraz niezbyt intensywny smak, łatwo ginący pod innymi silniejszymi aromatami. Póki co tylko jedno z degustowanych przeze mnie piw zrobiło na mnie duże wrażenie – dziś jednak będzie ku temu kolejna okazja, ponieważ przyszła kolej na “święteczne” piwo od AleBrowaru – czyli Saint No More 2016.

Wiem, od Bożego Narodzenia upłynęło już spooooro wody w Odrze – no, ale nic nie poradzę, że jakoś nie mogłem zabrać się za to piwo. Za każdym razem, gdy sięgałem do szafki, trafiałem na coś teoretycznie ciekawszego. Do zabrania się za ten coroczny, sezonowy produkt zmotywowało mnie jednak to, że coraz większymi krokami zbliża się jego data przydatności do spożycia – a Saint No More 2016 jest piwem niepasteryzowanym. A była to spora motywacja, ponieważ generalnie nie recenzuję piw przeterminowanych (z nielicznymi wyjątkami), a i nie chciałem, aby zmarnowało mi się piwo z AleBrowaru, który dość rzadko się u mnie pojawia. Warto jeszcze wspomnieć, że jest to już piąte piwo wypuszczone pod tą nazwą i co roku jest to inny styl. A były to po kolei:

  • 2012 – dark ale z dodatkiem miodu i leżakowany z płatkami dębowymi.
  • 2013 – IPA single hop Simcoe
  • 2014 – mocno chmielone dark ale
  • 2015 – double rye black IPA

Ubiegłoroczna edycja jest więc swego rodzaju małym jubileuszem

Prawdę mówiąc sięgając po Saint No More 2016 byłem pewien, że jest to brown (english) porter. Jednak rzut okiem na parametry podane na etykiecie szybko wyprowadził mnie z błędu, ponieważ 16° Plato to nie w kij dmuchał i jest to bodaj górna granica dla robust porteru – i właśnie tak świąteczne piwo z AleBrowaru bym zakwalifikował. Nachmielone zostało trzema brytyjskimi odmianami chmielu – zatem pod tym kątem nie należy spodziewać się fajerwerków. Ale może to i dobrze – oznacza to większe prawdopodobieństwo, że kokos się wybije. A jak jest w rzeczywistości? Sprawdźmy :).

Styl: robust porter z kokosem
Ekstrakt:
 16%
Alk. obj.:
6%
IBU:
 40

Data przy­dat­no­ści: 06.03.2017

Kolor: Ciemnobrązowe. W kieliszku nieprzejrzyste.
Piana: Całkiem obfita, drobna, gęsta i trwała. Redukuje się do cienkiej warstwy, zostawiając ładny lejsing.
Zapach: Czekoladowy, trochę jakby mleczny (czyżby diacetyl?). Po ogrzaniu zaczyna przypominać czekoladkę z nadzieniem kokosowym.
Smak: Czekoladowy, kawowy, jakby trochę mleczny – ale to może być ten kokos. Z tym że nie taki świeży, znany np. z dostępnej w sprzedaży wody kokosowej, ale raczej w typie wiórków kokosowych. Piwo jest trochę wodniste. Na finiszu wyraźna, trochę zalegająca goryczka.
Wysycenie: Lekko podwyższone. Mogłoby być ciut niższe.

Saint No More 2016

Nie wiem, czy tylko ja tak mam, ale w sumie już od dawna żadne piwo z AleBrowaru mnie nie zachwyciło. Nie wiem, czy trafiam na jakieś trefne partie, czy jest to kwestia mniejszego przykładania się chłopaków do receptur – wszak sporo przez ostatni rok się u nich działo (budowa browaru, otwarcie pubów). W przypadku Saint No More 2016 najbardziej przeszkadzała mi, podobnie jak przy Roo Ride, czy Ortodox Pale Ale, niezbyt przyjemna, zalegająca goryczka. Do tego doszła jakaś dziwna, przypominająca mi diacetyl, nuta, która może jednak równie dobrze pochodzić od kokosa, który jednak jakoś przesadnie wyczuwalny nie jest. Ba, gdybym nie wiedział, że został użyty, pewnie nie zwróciłbym na nie uwagi. Podsumowując – Saint No More to dość przeciętne piwo. Spodziewałem się czegoś lepszego.

Cena: 6,80 za 0,5 l w szczecińskim sklepie specjalistycznym