HopdiggerRzadko kiedy widuje się tak spektakularne debiuty jak ten, który zanotował Browar Rockmill. Większość recenzentów jest zgodna – każde z wypuszczonych przez Łukasza Rokickiego i Andrzeja Milera piw jest przynajmniej dobre, a większość zbiera wręcz bardzo dobre oceny. Znalazło to odzwierciedlenie również na moim blogu – przypomnę, że do tej pory zrecenzowałem dwa piwa: Chemistry i Juicy Delight. Dziś zajmę się kolejnym, które na rynku pojawiło się w styczniu 2017 r. jako jedna z trzech debiutanckich propozycji – new wave belgian IPA Hopdigger

W dniu swojej premiery Browar Rockmill, którego chyba już nie trzeba przedstawiać, zaprezentował oprócz Hopdiggera również Chemistry i Play for Me. Nie wiem, czy recenzowane dziś piwo doczekało się już kolejnej warki, ale jestem praktycznie pewien, że zakupiona przeze mnie butelka pochodzi jeszcze z pierwszej partii. Jak czytamy na etykiecie, jest to new wave belgian IPA, czyli mocno chmielone amerykańskimi, nowofalowymi odmianami ale, do fermentacji którego użyto belgijskiego szczepu drożdży. Belgijskie IPA to bardzo interesujący mariaż dwóch całkowicie odmiennych światów piwa – USA i Belgii. Z Ameryki styl ten dziedziczy z reguły nowofalowe chmielenie i zasyp, używane zaś drożdże są normalnie stosowane przez Belgów w ich bardzo charakterystycznych piwach. Dzięki temu mamy obok siebie z jednej strony cytrusowo-tropikalno-żywiczne aromaty chmielowe, z drugiej zaś fenolowo-estrowe (pieprz, goździki, brzoskwinie, morele, banany, guma balonowa itd.) nuty od drożdży. Pogodzić je łatwo nie jest, dlatego szczerze mówiąc nie piłem jeszcze belgian IPA, które wywarło na mnie szczególne wrażenie. Być może jest to kwestia tego, że nie bardzo lubię ten styl, a być może nie trafiłem jeszcze na bardzo dobre piwo tego rodzaju.

Choć na pomarańczowej etykiecie firmowanej przez dwa sympatyczne wilki w habitach i z tonsurą na głowach, trzymające łopatę z chmielem, nie ma zbyt wielu informacji na temat receptury, to dzięki notatce opublikowanej na łamach blogu Polskicraft.pl dowiedziałem się, że do nachmielenia Hopdiggera użyto czterech amerykańskich, popularnych odmian: Citra, Mosaic, Simcoe i Chinook. Poziom goryczki oceniono w szyszkowej, obrazkowej skali (dzięki IJHARS!) na 4/6, więc trochę lupulin do piwa z pewnością trafiło :). Fermentacja została przeprowadzona za pomocą szczepu FM21 Odkrycie Sezonu, wyprodukowanego przez polską firmę Fermentum Mobile. Co ciekawe, producent na swojej stronie poleca go nie do belgian IPA, a raczej do saisona lub ewentualnie trippla :).

Styl: new wave belgian IPA
Ekstrakt:
 16%
Alk. obj.:
 6,5%
IBU:
 40

Data przy­dat­no­ści: 04.07.2017

Kolor: Ciemnozłote, umiarkowanie opalizujące.
Piana: Obfita, gęsta, sztywna i trwała. Po chwili jej powierzchnia zaczyna się strzępić, jednak nie wpływa to negatywnie na jej trwałość. Zostawia ładny, krążkujący lejsing.
Zapach: Słodkie owoce tropikalne, ananas, brzoskwinie, trochę gumy balonowej i pikantnych przypraw. Ciekawy mariaż Ameryki i Belgii.
Smak: W pierwszej chwili jest słodko – ale raczej nie od słodu, ale od aromatów chmielowych i efektów pracy belgijskich drożdży. Jest sporo słodkich owoców tropikalnych i brzoskwini. Finisz zdominowany minimalnie zalegającą, przyprawową goryczką. Mimo wszystko Hopdigger znika ze szkła momentalnie.
Wysycenie: Umiarkowanie wysokie.

Hopdigger

Hopdigger

Choć w przypadku piwa Hopdigger naprawdę nie ma do czego się przyczepić, to po raz kolejny potwierdziło się, to że miłośnikiem belgian IPA zdecydowanie nie jestem. Niemniej rockmillowej interpretacji tego gatunku nic nie brakuje i wszystko jest na swoim miejscu – ba, jak na tego typu piwo jest bardzo sesyjnie :). Miłośnicy belgijsko-amerykańskich połączeń w piwowarstwie jak najbardziej powinni być usatysfakcjonowani :). Mi osobiście najbardziej podoba się w nim zapach – w smaku na pierwszym planie jest dla mnie ciut za słodko, choć paradoksalnie finisz jest z kolei dość wytrawny. Wychodzi na to, że Browar Rockmill jak najbardziej poradził sobie z tym niełatwym przecież wyzwaniem – oby tak dalej!

Cena: nie zanotowałem :/