ChemistryZakładając bloga miałem początkowo zamiar skupiać się wokół piwnych wydarzeń z regionu, w którym mieszkam, czyli z Pomorza Zachodniego. Stąd wzięła się jedna z pozycji menu głównego mojej strony jest zakładka “Piwny Szczecin”. Gdy startowałem, w Szczecinie i okolicach działo się niewiele, a wśród nielicznych ciekawych miejsc z piwem w tym mieście były wtedy przede wszystkim browary restauracyjne (których notabene wciąż jakoś nie mogę odwiedzić). W ciągu ostatniego roku coś zaczęło się jednak zmieniać i powstały dwa wywodzące się z zachodniopomorskiego browary kontraktowe – Hopster oraz Rockmill. Ten drugi właśnie dziś zadebiutuje na moich łamach. Zajmę się bowiem jednym z trzech jego debiutanckich piw – Chemistry.

Browar Rockmill ruszył pod koniec ubiegłego roku. Jest to inicjatywa dwóch znanych na zachodniopomorskiej scenie piwnej osób – Łukasza Rokickiego z Białogardu, znanego z prowadzenia niestety dawno już nieaktualizowanego blogu piwomani.blogspot.com, oraz Andrzeja Milera – utytułowanego piwowara domowego ze Szczecina, o którym już wielokrotnie pisałem przy okazji jego licznych sukcesów. Chłopaki swoje piwa warzą w Bytowie, gdzie w tamtejszym browarze mają trzy własne tanki. Dzięki temu w dniu ich kontraktowego debiutu można było spróbować aż trzech piw: Play For Me (american ale), Hopdigger (new wave belgian IPA) oraz recenzowanego dziś Chemistry. Do dziś pojawiły się kolejne cztery piwa: Juicy Delight, Coffeecat (oba już zakupiłem) oraz dwa imperialne portery bałtyckie uwarzone w kooperacji z Browarem Bytów.

Bohater dzisiejszej recenzji to według etykiety american saison – spodziewać się więc po nim należy mariażu belgijskiego i amerykańskiego podejścia do piwa. W USA styl ten często występuję pod inną nazwą, tj. american farmhouse ale. W teorii jest to wyraźnie nachmielone nowofalowymi odmianami chmielu piwo, do fermentacji którego użyto belgijskich szczepów drożdży. Ich charakterystyczną cechą jest to, że najbardziej lubią pracować przy stosunkowo wysokich (nawet jak na górniaki) temperaturach, przy okazji produkując sporo “produktów ubocznych”. I tak piwa fermentowane tymi drożdżami są z reguły wyraźnie estrowe (owocowe, ale także o aromacie gumy balonowej, czy landrynek), oraz fenolowe – goździkowe, pieprzowe, przyprawowe. Profil “drożdżowy” powinien być w tego rodzaju piwach jedynie delikatnie uzupełniany przez słodowość, saisony nie powinny być zbyt ciężkie w odbiorze. Powinny być wręcz wytrawne, dzięki głębokiemu odfermentowaniu. W wariancie amerykańskim, w przeciwieństwie do tradycyjnego belgijskiego, istotny jest również aromat chmielowy. Goryczka powinna być umiarkowana do wysokiej.

Choć na etykiecie mamy stosunkowo niewiele informacji na temat składu tego piwa, to w internecie można się dowiedzieć, że Chemistry nachmielone zostało pięcioma wywodzącymi się z USA odmianami chmielu: Citra, Mosaic, Simcoe, Sorachi Ace, Chinook. Muszę przyznać, że brzmi to obiecująco, ponieważ te trzy pierwsze należą do moich ulubionych.

Styl: american saison
Ekstrakt:
 13%
Alk. obj.:
5,5%
IBU:
 b/d

Data przy­dat­no­ści: 04.07.2017

Kolor: Chemistry to piwo barwy przybrudzonego złota. Umiarkowanie, równomiernie zmętnione.
Piana: Umiarkowanie obfita, biała, gęsta i drobna. Bardzo trwała. Zostawia całkiem ładny lejsing.
Zapach: Bardzo dużo owoców – ananas, białe owoce (winogron, agrest, liczi) brzoskwinia, cytrusy. Piwo jest bardzo świeże, soczyste w aromacie.
Smak: Rześkie, mocno owocowe piwo. Mamy to samo co w aromacie – sporo brzoskwini, białych owoców, trochę świeżego kokosa, cytrusów i ananasa. W tle przyjemna, wytrawna, trochę zbożowa słodowość. Goryczka świetnie wkomponowana, umiarkowana. Niestety charakterystycznych dla saisona przyprawowych fenoli zbyt wiele nie ma, spodziewałem się troszkę więcej przyprawowości, która jest raczej tłem dla chmielowości.
Wysycenie: Umiarkowane, w kie­run­ku wyso­kie­go.

Chemistry

Chemistry

Chemistry to bardzo smaczne piwo. Pije się je bardzo lekko i przyjemnie, błyskawicznie znika ze szkła. Spodziewałem się jednak w nim trochę więcej Belgii. Całość jest jednak naprawdę dobrze zbalansowana, dzięki czemu w żadnym razie nie może być mowy o rozczarowaniu. Browar Rockmill zanotował zatem naprawdę udany debiut na moim blogu :). Aż ciekaw jestem kolejnych piw duetu Łukasza Rokickiego i Andrzeja Milera, a te powinny pojawić się na moim blogu już niedługo.

Cena: nie zanotowałem :/