Dark AngelDzisiejsza recenzja miała pojawić się u mnie na blogu jeszcze w trakcie majówki, ale jakoś nie było czasu i sił na jej dokończenie. Do tego w międzyczasie niejako bez kolejki wskoczył na mojego bloga tekst na temat premierowego Srogiego Niedźwiedzia leżakowanego w beczce po miodzie pitnym z Browaru Łąkomin. Po dwóch dobrych piwach z Browaru Hoppy BeaverScotland Yard oraz Start Me Up! – dziś przyszła kolej na american porter Dark Angel. Było to pierwsze mocno nachmielone piwo, do czego Hoppy Beavera niejako obliguje jego nazwa.

American porter to styl, który nie jest zbyt często w Polsce spotykany. Można powiedzieć, że jest nowofalowa wersja brown porteru na sterydach, czasami utożsamiana z robust porterem, który zwykle jest jednak bardziej palony. American porter jest za to bardziej po stronie nut czekoladowych, ze sznytem amerykańskich odmian chmielu. Jednocześnie w odróżnieniu od porteru bałtyckiego, nie jest to piwo mocne, ale raczej sesyjne, choć jest nieznacznie mocniejsze od brytyjskiego pierwowzoru.

Można powiedzieć, że Dark Angel mógłby się kwalifikować w zasadzie jako wzorcowy (przynajmniej przynajmniej pod względem parametrów oraz składu) przedstawiciel swojego stylu, którego dość ogólny opis w klasyfikacjach sędziowskich daje spore pole do interpretacji, chociaż ciekawostką jest niemiecki chmiel Hallertau, który do piwa trafił obok amerykańskiego Summita. Ten ostatni przez pewien czas miał w Polsce niezbyt dobrą prasę, a to dlatego, że któraś z partii, która trafiła do naszego kraju, wnosiła do gotowego trunku nieprzyjemne cebulowo-czosnkowe aromaty. O, dziwo obecnie już tak nie jest, a pośród jego deskryptorów podaje się takie aromaty jak: cytrusy, mandarynka, grejpfrut. Poza tym w zasypie nie ma udziwnień – jest on oparty na słodach jęczmiennych: pale ale, karmelowych oraz czekoladowym.

Styl: american porter 
Ekstrakt:
 14° Plato
Alk. obj.:
 5,6%
IBU:
 b/d

Data przy­dat­no­ści: 15.10.2018

Kolor: Bardzo ciemnobrązowe. W pokalu nieprzejrzyste, chociaż przy braniu łyka widać, że piwo jest przejrzyste.
Piana: Brązowawa, drobna, ale niezbyt obfita. Opada do obrączki i zostawia śladowy lejsing.
Zapach: Głównie czekolada, i to taka gorzka, o dużej zawartości kakao. Zaraz za nią pojawia dobrej jakości ciemne pieczywo.
Smak: Dark Angel to american porter o dość mocno schowanej w smaku chmielowości. Tak jak w zapachu dominuje bardzo gorzka ciemna czekolada. Gdzieś w tle można się doszukać kawy, twardego karmelu i bardzo ciemnego chleba. Poza tym, jak na porter przystało, jest tu niewiele ciała i treściwość nie powala. Ale w sumie tak być powinno ;). Finisz wyraźnie goryczkowy. Goryczka ziołowo-grejpfrutowa trochę długa, zalegająca. Długi jest również czekoladowy posmak. Jednak to właśnie dzięki niej piwo jest wyraziste, niemdłe i sesyjne.
Wysycenie: Niskie, w kierunku umiarkowanego.

Dark Angel

Dark Angel

Spośród trzech degustowanych już przeze mnie piw z Browaru Hoppy Beaver Dark Angel smakował mi chyba najmniej. Niby jest w nim wszystko, co być powinno, ale czegoś mi jednak w nim brakuje. 5,6% alkoholu z 14° Plato to nie jest dużo, jednak słodyczy jest w nim niewiele. A ta (nawet jej odrobina) mogłaby bez problemu skontrować nie do końca przyjemną goryczkę, za którą muszę odjąć trochę punktów z oceny. Szkoda też, że w aromacie poza nutami ciemnych słodów nie czuć Summita. Zdecydowanym plusem jest natomiast to, że nie ma wątpliwości, że nie jest to american stout.

Cena: piwo otrzymane w ramach współpracy z Browarem Hoppy Beaver