Szczecin Beer Fest

Szczecin Beer Fest 2017, czyli pierwszy w pełni kraftowy piwny festiwal w stolicy Pomorza Zachodniego, przeszedł do historii. W tym roku odbył się w dniach 2-3 czerwca,  Na imprezie byłem w sobotę i okupiłem ją niestety zapaleniem krtani, które właśnie kończę leczyć. Już na wstępie jednak mogę napisać, że wydarzenie uważam za udane i wręcz nie mogło mnie na nim zabraknąć. Była to impreza o całkowicie innym charakterze w stosunku do ubiegłorocznego Szczecińskiego Festiwalu Piwa. Złożyło się na to kilka czynników, o czym napiszę za chwilę.

Lokalizacja Szczecin Beer Fest

Za organizacją Szczecin Beer Fest stały trzy osoby: Mirosław Tarasiuk, Artur Molenda oraz Marcin Stefaniak. Festiwal zorganizowany został mniej więcej w tym samym miejscu, co ubiegłoroczna impreza – tj. na terenie zabytkowego kompleksu budynków rzeźni miejskiej na Łasztowni, czyli na szczecińskiej wyspie na Odrze, obecnie zajętej głównie przez zabudowania portowe i różnej maści magazyny. Okazuje się, że jest to całkiem niezłe miejsce na różnego rodzaju imprezy, co zresztą coraz częściej się już w Szczecinie dostrzega. Przede wszystkim jest ono oddalone od dzielnic mieszkalnych, jednak nie na tyle, aby było tam jakoś przesadnie trudno się dostać. Choć fakt, głównym minusem tej lokalizacji jest dla mnie osobiście spora odległość od najbliższego przystanku komunikacji miejskiej (w tym wypadku tramwajowego) – ponieważ do przejścia jest ciut ponad kilometr. W tym roku plany zostały też pokrzyżowane zmotoryzowanym, ponieważ akurat w tym czasie w Szczecinie odbywały się duże manewry marynarki wojennej NATO. Spora część nabrzeża, a tym samym droga dojazdowa do festiwalu została wyłączona z ruchu, przez co ciężko było w pobliżu zaparkować samochód. Zapytacie pewnie, co to za problem na festiwalu piwa ;). Otóż problem jest, bo imprezę odwiedzały również osoby spoza Szczecina, które przyjechały z osobą, która po prostu alkoholu nie degustowała. A takich osób na pewno było całkiem sporo, bo w tłumie widziałem choćby kobiety w ciąży :).

Szczecin Beer Fest
Widok z Łasztowni na centrum Szczecina. W tle sprawcy zamieszania, cumujący przy Wałach Chrobrego.
A tu zbliżenie.
Szczecin Beer Fest
Dziedziniec rzeźni. Po prawej budynek ze stoiskami z piwem. Fot. Karolina

Tak już wyżej wspomniałem tegoroczny festiwal odbywał się mniej więcej w tym samym miejscu co Szczeciński Festiwal Piwa z października 2016 r. Poszczególne stoiska (a było ich tym razem znacznie więcej!) zostały ustawione w tzw. cielętniku, tj. w budynku sąsiadującym z budynkiem Centrum Kultury „Stara Rzeźnia”, który w zeszłym roku okazał się troszkę zbyt ciasne na tego typu imprezę. Tym razem z samego obiektu Starej Rzeźni nie można było skorzystać, ponieważ w tym samym czasie odbywały się w nim konferencje związane z pobytem wojsk NATO w Szczecinie. Z tego względu musiały pojawić się dodatkowe ograniczenia, w tym m.in. zamknięto najkrótszą drogę prowadzącą na festiwalowy dziedziniec, a wejście zorganizowano 150 m wcześniej przed obiektem. Niestety muszę się przyczepić do oznaczenia miejsca, w którym należało skręcić z ulicy biegnącej nabrzeżem Łasztowni. Podjeżdżając pod miejsce festiwalu samochodem (tak, udało mi się to za sprawą karty parkingowej dla osoby niepełnosprawnej) kompletnie przeoczyłem oznaczenia i w pierwszej chwili skierowałem się w kierunku ubiegłorocznego wejścia na teren imprezy. Tam niestety zostałem zawrócony (i nie byłem w tym jedyny, bo byłem świadkiem, jak ochrona musiała wytłumaczyć przynajmniej kilku osobom, jak dotrzeć do celu). Nadrobiłem przez to jakieś 300 metrów, ale koniec końców trafiłem do cielętnika, w którym w tym roku zdecydowano ustawić wszystkie 22 stoiska. W ubiegłym roku ten budynek również był otwarty, ale był niezagospodarowany – pełnił głównie rolę miejsca, w którym można było schować się przed deszczem, a także były w nim dostępne toalety. Poszczególne stoiska zostały ustawione dość ciasno, ale sensownie. W sobotę nie zauważyłem problemów z piętrzeniem się, czy też mieszaniem się kolejek, więc pod tym względem było spoko. W hali „wystawowej” nie wystarczyło już niestety miejsc na jakiekolwiek miejsca siedzące, dlatego z nich zrezygnowano. Za to na zewnątrz, na dziedzińcu została ustawiona całkiem spora ilość stołów i ławek, niewielka scena oraz foodtrucki.

Frekwencja na Szczecin Beer Fest

W tym roku organizatorzy zdecydowali się na dość kontrowersyjne w oczach niektórych posunięcie – Szczecin Beer Fest 2017 był imprezą biletowaną. Choć bilety drogie nie były – koszt jednodniowego wstępu wynosił 8 zł, zaś dwudniowy karnet kosztował 15 zł – to jednak byłem ciekaw, jak wpłynie to na frekwencję. Już piątek pokazał, że organizatorzy o nią bać się nie muszą – publikowane w internecie zdjęcia pokazywały, że w piątkowe popołudnie i wieczór na festiwalu bawiły się tłumy. W sobotę na miejscu pojawiłem się koło 12:00 i wtedy jeszcze było luźno, jednak im później tym więcej ludzi przewijało się przez stoiska, a o miejsce przy stołach w strefie gastronomicznej było naprawdę ciężko. Myślę zatem, że frekwencja spełniła oczekiwania organizatorów :).

Wprowadzenie biletów miało jednak swój efekt – wiem, że do punktu sprzedaży opasek uprawniających na wstęp momentami tworzyły się całkiem spore kolejki, które część ludzi zainteresowanych imprezą mogły zniechęcić. I zapewne tak było, bo w internecie spotkałem się z wpisami osób, które z tego powodu zrezygnowały z udziału w festiwalu. Na przyszłość może trzeba będzie pomyśleć nad zmianą sposobu dystrybucji – może należałoby wprowadzić przedsprzedaż?

Wystawcy na Szczecin Beer Fest

Muszę przyznać, że byłem naprawdę mile zaskoczony doborem wystawców. Zaprezentowany został spory przekrój polskich browarów – od szczecińskich restauracyjnych po te ogólnopolskie, znane z półek sklepów specjalistycznych, ale także od debiutantów po „starych wyjadaczy”. Swoją obecnością Szczecin zaszczyciły:

  • Browar Golem
  • Browar Rockmill
  • Browar Hopkins
  • Browar Nepomucen
  • Browar Szałpiw
  • Browar BIRBANT
  • Browar Okrętowy
  • Browar Palatum
  • Browar Harpagan
  • Browar Łąkomin
  • Browar Karuzela
  • Browar Piekarnia Piwa i Pasieka Dziki Miód A.K Piwowar
  • Nowy Browar Szczecin
  • Browar Cztery Ściany
  • sklep Chmiel – Świat Piwa
  • Wyszak – Browar Rodzinny
  • The Office – Craft Beer Pub
  • Colberg – Kołobrzeska Fabryka Piwa
  • Stara Komenda Browar
  • ELYSIUM sklep z dobrym piwem i Browar Czarna Owca
  • pub Český Film
  • Browar Świebodzin

Tym, co również mnie zaskoczyło, było to, że wiele browarów przyjechało pełną ekipą – można było więc spokojnie porozmawiać z piwowarami na temat ich piw :). Z tych bardziej znanych rozpoznałem (a z niektórymi nawet udało się zamienić słówko) m.in. (przepraszam, jeśli kogoś pominę) Wojciecha i Janka Szałę, Krzysztofa „Kuli” Kulę z Browaru Birbant, Andrzeja Milera z Browaru Rockmill (Łukasza Rokickiego również widziałem), Krzysztofa „Josefika” Juszczaka z Browaru Harpagan, Artura Karpińskiego z Browaru Golem, Tomka Starczewskiego z Browaru Czarna Owca oraz Łukasza Kojro z Browaru Palatum. Widziałem też Maćka Piaszczyńskiego – piwowara UŁAN Browaru oraz naczelnego kwartalnika „Piwowar”, a także Michała Grossmanna z Nowego Browaru Szczecin. Przy okazji dowiedziałem się kilku ciekawych rzeczy, o których póki co jeszcze pisać nie mogę ;).

Piwne stoiska piwo serwowały oczywiście z beczek, mając do dyspozycji z reguły cztery i więcej kranów. Zaopatrzyć się można było również w piwa butelkowe, które były jednak sprzedawane w cenach „pubowych”, co zresztą zrozumiałe. Wybawieniem dla kierowców była możliwość zakupu 1 na 100 z Browaru Kormoran oraz wody Nachmielonej z Browaru Nepomucen. Bardzo dobrą wg mnie decyzją było wg mnie serwowanie na stoiskach szczecińskich multitapów piw z jednego konkretnego browaru, nieobecnego na Szczecin Beer Fest. I tak za sprawą The Office na festiwalu pojawił się Browar Trzech Kumpli, a dzięki ekipie Czeskiego Filmu – Piwne Podziemie.

Bardzo dobrym w mojej opinii pomysłem były też stoiska, na których można było dowiedzieć się czegoś więcej na temat warzenia w domu oraz zakupić potrzebne surowce. W jednym z nich swoje stanowisko miało Polskie Stowarzyszenie Piwowarów Domowych (można było tam otrzymać darmowe próbki piw warzonych przez członków stowarzyszenia), w drugim zaś firma TwójBrowar.pl, która sprzedawała różnego rodzaju sprzęt i surowce piwowarskie.

Jeśli chodzi o foodtrucki to spodziewałem się bogatszej oferty, zresztą taka była chyba też zapowiadana. Wybór i tak był spory – można było zjeść burgery, frytki belgijskie, langosze, pierogi, bajgle, zapiekanki, a także pajdy chleba z różnymi dodatkami. Ja osobiście zdecydowałem się na burgera „Piekło w gębie” od Woła i Krowy i muszę przyznać, że dawno tak ostrego burgera nie jadłem. Oczywiście piszę to w znaczeniu pozytywnym, ponieważ bardzo nie lubię rozczarowania zbyt niskim poziomem ostrości potrawy oznaczanej jako ostra ;).

Co degustowałem na Szczecin Beer Fest?

Jadąc na Szczecin Beer Fest założyłem sobie, że piwa będę degustował w małych objętościach i tak też zrobiłem. Spróbowałem dzięki temu kilkunastu piw, spośród których kilka zrobiło na mnie naprawdę świetne wrażenie. Nie prowadziłem w trakcie imprezy żadnych notatek, dlatego poniżej wymienię piwa, które piłem i bardzo skrótowo opiszę, jak zapadły mi one w pamięć.

Szczecin Beer Fest
Blend Lilith i Mazal Adar Dagim z Browaru Golem. Fot. Karolina
  • W Stylu Grodziskie z Browaru Nepomucen – niezły, mętny i wyraźnie wędzony grodzisz. Minusem było w nim dla mnie zdecydowanie zbyt niskie nagazowanie, przez co piwo nie orzeźwiało, tak jak tego oczekiwałem.
  • Tenacious Blackberry (chyba, bo nie ogarniam nazw szałpiwowych kwasów owocowych) z Browaru SzałPiw – świetny, bardzo owocowy, mega aromatyczny sour ale o smaku jeżyny. Kapitalne piwo!
  • Klątwa Masztalerza z Browaru Harpagan – dobre wild wheat ale, bretty w tym piwie zdecydowanie poszły nie w kwaśność, a raczej w owocowość, trochę octu i stajni. Ciekawe piwo.
  • Juicy Delight z Browaru Rockmill – nie mogłem sobie odmówić powrotu do tego mega soczystego i owocowego piwa, którego recenzję mogliście już u mnie przeczytać. Piwo było słodkie, praktycznie bez goryczki, ale baaardzo aromatyczne. Pycha!
  • Juicy Melody z Browaru Rockmill – kolejne świetne piwo, tak jak w przypadku słabszego kuzyna jest w nim pełno soczystych owoców tropikalnych. Alkohol świetnie ukryty, a piwo wchodziło jak soczek.
  • Hiperbolager z Browaru Czarna Owca – przyjemny, czysty, choć dla mnie ciut zbyt zbożowy lager z przyjemnie zaznaczoną, ziołową goryczką.
  • Leżak Kociewski z Browaru Czarna Owca – mniej nachmielony kuzyn Hoplagera. Również czysty, o zbożowym charakterze. Goryczki moje kubki smakowe nie zanotowały.
  • Kwas Jota z Browaru PINTA – piwo to piłem na stanowisku szczecińskiego sklepu specjalistycznego Chmiel – Świat Piwa. Bardzo przyjemny, megaowocowy, kwaśny, porzeczkowy sour ale. Miało bardzo oryginalny wygląd – było bardzo mętne i… czerwone :). Świetne piwo.
  • Brittannica z Browaru Palatum – Łukasz Kojro, który dał mi do spróbowania to piwo, od razu zaznaczył, że jak na wariant New England ma ono sporą goryczkę. Mnie ona jednak w żadnym razie nie przeszkadzała. Ba, dodała takiego fajnego pazura, bo poza tym piwo było owocowe i soczyste. Smakowało.
  • Sekal z Browaru Świebodzin – czyli black rye IPA w wykonaniu nowego na polskim rynku browaru. Wyraźna paloność i nachmielenie oraz chropowata, ziemista od żyta tekstura sprawiły, że piwo było bardzo wyraziste, wpadające wręcz w bardzo dobry american stout.
  • Gniazdo z Browaru Cztery Ściany – przyjemny, delikatny, bardzo wyważony mleczny stout. Z niczym tu nie przesadzono – ani z palonością, ani z nutami kawowymi, kwaśnością, ani nawet z laktozą. Całość sprawiała wrażenie bardzo przemyślanej kompozycji.
  • Stare Bielany (Sherry Oloroso BA) z Browaru Karuzela (chyba) – słodkie, karmelowe, owocowe old ale, z wyraźną, ale przyjemną nutą drewna, która na szczęście nie poszła w świeżo lakierowany parkiet ;). Zabrakło mi w nim trochę goryczki, ale i tak było dobrze. Alkohol bardzo dobrze ukryty.
  • Leśny Krecik Na Wakacjach! z Browaru Łąkomin – kolejne świetne piwo festiwalu, a raczej festiwalowa premiera. Świetnie ułożony, bardzo czekoladowy tropical foreign extra stout z wyraźną wanilią oraz beczkowym, rumowym akcentem. Pycha!
  • Lilith z Browaru Golem – najlepsze wg mnie piwo Szczecin Beer Fest, które miałem okazji próbować. Na butelki w sklepie niestety się nie załapałem, dlatego widząc to piwo na festiwalu nie mogłem sobie go odmówić. Początkowo trochę ubolewałem, że była to wersja zwykła, a nie BA, ale po pierwszym łyku wpadłem wręcz w zachwyt. Bardzo dobry, świetnie ułożony, czekoladowy, kawowy, bardzo treściwy ris z przyjemnymi nutami utlenienia (delikatnymi). Coś pięknego.  Artur Karpiński z Golema zaproponował mi również lekko zmodyfikowaną wersję tego piwa – tj. zblendowaną z american wheat Mazal Adar Dagim. I był to strzał w dziesiątkę. Zmiana była widoczna już w wyglądzie – umiejętnie nalane piwa sprawiły, że w kuflu miałem bujną czapę dwukolorowej piany – białą od amerykańskiej pszenicy oraz brązowawą od Lilith. Prezentowało się to jak dobrze zrobiona kawa z pianką od spienionego mleka. Zmienił się też aromat i smak piwa, ponieważ wniesione zostały nuty cytrusów od amerykańskiego chmielu. Pycha!
  • Miody pitne z Pasieki Dziki Miód – miałem okazję spróbować dwóch trójniaków – zwykłego i chmielonego. Chmielony zdecydowanie bardziej mi podpasował – delikatna goryczka nadała mu charakteru. Kompozycja ta na tyle mi się spodobała, że postanowiłem zakupić butelkę do domu :).

Żałuję trochę, że nie udało mi się odwiedzić wszystkich stoisk. Niestety nie miałem fizycznej możliwości pojawienia się w piątek na festiwalu, a w sobotę byłem ograniczony czasowo odbywającym się wieczorem w Policach koncertem Kultu. Myślę jednak, że i tak dzień wykorzystałem całkiem przyzwoicie :). Najbardziej mi szkoda, że nie wystarczyło mi czasu na spróbowanie piw z Browaru Hopkins oraz BIRBANT, a także ze szczecińskich browarów restauracyjnych. Również na stoisku Nepomucena i Szałpiwu mogłem spróbować jeszcze czegoś ciekawego. Piwa z tych browarów na szczęście w szczecińskich sklepach są dość łatwo dostępne, dlatego postanowiłem się skupić na tych, z którymi styczności dotąd nie miałem.

Edukacyjna strona Szczecin Beer Fest

Festiwale to, oprócz degustacji, z reguły też możliwość pogłębienia swojej wiedzy teoretycznej na tematy okołopiwne. Tak też było i w przypadku Szczecin Beer Fest. Wykorzystana w tym celu została scena, ustawiona jak już wyżej wspomniałem na dziedzińcu festiwalowym, na którym zorganizowana została również strefa gastronomiczna. I tu właśnie zaobserwowałem pewien zgrzyt. Brak dodatkowych miejsc siedzących pod sceną wymuszało na chcących posłuchać wykładów zajmowanie miejsc przy stolikach strefy gastronomicznej. Tam z kolei roiło się od osób niezainteresowanych tym, co dzieje się na scenie, które głośno między sobą rozmawiały, pogłębiając harmider i często uniemożliwiając pomimo całkiem niezłego nagłośnienia zrozumienie prelegentów. Momentami aż przykro było patrzeć, jak niewiele osób przynajmniej sprawiało wrażenie, że słucha tego, co mieli do powiedzenia Marcin Stefaniak, czy Michał Kordek. A szkoda, bo tematyka wystąpień była naprawdę ciekawa.

Szczecin Beer Fest
Scena festiwalowa. Fot. Karolina

Na scenie zaprezentowały się również zespoły muzyczne. O koncertach nic sensownego nie napiszę, bo po prostu nie byłem nimi zainteresowany.

Podsumowanie

Na postawione w tytule pytanie odpowiem krótko: „Tak, w końcu!”. Tym razem pogoda dopisała (przypominam, że na październikowym festiwalu lało jak z cebra), a to jest już chyba połowa sukcesu każdej plenerowej imprezy. Choć Szczecin Beer Fest nie był kontynuacją zeszłorocznego Szczecińskiego Festiwalu Piwa to nie sposób uciec od porównania tych dwóch imprez. W tym roku pod względem piwnym skok jakościowy był ogromny. Jak na przełomie września i października interesowało mnie maksymalnie kilka stoisk, to w tym roku było ich już kilkanaście. Jeśli nie chciało się zbyt szybko zmęczyć trudami degustacji, to niestety nie było możliwości, aby w ciągu jednego dnia spróbować wszystkich interesujących piw.

Mimo, że wyżej wspomniałem o kilku minusach to żaden z nich nie zepsuł mi odbioru festiwalu. Większość z nich to schorzenia wieku dziecięcego i jestem pewien, że przy kolejnych edycjach spokojnie zostaną poprawione. Zastanowiłbym się jednak, czy nie warto byłoby poszukać innej miejscówki – już rok temu proponowałem teren wokół Azoty Areny. Pewnie cenowo byłoby znacznie drożej, ale nadal uważam, że mógłby on jak najbardziej sprawdzić się na tego typu imprezie. Choć niewykluczone, że przemawia przeze mnie jakiś egoizm – po prostu stamtąd do Polic miałbym znacznie bliżej niż z Łasztowni :D.

Zatem chłopaki, naprawdę świetna robota i liczę, że za rok spotkamy się na II Szczecin Beer Fest :). Wszystkim ekipom, przez które w sobotę zostałem poczęstowany piwem i mogłem z nimi zagadać, serdecznie dziękuję i do zobaczenia na kolejnych tego typu imprezach!

A Wam jak się podobało? Podzielcie się swoją opinią w komentarzach :).

fot. Karolina