W trakcie krótkiego urlopu spędzonego na Podhalu, w poszukiwaniu interesujących mnie piw, byłem w dwóch sklepach – specjalistycznym z alkoholem na Krupówkach i lokalnym markecie. W obu zauważyłem “ciekawe” zjawisko. Otóż w jednym i drugim sprzedawane były “piwa regionalne”. Ich etykiety – nazwy, grafiki – wprost sugerowały, że są to produkty regionalne, w znaczeniu: podhalańskie. Jak się okazało, nic bardziej mylnego.

Określenia “farbowane lisy” użył kiedyś trochę w innym kontekście Tomek Kopyra. Uznałem jednak, że i w tej sytuacji będzie ono odpowiednie. Wspomniane w leadzie sklepy to: Smaki Podhala z zakopiańskich Krupówek oraz market Lord w Poroninie. W pierwszym z nich od razu po wejściu do środka bije w oczy cała armada wystawionych na ladzie “góralskich piw”, a wśród nich: Świstok, Niedźwiodek, Kozicka, Giewońciak, Z Łącką Nutą, Zbójeckie Czarne Miodowe oraz Zbójeckie Jasne Malinowe. Kształt butelki, etykiety i krawatki od razu wydał mi się znajomy. Krótki research w Google Grafika potwierdził moje skojarzenie – identycznie pod względem kształtów wyglądają opakowania piw z Browaru Witnica. Dla przypomnienia dodam, że leży on w województwie lubuskim, czyli dobre kilkaset kilometrów od Zakopanego. Nie jest to w sumie niczym nowym – wystarczy sobie przypomnieć historię Łebskiego Browaru (ten twór w ogóle jeszcze istnieje?) z “jego” piwami typu: Międzyzdrojowe, Świnoujskie, czy Gdańskie, które również były/są warzone w Witnicy.

fot. Facebook

Niestety nie miałem możliwości zrobi zdjęcia tym piwom w sklepie, a i nie miałem też najmniejszej ochoty na to, aby je zakupić, dlatego własnej fotki niestety nie mam. Ale jeśli jesteście ciekaw ich wyglądu, to zachęcam do wejścia na facebookowy profil sklepu Smaki Podhala (bądź co bądź całkiem nieźle zaopatrzonego w krafty). Plakaty promocyjne powieszone w sklepie wspominają jedynie o tym, że są to piwa regionalne, tradycyjnie warzone (cokolwiek to znaczy). Ani słowem nawet nie zająknięto się, gdzie tak naprawdę są one produkowane. Ba, z tego co pamiętam, informacji o producencie nie ma nawet na etykiecie i kontretykiecie tych piw! Zamieszczono jedynie lakoniczną formułkę “Wyprodukowano dla:”. Sorry, ale jak dla mnie jest to jawnym wprowadzaniem w błąd konsumenta.

Podobnie jest w przypadku sklepu Lord w Poroninie. Kupić tam można piwa sprzedawane pod marką Baciarskie. Podobnie jak w przypadku zakopiańskiego sklepu, tak i w tym na etykietach tych trunków nie ma ani słowa o miejscu produkcji. I znowu kształt butelki wydał mi się znajomy. Tym razem Google podpowiedziało mi, że Baciarskie Jasne Pełne oraz Baciarskie Miodowo-Malinowe (recenzje obu piw już niedługo 😉 ) warzone są w Wąsoszu. I faktycznie, ich parametry są dokładnie takie same jak piw dostępnych w regularnej ofercie tego browaru. Co ciekawe, w wyszukiwarce znalazłem jeszcze informację o piwie Baciarskie Wyłonacone, które ponoć jest warzone w Browarze Fuhrmann w… Połczynie Zdroju na Pomorzu Zachodnim. Warto zaznaczyć, że na potykaczu stojącym przed wejściem do sklepu, będącym reklamą tych piw, było napisane, że te piwa są specjalnie warzone dla sklepu Lord. Sorry, ale śmiem wątpić, czy tak jest w istocie ;).

Nie wiem jak Wy, ale odbieram to jako oszukiwanie klientów, którzy będąc w górach z całą pewnością szukają wyrobów lokalnych, tradycyjnych. A tu taka ściema. Wątpię, aby przebywający w Tatrach turyści mieli ochotę uganiać się za piwem z zachodnich i północno-zachodnich rubieży Polski, a więc tak naprawdę z przeciwległego do Zakopanego zakątka naszego kraju. Uważam, że jest to zjawisko znacznie bardziej szkodliwe, niż jakieś szczegóły w rozplanowaniu elementów umieszczonych na etykiecie, czy też nieścisłości w podawaniu wysokości goryczki, które to ostatnio tak chętnie są ścigane przez Inspektorat Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych (IJHARS). Wg mnie to właśnie takie procedery, jak te zauważone przeze mnie podczas wyjazdu, powinny być wzięte pod lupę tych urzędników, którzy bardzo lubią uprzykrzać życie uczciwym przedsiębiorcom, podając później lakoniczne informacje o skali oszustw i nadużyć.

Dla formalności – nie obarczam winą za tę sytuację producenta, który te piwa produkuje. Zapewne nawet nie interesuje się zbytnio tym, co z jego produktami po wyjściu z zakładu się dzieje. Nieczyste intencje mają przede wszystkim ci, którzy później te piwa dystrybuują ze swoimi etykietami, z takimi a nie innymi informacjami. Niektórzy z Was mogą jednak zapytać, czy nie można tego typu działalności traktować jako browar kontraktowy. Otóż nie, browar kontraktowy, w znaczeniu rzemieślniczym, przygotowuje własne receptury, a i nierzadko osobiście dogląda procesu warzenia piwa. W powyżej opisanych przypadkach mam mocne przekonanie, graniczące z pewnością, że tak nie jest.

A co Wy sądzicie o tego typu akcjach? Traktujecie to jako oszustwo, czy jako może niezbyt etyczną strategię marketingową? A może traktować to należy jako promocję piwowarstwa regionalnego? Spotkaliście się z wymienionymi wyżej piwami? Daliście się na nie nabrać? Podzielcie się w komentarzach swoimi doświadczeniami :).