Ruda Maruda ImperialPowoli kończę recenzowanie zestawu piw, które otrzymałem od Browaru Waszczukowe, po tym jak uruchomili produkcję w swoim nowym browarze w Czarnej Białostockiej. Jak na razie poziom tych piw był całkiem niezły – najsłabiej póki co wypadła Ruda Maruda, czyli red american pale ale. Dziś Browar Waszczukowe będzie miał okazję do rewanżu, ponieważ przyszła kolej na mocniejszą, imperialną wersję tamtego piwa. Będzie nim oczywiście Ruda Maruda Imperial :).

Ruda Maruda Imperial to, jak już wyżej wspomniałem, imperial red american IPA. Jak dotąd piwo w tym konkretnie stylu na moim blogu pojawiło się tylko raz. 2,5 roku temu, czyli na samym początku mojego blogowania, opisywałem swoje wrażenia z degustacji Imperial Red AIPA z Browaru BIRBANT. Musze przyznać, że nie jestem miłośnikiem tego gatunku, a pośród imperial IPA najbardziej smakują mi te wytrawne, które zwykle są jednak bardzo zdradliwe. I chyba nie tylko ja mam taki gust, ponieważ obecnie na rynku zaczęły pojawiać się także imperialne, czy też podwójne, warianty new englandów, które z założenia powinny być jak najbardziej sesyjne. Natomiast red IPA już w swojej podstawowej wersji jest mocno karmelowe i sprawia wrażenie ciężkiego. Spodziewam się zatem, że i w mocniejszym wariancie będzie podobnie. Niestety nie wróży to nic dobrego.

Podstawka Rudej Marudy otrzymała ode mnie niezbyt dobrą ocenę 3,5 gwiazdek w pięciostopniowej skali. Stało się tak z kilku względów. Po pierwsze punkty odjąłem za sam widok, ponieważ mimo mało delikatnego nalewania piwo za chińskiego boga pienić się nie chciało. Brak gazu dał się we znaki również w smaku – Ruda Maruda okazała się być piwem praktycznie płaskim. Trunek tym samym okazał się ciężkim w odbiorze – uczucie to było potęgowane dodatkowo przez mało przyjemną, intensywną i zalegającą goryczkę. Mam więc nadzieję, że Ruda Maruda Imperial będzie lepsza :).

Recenzowane dziś piwo zadebiutowało na początku grudnia 2017 r. Co ciekawe, w międzyczasie trafiło również do beczek po bourbonie. Wersja barrel aged swoją premierę miała w połowie marca tego roku i w porównaniu do podstawki, którą zresztą ja otrzymałem, ponoć straciła trochę goryczki, zyskując inne ciekawe aromaty z beczki. Niestety, nie miałem okazji tego zweryfikować ;). No, ale dobra, czas przestać gadać i zająć się tym, co mam :).

Styl: imperial red american IPA
Ekstrakt:
 19° Plato
Alk. obj.:
 8,3%
IBU:
 b/d

Data przy­dat­no­ści: 21.06.2018

Kolor: Miedziane, pod światło czerwono-pomarańczowe. Mętne.
Piana: Tragiczna, przy nalewaniu tworzą się wyłącznie duże i brzydkie pęcherze, które po chwili jedynie przylegają do ścianek.
Zapach: Dużo karmelu, sporo suszonych owoców – figi, jabłka.
Smak: Słodowy, sporo karmelu, nut ciasteczkowych. Są też przyjemne, intensywne suszone owoce. Dochodzi do tego smak przypominający miód pitny. Piwo jest treściwe, syropowate. Finisz intensywnie goryczkowy – goryczka jest długa, trochę zalegająca, zarówno chmielowa, jak i – wydaje mi się – alkoholowa. Pojawia się również cierpkość, która kojarzy mi się z z mocną herbatą.
Wysycenie: Praktycznie zerowe.

Ruda Maruda Imperial

No i klops. Ruda Maruda Imperial cierpi dokładnie na te same problemy, co podstawowa wersja. Mam tu na myśli brak nagazowania oraz nieprzyjemną, intensywną i zalegającą goryczkę. Na korzyść mocniejszego wariantów gra jednak znacznie ciekawsza baza słodowa, która dodaje piwu bogactwa, którego tak bardzo brakowało w regularnej Rudej Marudzie. Miód pitny, o którym wspomniałem wyżej, może być już oznaką starzenia się piwa (do końca terminu przydatności do spożycia zostały dwa miesiące) – nawet jeśli tak, to było to naprawdę przyjemne. Coś podobnego spotkałem w jednym z piw z Czarnkowa, a mianowicie w Konstancinie z Dębowej Beczki. W ogólnym rozrachunku Ruda Maruda Imperial jest lepsza od podstawki, ale nieznacznie.

Cena: piwo otrzymane w ramach współpracy z Browarem Waszczukowe