Piaseczyńskie APAW tym samym dniu, w którym sięgnąłem po Żywiec Sesyjne IPA, otworzyłem sobie Piaseczyńskie APA z Browaru BeerLab. W recenzji żywieckiej nowości wspominałem, że przypisałbym ją raczej do stylu american pale ale niż do session IPA. Dziś jest więc doskonała okazja zweryfikować moją opinię :). Piaseczyńskie APA to trzecie piwo z tej serii, które mam okazję degustować dzięki uprzejmości Browaru BeerLab. 

Co ciekawe, oba wspomniane we wstępie piwa mają bardzo zbliżone parametry – mają dokładnie ten sam ekstrakt. Różnią się jednak deklarowaną mocą – żywieckie session IPA ma o 0,4 punktu procentowego więcej alkoholu (co zresztą mieści się w dopuszczalnej tolerancji błędu pomiaru). Sugeruje to, że Piaseczyńskie APA może być płycej odfermentowane. Pokazuje to również, że przypisanie ŻSIPA to stylu session IPA, które z założenia powinno być lekkie, z niewielką zawartością alkoholu i intensywnie nachmielone, jest dość naciągane. Tym samym będzie to więc świetna okazja na to, aby organoleptycznie sprawdzić, czym w praktyce te piwa się różnią :).

W przeciwieństwie do Żywca Sesyjnego IPA, na etykiecie Piaseczyńskiego APA mamy pełny skład z podanym zestawem użytych odmian chmielu. A te zapowiadają się naprawdę nieźle. Na pierwszym miejscu (zakładam, że pod względem ilości) wymieniony został mój ulubiony Mosaic. Oprócz niego do piwa dodane zostały jeszcze żywiczny Simcoe oraz cytrusowa Citra. Jeśli chodzi o zasyp, to w składzie moją uwagę przykuł słód dekstrynowy. Trochę się go obawiam, ponieważ nie przepadam za słodkimi mulącymi american pale ale. Zdecydowanie bardziej wolę te wytrawne i rześkie. No, ale może dzięki BeerLabowi zweryfikuję ten swój pogląd :). Zobaczymy. Oczywiście styl ten dopuszcza bardziej rozbudowaną słodowość (mogą pojawić się choćby nuty ciasteczkowe), ale balans powinien być po stronie chmielowej.

Jeśli chodzi o szatę graficzną Piaseczyńskiego APA, to bardzo mi się ona podoba. Pomarańczowe motywy fajnie pasują do charakteru american pale ale. Sam projekt jest przemyślany, nieprzekombinowany, schludny i czytelny. Warto też podkreślić, że na etykiecie zamieszczony został komplet informacji na temat piwa, co również propsuję ;).

Styl: american pale ale
Ekstrakt:
 12° Plato
Alk. obj.:
 5,1%
IBU:
 b/d

Data przy­dat­no­ści: 04.09.2018

Kolor: Złote, praktycznie klarowne, z niewielką opalizacją.
Piana: Początkowo obfita, drobna. Po krótkiej chwili zaczyna się strzępić i dziurawić. Redukuje się do dużej wyspy i grubej obrączki.
Zapach: Chmielowy, ale też słodowy, zbożowy, trochę miodowy. W tle jakby delikatny warzywny DMS, bo słodu pilzneńskiego, który mógłby dawać podobny efekt, w składzie nie ma.
Smak: Tu dominuje niestety ciężka słodowość. Niestety mało chmielu – chmielowe cytrusy i żywica pojawiają się w tle. Po ogrzaniu cytrusowa chmielowość staje się dużo bardziej intensywna. Finisz delikatnie karmelowy. Goryczka niska, krótka i przyjemna.
Wysycenie: Umiarkowane.

Piaseczyńskie APA

Piaseczyńskie APA

No, właśnie. Chyba jednak zdania na temat tych słodszych, bardziej słodkich american pale ale nie zmienię. Jakkolwiek w zapachu chmielowość jest obecna, to jednak w smaku ginie pod słodową słodyczą. Chyba wolałbym jednak, aby Piaseczyńskie APA w zasypie miało jedynie słód pale ale. No, ale co kto lubi. Beerlabową interpretację zaliczam jednak jako jak najbardziej poprawną, ale niczego nie urywającą ;).

Cena: otrzymane w ramach współpracy z Browarem BeerLab