Sesyjne IPAGdy pod koniec 2014 r. w sklepach pojawiło się Żywiec APA, wśród polskich beer geeków zawrzało. Dla niektórych oznaczać to miało kłopoty browarów kraftowych, które stracą klientów, dla innych zaś było wręcz odwrotnie. Ci uważali bowiem, że ŻAPA może okazać się świetnym wstępem dla osób, które dotąd nie miały do czynienia z piwem rzemieślniczym. Doświadczenie pokazuje, że jednak ci drudzy mieli więcej racji, a Żywiec APA jest jednym z nielicznych polskich piw koncernowych, które mogą smakować. Od tamtej pory jednak Grupa Żywiec dość nieśmiało eksperymentowało z amerykańskimi chmielami, wypuszczając nie do końca udane Amerykańskie Pszeniczne. Wypuszczenie przez Kompanię Piwowarską Ksiażęcego IPA, zmusiło jednak GŻ to odpowiedzi. I tak powstało Sesyjne IPA. Czas więc sprawdzić, jak to piwo wyszło Żywcowi.

Do tej pory dziwnym było dla mnie to, że żaden z trzech największych polskich koncernów piwowarskich nie ma w swojej ofercie IPA, które stało się przecież symbolem piwnej rewolucji. Z drugiej jednak strony ma to swoje uzasadnienie. Jak wiadomo, aby produkt trafił w gusta jak największej liczbie osób, nie może być zbyt wyrazisty. W tym właśnie tkwi sukces jasnych międzynarodowych lagerów, które w smaku i zapachu często niewiele różnią się od wody gazowanej. Poza tym piwa nowofalowe są zwykle droższe w produkcji w porównaniu do zwykłych jasnych lagerów – przede wszystkim za sprawą konieczności używania specjalnych surowców: droższych słodów, odmian chmielu, czy też innych drożdży. A jak wiadomo piwne koncerny liczą każdy grosz w przeliczeniu na butelkę, ponieważ biorąc pod uwagę ogólną produkcję daje to już naprawdę sporą kwotę straty lub zysku. Stąd też musieliśmy tak długo czekać na IPA. Z tym, że i tak zdecydowano się na mały fortel.

Zdecydowano się bowiem na session IPA. W teorii jest to lekki (tj. o zawartości alkoholu wynoszącej od 3,5 do 4,9% alkoholu) wariant mocno chmielonego piwa, z wyraźną goryczką. Jak sama jego nazwa wskazuje, istotna jest w nim jego sesyjność. W przypadku piwa Żywiec Sesyjne IPA uznano jednak zapewne, że zbyt lekkie piwo w Polsce się nie sprzeda (wszak powszechnie się uważa, że konsument szuka jak najlepszego przelicznika woltaż/cena) i uwarzono piwo o ekstrakcie 12° Plato i 5,5% alkoholu. Kurde, parametry te nie przypominają mi session IPA, a raczej parametry jakiegoś american pale ale. A szkoda, bo lekkich i ciekawych piw jest coraz więcej i najwidoczniej jest na nie popyt. Nie pogniewałbym się, gdyby Sesyjne IPA miało 4,2-4,5% alkoholu. No nic, może jednak chmielenie wynagrodzi nam ten zgrzyt. Niestety Grupa Żywiec nie chwali się, jakich odmian chmielu użyto. Zatem jest wszystko “po staremu” :).

Styl: session IPA
Ekstrakt:
 12° Plato
Alk. obj.:
 5%
IBU:
 b/d

Data przy­dat­no­ści: 25.09.2018

Kolor: Złote, opalizujące.
Piana: Obfita, drobna i sztywna. Tworzy się pokaźna czapa, który zostawia ładny lejsing na szklance.
Zapach: Mało intensywny. Trochę cytrusów, trochę żywicy. Jest też trochę mokrego zboża.
Smak: Pustka. Sesyjne IPA jest piwem wytrawnym, wodnistym, mało intensywnym. Po ogrzaniu wychodzi trochę słodu (jakby słód pilzneński), cytrusy i żywica. Goryczka zaznaczona, krótka, ale niezbyt intensywna, a wręcz niska.
Wysycenie: Powyżej średniej.

Sesyjne IPA

Sesyjne IPA

Oj, najlepszym określeniem na to piwo będzie chyba “pustka”. Bardzo niewiele się tu dzieje – i to zarówno w smaku, jak i aromacie. Może właśnie dlatego dodano do nazwy słowo “session” IPA. Sesyjne IPA da się jednak spokojnie wypić bez skrzywienia się i żadnych wad (poza nijakością) w nim nie odnotowałem. Myślę, że jako popita pod grilla mogłoby się sprawdzić. Tym, którzy jednak szukają wrażeń typowych dla IPA, Sesyjne IPA z Grupy Żywiec odradzam, bo czeka ich rozczarowanie.

Cena: otrzymane od Grupy Żywiec