PorterW sobotę, 21 stycznia, już po raz II w historii, w Polsce obchodzimy Święto Porteru Bałtyckiego. Za tą inicjatywą stoi Marcin “Mason” Chmielarz, autor nieaktywnego już bloga portery.pl, który od dawna podkreśla, że jest wielkim miłośnikiem ciemnych piw, w tym właśnie porterów bałtyckich, które w piwnym świecie nazywane są często piwowarskim skarbem Polski. Jednym z łatwiej dostępnych przedstawicieli tego stylu, a jednocześnie całkiem dobrym (a czasami wręcz świetnym), jest Porter firmowany przez Żywiec, warzony chyba wciąż (jeśli się mylę, poprawcie mnie proszę) w Browarze Zamkowym w Cieszynie.

Sygnowany przez Grupę Żywiec porter bałtycki od lat należy do najlepszych – tak, nie myli Was wzrok :). Jest to jedno z tych piw, które powstrzymują mnie przed generalizowaniem i wieszaniem psów na każdym koncernie piwowarskim. Chociaż może powinienem napisać “bywa jednym z najlepszych”, ponieważ dość często słyszało się, że miewa on nierówną formę, co jest zrzucane na karb warzenia w tradycyjnym browarze, jakim jest cieszyński Browar Zamkowy. Obecnie jednak, po zmianach w strukturze GŻ i wydzieleniu Cieszyna z Grupy, nie jestem do końca pewien, gdzie Żywiec Porter jest warzony – oczywiście, jak przystało na koncern, tej informacji na etykiecie nie doświadczymy. Odkąd pamiętam piwo to było loterią  – zdarzały się egzemplarze słodkie, ale także mocno palone, czy też alkoholowe niczym spirytus, nie mówiąc już o wyraźnej metaliczności, która przez długi czas była swego rodzaju wizytówką Cieszyna. Odkąd pamiętam, otwieranie butelki Żywiec Porteru wiązało się więc ze swego rodzaju dreszczykiem emocji :).

Muszę przyznać, że etykieta Żywiec Porteru – świetnie pasuje do charakteru tego piwa. Znacznie więcej zastrzeżeń mam do zasadności takiej a nie innej formy kontry, na której jest jedynie marketingowe pitu pitu, przez co wszelkie istotne informacje musiały zostać przeniesione na krawatkę, co dla mnie jest mega nieporęczne. No, ale Żywiec już tak ma. Niestety, zarówno z opakowania jak również ze strony internetowej Grupy Żywiec, nie dowiemy się m.in. tego, jakich odmian chmielu użyto, a szkoda skoro designem stara się w tym przypadku naśladować kraftowców. A, byłbym zapomniał – ten, kto wymyślił rekomendacje temperatury piwa podczas degustacji – 9-11 stopni – powinien jak najszybciej zrewidować swoje poglądy.

Moja butelka stała w szafce już od dłuższego czasu i w sumie byłem pewien, że jest już bliżej do jej terminu przydatności do spożycia. A tu się okazało, że zostało jeszcze 3 miesiące. Niemniej cały czas stało w temperaturze otoczenia (czyli jakieś 20-23 stopnie), więc jest szansa, że piwo zdążyło się utlenić :).

Styl: porter bałtycki
Ekstrakt:
 21%
Alk. obj.:
 9,5%
IBU:
 b/d

Data przy­dat­no­ści: 24.04.2017 r.

Kolor: Ciemnobrązowe, w kieliszku nieprzejrzyste.
Piana: Brązowa, niezbyt obfita, ale drobna i gęsta. W umiarkowanym tempie redukuje się do obrączki i sporej wyspy.
Zapach: Przyjemny, kawowy, wyraźnie czekoladowy.
Smak: Kawa, gorzka czekolada, delikatnie rozgrzewający alkohol, którzy w żadnym stopniu nie drażni. Przy pierwszym łyku miałem wrażenie, że wyczuwam żelazo, ale test skórny nic nie wykazał. Początkowo, gdy piwo było zimne, Żywiec Porter wydawał się bardzo wytrawny, wraz z ogrzewaniem zyskał jednak na pełni. Alkohol rozgrzewa w przełyk, ale nie jest nachalny i w żadnej sposób nie przeszkadza.
Wysycenie: Powyżej średniej, lekko szczypie w gardło. Mogłoby być niższe.

Porter

Trafił mi się zaskakująco gorzki i palony egzemplarz. Gdybym dostał go w jakimś ślepym teście, uznałbym zapewne, że piję jakiegoś risa. W pierwszej chwili miałem wrażenie, że metaliczności niestety nie udało się uniknąć, jednak test skórny tego nie potwierdził. Jest wielce prawdopodobne, że to dzięki dłuższemu “leżakowaniu” w szafce po zakupie alkohol się ułożył i okazał się świetnie wkomponowanym w profil piwa, które – podsumowując – smakowało mi.

Cena: 4,79 zł za 0,5 l w markecie