Don't Stop Me UpHoppy Beaver to browar, który wypuszczając swoje piwa nieustannie nas zadziwia. Na samym początku do sklepów trafiły – jakby się mogło wydawać – wybitnie trudne w sprzedaży w Polsce propozycje: scottish ale oraz belgian tripel. Później spróbować mogliśmy white IPA oraz american porter z rzadko spotykanym w Polsce chmielem Summit. Kolejnym piwem z portfolio chmielowego bobra, które dziś wezmę na tapet, jest Don’t Stop Me, czyli freedom (a raczej session) IPA chmielone francuską odmianą Barbe Rouge.

Z chmielem Barbe Rouge spotykam się po raz pierwszy. A jego opis handlowy jest naprawdę interesujący – zapowiada on bowiem profil pełen czerwonych owoców, z wyczuwalnymi nutami truskawki i wiśni. Prawda, że brzmi to oryginalnie? Szczególnie w kontekście dobrze znanych nam IPA, które kojarzą się nam z aromatami cytrusowymi i tropikalnymi. Dodatkowo do piwa trafił dobrze nam znany Magnum.

Tym, do czego muszę się przyczepić to obecne na etykiecie określenie “freedom IPA”. Domyślam się, że jego zamysłem było przypisanie tego piwa do otwartej, freestyle’owej kategorii, jednak ja osobiście spodziewałem się trunku o ekstrakcie 14-16° Plato, który to jest takim prawilnym dla IPA. Rzeczywistość okazała się być inna. 12° Plato to ekstrakt odpowiedni dla m.in. pilsa, ale też dla session IPA. Właśnie jako sesyjny wariant india pale ale mam zamiar Don’t Stop Me potraktować. Podany na etykiecie zasyp sugeruje też, że będzie to podejście zbliżone do east coasta, czyli piwa bursztynowego, karmelowego, z wyraźnymi nutami opiekanymi. Połączenie tego rodzaju słodowości ze wspomnianymi wyżej owocami może dać naprawdę niespotykany efekt :).

Styl: session IPA
Ekstrakt:
 12° Plato
Alk. obj.:
 5,0%
IBU:
 b/d

Data przydatności do spożycia: 15.08.2018 r.

Kolor: Ciemnobursztynowe, herbaciane, lekko opalizujące.
Piana: Obfita i drobna, koloru przybrudzonej bieli. Bardzo trwała, wręcz betonowa. Zostawia niezły lejsing.
Zapach: Słodowy, opiekany, karmelowy. W tle faktycznie pojawia się coś, co może przypominać zapach liofilizowanej truskawki, czy też inne czerwone owoce (porzeczka, wiśnia). Ta interesująca owocowość wzmaga się wraz z ogrzewaniem.
Smak: Don’t Stop Me pod względem słodowości przypomina IPA w stylu east coast. Mamy sporo twardego, jakby trochę słonego karmelu (a przynajmniej niezbyt słodkiego). Do tego dochodzą dość nietypowe jak na ten styl owoce – określiłbym je jako mieszankę truskawki, poziomki oraz wiśni. Finisz na podniebieniu zostawia jakby trochę czekoladowy posmak. Goryczka ziołowa, wyraźnie zaznaczona, dość wysoka i długa – jednak jak dla mnie jak najbardziej przyjemna, dodająca piwu charakteru.
Wysycenie: Dość wysokie, lekko szczypie w gardło.

Don't Stop Me Up

Don't Stop Me Up

Faktycznie, Don’t Stop Me oferuje niecodzienne doznania. Początkowo myślałem, że czerwone owoce z opisu chmielu będą dość dalekim skojarzeniem, ale jednak nie – są one naprawdę wyraźne. Miłe zaskoczenie. Samo piwo bez wad, smaczne, choć można by się czepić nieco zalegającej goryczki (zapewne od Magnum), która jednak mi osobiście nie zepsuła odbioru całości.

Cena: piwo otrzymane w ramach współpracy z Browarem Hoppy Beaver