Hello StrangerBrowar Kingpin od początku swojej działalności warzył (i warzy nadal) piwa z ciekawymi, często odjechanymi i nieznanymi w Polsce dodatkami. I tak mieliśmy już możliwość spróbowania m.in. piwa z rokitnikiem, wrzosem, gujawą, czy np. z owocami caja. Z reguły kompozycje dodatków i stylów piwa są tak dobierane, aby poszczególne składniki nie były w nich oczywiste i stanowiły jedynie świetnie wkomponowany element. Jednak niedawno Kingpin stworzył nową linię piw – prezentującą niejako klasyczne podejście do dane gatunku piwa. Seria „Stories”, bo tak ona się nazywa,liczy obecnie cztery pozycje – jedną z nich jest milk stout Hello Stranger, którego chciałbym dzisiaj Wam zaprezentować.

Obok Hello Stranger w ramach linii „Stories” wypuszczono już: Most Wanted (american wheat), Intergalactic (hoppy lager) i Mötor Karma (american pale ale). Oprócz innego podejścia piwowara, piwa te wyróżniają też etykiety, które są… świetne. Ich bohaterem nie jest już charakterystyczna świnia, ale prezentowane mają być na nich ilustracje wykonane przez znanych rysowników/grafików. Za pierwsze trzy odpowiada Patryk Hardziej. Projektem zamieszczonym na Mötor Karma zajęła się natomiast Izabela Dudzik.

Generalnie milk stout to bardzo wdzięczny styl – w odróżnieniu od regularnego dry stoutu jego mleczna wersja dzięki laktozie jest słodsza, łagodniejsze. Całość dzięki dużemu udziałowi słodów palonych i palonego jęczmienia smakuje często jak posłodzona kawa z mlekiem. Co ciekawe, o czym już pewnie pisałem, stosowanie nazwy milk stout jest zabronione na Wyspach Brytyjskich – wiąże się to przeświadczeniem, jakie długo panowało w brytyjskim społeczeństwie, jakoby piwo z laktozą pozytywnie wpływało na laktację i powinno być regularnie pite przez karmiące kobiety. Jak się okazało, teza ta była mocno myląca. Postanowiono więc tego typu stouty określać jako „sweet” lub „cream”.

Należy jednak pamiętać że laktoza, czyli cukier pochodzący z mleka, jest silnym alergenem i coraz więcej osób ma stwierdzaną jego nietolerancję. Dlatego ci, którzy cierpią na tego typu dolegliwości, nie powinno sięgać po milk stouty.

Choć w składzie Hello Stranger nie ma rewolucyjnych składników to i tak warto coś o nim wspomnieć – w zasypie, oprócz słodów jęczmiennych i palonego jęczmienia, znalazł się także słód pszeniczny. Użyto trzech odmian chmielu – dwóch typowo brytyjskich: Fuggles oraz East Kent Golding oraz amerykańskiego Amarillo.

Warto też zauważyć, że ekipa Kingpina swoje piwa zaczęła warzyć w Niechanowie – poprzednie recenzowane przeze mnie ich trunki (Aficionado, Gosebuster oraz Diggler) warzone były w Zarzeczu.

Styl: milk stout
Ekstrakt:
 15%
Alk. obj.:
5,3%
IBU:
 b/d

Data przy­dat­no­ści: 11.07.2017 (chyba, data się trochę rozmazała)

Kolor: Ciemnobrązowe, patrząc pod ostre światło pojawiają się czerwonawe przebłyski.
Piana: Tworzy się z trudem, jest koloru kawy z mlekiem. Utrzymuje się dość długo i tworzy śladowy lejsing.
Zapach: Kawowy, lekko słodkawy, mleczny. Bardzo przyjemny.
Smak: Na pierwszym planie kawa, nuty palone – choć daleko im od spalenizny. Chwile później dołącza laktoza, która jest świetnie wkomponowana i nie przesładza piwa. Finisz znowu palony, kawowy – na dłuższą chwilę pozostawia w ustach tzw. aftertaste. Goryczka raczej kawowa, palona, a nie chmielowa. Chmielowości nie czuję. Smaczny, sesyjny mleczny stout :).
Wysycenie: Niskie, przez co mógłbym swobodnie wypić kilka butelek tego piwa :).

Hello Stranger

Hello Stranger

Świetne piwo. Jest to jeden z lepszych, najbardziej sesyjnych milk stoutów, jakie miałem okazję pić. Udało się wg mnie osiągnąć złoty środek w proporcjach laktozy w stosunku do innych składników tego piwa. Dzięki temu Hello Stranger jest tylko umiarkowanie słodkie, laktoza nie przysłania warstwy słodowej, a jedynie ją uzupełnia. Goryczki chmielowej za bardzo nie stwierdziłem. Piwo błyskawicznie znika ze szklanki i żałowałem, że mam tylko jedną butelkę ;).

Cena: 9,50 zł za 0,5 litra w zakopiańskim sklepie specjalistycznym