Baltic StoutObecnie spędzam krótki urlop nad Bałtykiem. Tak się złożyło, że w odmętach wordpressowych szkiców, czyli wśród rozpoczętych już przeze mnie tekstów, znalazło się piwo świetnie pasujące do tych okoliczności. Jest to Baltic Stout z niemieckiego Rügener Insel-Brauerei, który już raz pojawił się u mnie na blogu przy okazji opisanego przeze mnie kwaśnego Seepferda. Zaintrygowała mnie w tym piwie przede wszystkim nazwa – sugeruje bowiem połączenie dwóch ciekawych stylów – porteru bałtyckiego oraz imperialnego stoutu. Czy tak jest w rzeczywistości?

Połączenie tych dwóch, podobnych przecież stylów, byłoby kuriozalne. Tak w ogóle to czym one się tak naprawdę od siebie różnią? Wszak oba z nich skupiają mocne, ciemne piwa. Porter bałtycki w przeciwieństwie do risa jest zwykle lagerem (choć nawet na polskim rynku spotyka się górnofermentacyjne portery, fermentowane są jednak w dolnych zakresach temperatur), jest też mniej palony, bardziej słodowy, o czystszym, lagerowym profilu. Ma też ściśle ustalone widełki ekstraktu – 18-22° Plato. W przypadku imperialnych stoutów takich ograniczeń nie ma i za granicą możemy spotkać trunki o ekstrakcie wyższym niż 30° Plato. Kolejną różnicą jest to, że z reguły chmielowość w porterach bałtyckich odgrywa mniejszą rolę niż w risach, przez co te pierwsze często wydają się słodsze.

Moje wątpliwości związane ze stylem szybko zostały jednak rozwiane – wystarczyło, że wziąłem do ręki butelkę. Ta, podobnie jak w przypadku Seepferd, nie ma tradycyjnej etykiety, za to cała została owinięta w estetyczną owijkę z brązowego papieru. Wśród zamieszczonych tam niezbyt precyzyjnych informacji czytamy, że Baltic Stout to imperialny stout – i to taki w brytyjskim stylu. Zaskakuje za to niska jak na risa zawartość alkoholu. Niemniej miałem już okazję pić takie lekkie angielskie risy.

Ciekawostką jest to, że chyba wszystkie piwa z Rügener Insel-Brauerei (o samym browarze nie będę się tu rozpisywał – kilka słów naskrobałem w poprzedniej recenzji piwa z Rugii), tak i to, jest refermentowane w butelce. Niestety, w Seepferd poszło z nią nie tak, ponieważ ów sour ale był wyraźnie przegazowany. Mam nadzieję, że w Baltic Porterze browarnicy z Rugii uniknęli tego niebezpieczeństwa. Zaznaczam od razu, że oba piwa trzymałem nie w lodówce, ale w pokoju, w temperaturze otoczenia.

Styl: imperial stout
Ekstrakt:
 b/d
Alk. obj.:
 7,5%
IBU:
 b/d

Data przy­dat­no­ści: 12.11.2018 r.

Kolor: Czarne, nieprzejrzyste.
Piana: Brązowawa, kolory kawy z mlekiem. Obfita, drobna i puszysta. Niestety dość głośno syczy, ale redukuje się na szczęście w umiarkowanym tempie.
Zapach: Z początku wydawało mi się, że w zapachu Baltic Stoutu jest jakaś kwaśność, jednak po chwili wrażenie to się ulatnia. Zostaje sporo paloności i kawy.
Smak: Duuuużo kawy i kakao, przechodzącego w gorzką czekoladę. Po kilku łykach pojawiło się żelazo, co też zostało potwierdzone w skórnym teście. Metaliczność wzmaga się wraz z ogrzewaniem i jest naprawdę intensywna. Po przełknięciu na podniebieniu na długo zostaje przyjemny kawowy posmak. Niestety cały efekt psuje przegazowanie. Goryczka palona, wyraźnie zaznaczona. Jak na niski ekstrakt, Baltic Stout jest piwem całkiem intensywnym w smaku i treściwym.
Wysycenie: Piwo jak na risa jest zdecydowanie zbyt mocno nagazowane. Wysycenie szczypie w gardło i obniża przyjemność z degustacji.

Baltic Stout

Niezłe piwo, choć efekt psuje zbyt wysokie jak na ten styl wysycenie. Zgadzam się z Tomaszem Kopyrą, że przegazowanie w risie znacząco psuje przyjemność z jego degustacji. Co ciekawe w Baltic Stoucie pojawiła się też wyraźna metaliczność. Skąd ona się wzięła? Nie mam pojęcia, biorąc pod uwagę, że Rügener Insel-Brauerei jest przecież całkiem nowy. Poza tymi wadami ciężko jest się do czegoś przyczepić, choć wolałbym, aby piwowar zdecydował się na wyższy ekstrakt – piwo zyskałoby wtedy bardziej odpowiedni jak na risa charakter. Niemniej i tak źle nie jest – na pewno jest to piwo lepsze od tego, co Niemcy zwykli zwać porterami, a które są z reguły prawdziwymi słodkimi ulepkami.

Cena: piwo otrzymane w prezencie