Pop Up Gose #2Jeszcze do niedawna kupić w Polsce gose było bardzo trudno. Obecnie sytuacja ta diametralnie się zmieniła, co zresztą widać choćby u mnie na blogu, ponieważ do tej pory pojawiły się już na nim 3 recenzje piwa w tym stylu. Choć od ostatniego tekstu o tym słonym piwie pszenicznym nie minęło zbyt dużo czasu, dziś chciałbym Wam przedstawić kolejne, które wpadło mi w ręce: Pop Up Gose #2 z browaru kontraktowego Inne Beczki, który na Chmielniku Jakubowym zadebiutował już kilka ładnych miesięcy temu, bo w czerwcu tego roku.

Opisywałem wówczas swoje wrażenia z degustacji chmielonego po australijsku (Topazem) weizena, który nie zrobił na mnie niestety dobrego wrażenia. Jakoś tak wyszło, że ekipa Innych Beczek na możliwość “rewanżu” musiała czekać aż pół roku. W międzyczasie w browarze sporo się działo, m.in. za sprawą bardzo przykrego w skutkach wypadku w Browarze BeerLab (w którym ucierpiał także piwowar Innych Beczek Marcin Pietranik), jak również za sprawą piwnych nowości, o których wielokrotnie wspominałem na blogu w ramach cyklu “Wieści minionego tygodnia”. Muszę się przyznać, że obecnie pogubiłem się już nieco i nie mam zielonego pojęcia, ile obecnie piw w swoim portfolio ma ekipa, którą swego czasu połączył de facto warszawski pub Cuda na Kiju. Sytuacji tej nie ułatwia fakt wypuszczania przez chłopaków produktów w ramach jednej serii, a mianowicie Pop Up, w ramach której sprzedawane są piwa w całkowicie różnych stylach, które pod tą marką są nieraz dostępne na rynku w kolejnych kilku wariantach jednocześnie.

Najbardziej pod tym względem licznym piwem z serii Pop Up jest właśnie gose. Poszczególne warianty różnią się między sobą zastosowanym, niezwykłym jak na ten rodzaj piwa, dodatkiem. W Pop Up Gose #2 tym oryginalnym składnikiem jest skórka grejpfruta. Co ciekawe w składzie omawianego dziś trunku zabrakło jednego z charakterystycznych dla gose składnika, a mianowicie kolendry. Brakuje też czegokolwiek, co sugerowałoby minimalne choćby zakwaszenie gotowego trunku – kwasu mlekowego, bakterii Lactobacillus, czy też słodu zakwaszającego. Najwidoczniej chłopaki z Innych Beczek wyszli z założenia, że aby piwo mogło być nazwane gose, wystarczy jedynie dodatek soli (w tym wypadku morskiej), której na szczęście nie zabrakło. Niemniej, bodaj przy okazji recenzji Zacnego Zalcmana, Pop Up Gose polecone zostało mi przez Marka Putę z Piwoteki, jako ciekawa propozycja z kategorii piw w tym stylu.

Pop Up Gose #2 zostało nachmielone dwiema odmianami chmielu – amerykańskim Zeusem oraz niemieckim Hallertau Blanc. Biorąc jednak pod uwagę deklarowaną przez Inne Beczki goryczkę na poziomie 17 IBU nie spodziewam się, aby chmielenie grało jakąś większą rolę w profilu piwa.

Styl: gose
Ekstrakt:
 10%
Alk. obj.:
 4,7%
IBU:
 17

Data przy­dat­no­ści: 30.12.2016 r.

Kolor: Jasnozłote, bardzo jasne. Umiarkowanie opalizujące.
Piana: Ładna, drobna i obfita. Po dłuższej chwili opada do grubej obrączki i sporej wyspy na powierzchni. Zostawia całkiem ładny lejsing.
Zapach: Mocno cytrusowe, w tle sporo nut zbożowych. Nie przypomina znanych mi dotychczas gose.
Smak: Pop Up Gose #2 jest piwem bardzo wytrawnym, wręcz wodnistym, choć lekko słony smak wyraźnie podwyższa jego pełnię. Smak zdominowany jest przez fantastyczne nuty cytrusowe, autentycznie przypominające świeżego grejpfruta. Piwo jest bardzo rześkie i pijalne. Na finiszu wyczuwalne jest coś pomiędzy cierpkością a goryczką – odpowiada za to raczej dodatek skórki grejpfrutowej niż chmiel.
Wysycenie: Poniżej śred­nie­go.

Pop Up Gose #2

Tym razem Inne Beczki mnie nie zawiodły :). Choć w Pop Up Gose #2 brakowało mi kwaśności, to jednak Innym Beczkom udało się uzyskać bardzo fajny efekt grejprfruta. Jest on obecny przede wszystkim w smaku – miałem wrażenie, że został dodany świeży owoc. Tym samym zostałem skutecznie zachęcony do sięgnięcia po kolejne, uwarzone przez tego kontraktowca piwa – będę o tym pamiętam przy najbliższym zaopatrywaniu się w materiał do piwnych recenzji :).

Cena: piwo otrzy­ma­ne w rama­ch współ­pra­cy ze szcze­ciń­skim skle­pem Chmiel – Świat Piwa