GinieCo powiecie na piwo smakujące jak gin? Choć alkohol ten jest destylatem, to ma jedną cechę łączącą go z piwem, a mianowicie: goryczkę. Gin to nic innego jak jałowcówka, a goryczka, o której wspomniałem pochodzi właśnie z dodawanych do niej jagód jałowca. Z uwagi na ich gorzki smak, trunku tego zwykle nie pija się samego – rozcieńcza się go z reguły tonikiem albo sokami owocowymi, ewentualnie wermutem.  Ostatnio na polskim rynku pojawiło się piwo inspirowane właśnie ginem z tonikiem, ja jednak zajmę się dziś zagraniczną – estońsko-duńską – próbą stworzenia piw smakującego jak jałowcówka: Ginie z kooperacji browarów PõhjalaTo Øl.

O Browarze Põhjala pisałem już przy okazji recenzowania otrzymanego od Wykopowicza Anderande imperialnego porteru bałtyckiego Öö. Põhjala spokojnie może być nazwana (nazwany?) nestorem estońskiego kraftu, kimś na kształt naszej PINTY. Ekipa estońskiego browaru już jakiś czas postawiła nacisk na eksport ich piw poza Estonię, co zaowocowało kilkoma ciekawymi międzynarodowymi kooperacjami. I tak Estończycy współpracowali już m.in. z norweskim Lervigiem, czy też fińskim Mallaskoski.

Jeśli chodzi o To Øl, to jest to duński browar kontraktowy założony przez Tobiasa Jensena i Tore Gynthera, którzy wzorowali się na swoim mentorze Mikkelu Bjergsø, który z kolei jest ojcem założycielem innego słynnego browaru – Mikkellera. To Øl jest doskonałym przykładem craftowca, który zbudował swoją markę na kontrowersjach – m.in. przez prześmiewcze nawiązania do kwestii religijnych (choćby w przypadku Yeastusa Christusa) do tej pory żadne piwo u mnie na blogu nie pojawiło się.

Dobra, czas zająć się dzisiejszym piwem. Moją uwagę przykuła już w pierwszej chwili ascetyczna, ale bardzo fajna etykieta. Na białym tle mamy kilka naprawdę intrygujących motywów – m.in. gałązki świerku, czy kwiaty róży. Moja ciekawość została jeszcze bardziej rozochocona, gdy zacząłem czytać informacje zawarte na etykiecie. Okazało się, że skład tego piwa jest naprawdę bogaty. Ginie zostało przypisane do wywodzącego się z Niemiec stylu o nazwie gose – w teorii jest to piwo pszeniczne, lekko kwaśne, z dodatkiem soli i kolendry. W przypadku estońsko-duńskiej interpretacji skład został znacznie rozbudowany. Do piwa bowiem trafiły: różowa sól himalajska, kolendra, jagody jałowca, pędy świerku, rozmaryn, imbir oraz… płatki róży. Brzmi to zatem naprawdę intrygująco. W zasypie, oprócz słodów (w tym także pszenicznego), znalazły się płatki owsiane. Jeśli chodzi o chmielenie to również i ono jest interesujące. Użyto dwóch nowofalowych odmian: El Dorado oraz Motueka.

Styl: gose
Ekstrakt:
 10%
Alk. obj.:
 4,2%
IBU:
 5

Data przy­dat­no­ści: 12.07.2017

Kolor: Złote, przejrzyste.
Piana: Umiarkowanie obfita, po chwili redukuje się do szerokiego pierścienia przy krawędziach szkła.
Zapach: Jest kwaśno, wręcz lekko lambikowo. Trochę mleczny w stylu kefiru.
Smak: Jak na gose nie jest słono – soli jest jedynie tyle, aby podbijała inne smaki. Na pierwszym planie jest wyraźna, czysta kwaśność. Z dodatków, o którym mowa na etykiecie, w smaku jest niewiele – faktycznie całość przypomina w smaku tonik, a spośród tych wszystkich ekstra składników wybija się przede wszystkim róża, która faktycznie jest wyczuwalna. Goryczki i chmielowości praktycznie nie ma.
Wysycenie: Dość wysokie.

Ginie

Bardzo ciekawe piwo. Choć w składzie mamy naprawdę wiele składników, to receptura Ginie została tak ułożona, aby wszystkie współgrały ze sobą i żaden z nich nie zdominował pozostałych. Tak naprawdę bez żadnych wątpliwości wyczułem jedynie różę, ale to najprawdopodobniej dlatego, że tego typu aromatów na co dzień w piwie się nie spotyka. Poza tym to estońsko-duńskie gose jest cholernie pijalne i błyskawicznie znika ze szkła. Co ważne, choć teoretycznie może ono wydawać się trunkiem przekombinowanym, to praktyka pokazuje, że zdecydowanie tak nie jest. Mi osobiście smakowało, choć tonik piłem może raz albo dwa razy w życiu. Bardzo ciekawa propozycja :).

Cena: 16 zł za butelkę 0,33 l w szczecińskim sklepie specjalistycznym