PeacemakerŚwiat Dzikiego Zachodu nigdy mnie jakoś przesadnie nie rajcował. Jednak ostatnio pod wpływem zakończonego niedawno serialu Westworld, łączącego elementy westernu ze sci-fi, może się to trochę zmienić. Muszę przyznać, że bardzo mile mnie on zaskoczył, szczególnie że lubię filmy zmuszające choć trochę do rozkminy, a takim jest właśnie wspomniany serial. Do realiów Dzikiego Zachodu w ciekawy sposób odwołuje się też jeden z polskich browarów kontraktowych, a mianowicie Faktoria. Tak się złożyło, że nie tak dawno do moich piwnych zasobów trafiło american IPA z tego browaru o nazwie Peacemaker, uwa­rzo­ne przez Łukasza Kojro i Tomasza Tuszyńskiego. 

American IPA to sztandarowy styl piwnej rewolucji, który, muszę przyznać, ostatnio na moim blogu jest traktowany przeze mnie trochę po macoszemu. Jeśli chodzi o teorię – jest to, jak zapewne wszyscy doskonale wiecie, umiarkowanie mocne (14-18° Plato), intensywnie chmielone po amerykańsku ejl z wyraźną goryczką. Większość nowych browarów na polskim rynku zaczyna swoją karierę od wypuszczenia właśnie tego rodzaju piwa, co jeszcze do niedawna było swego rodzaju gwarancją sukcesu. Obecnie przestało to być już tak proste i, aby być zauważonym, trzeba się trochę bardziej wysilić.

Zanim napiszę coś więcej o samym piwie Peacemaker, naskrobię jeszcze kilka słów o Browarze Faktoria, który dziś debiutuje u mnie na blogu. Ruszył on jeszcze w 2014 r., czyli w mijającym roku świętował 2 urodziny. Tak jak już wyżej wspomniałem, jego założycielami są Łukasz Kojro i Tomasz Tuszyński. Ogromna większość uwarzonych przez nich piw nazwą i etykietą odwołują się do realiów kształtujących się XIX wiecznych Stanów Zjednoczonych Ameryki.

Peacemaker, który “patronuje” recenzowanemu dzisiaj piwu, to popularne określenie sześciostrzałowego rewolweru, zaprojektowany w 1872 r. przez Colt’s Patent Firearms Manufacturing Company. Jest to jedna z najbardziej znanych broni tego rodzaju. Co ciekawe jest on produkowany do dziś i cieszy się ogromnym uznaniem ze strony kolekcjonerów.

Jeśli chodzi o piwo, to jest to klasyczne american IPA w wersji east coast – co sugeruje duży udział słodu karmelowego w zasypie.  Do nachmielenia chłopaki z Faktorii użyli 5 amerykańskich odmian chmielu: Centennial, Amarillo, Simcoe, Citra oraz Chinook.

Styl: american IPA
Ekstrakt:
 15,1%
Alk. obj.:
 6,5%
IBU:
 65

Data przy­dat­no­ści: 16.03.2016 r.

Kolor: Bursztynowe, umiarkowanie zmętnione.
Piana: Początkowo nie chce się tworzyć. Przy dość agresywnym nalewaniu średnio intensywna piana na szczęście powstaje i, co ciekawe, składa się przede wszystkim z drobnych pęcherzyków. Niestety szybko opada. Zostawia natomiast całkiem ładny lejsing.
Zapach: Słód pilzneński połączony z karmelem, nutami opiekanymi oraz owocami tropikalnymi.
Smak: Piwo jest słodkie, a odpowiada za to przede wszystkim warstwa słodowa. Uczucie to potęgowane jest jeszcze za sprawą amerykańskich odmian chmielu, które wprowadzają akcenty owoców tropikalnych i słodkich cytrusów. Na drugim planie dominuje karmel i nuty opiekane, może też trochę biszkoptowe. Finisz zdominowany jest przez cytrusy, a szczególnie przez grejpfruta. Goryczka może niezbyt intensywna, ale wyraźnie zaznaczona, grejpfrutowa właśnie. Niestety jest nie do końca szlachetna, lekko zalega w gardle.
Wysycenie: Trochę powyżej śred­nie­go.

Peacemaker

Nie mogę powiedzieć, aby Peacemaker z Faktorii mi nie smakował, ale uważam go za piwo trochę niezbalansowane, ponieważ charakteryzuje się bardzo wyraźną słodyczą i niezbyt przyjemną, zalegającą goryczką. Obie te cechy sprawiały, że nie mogłem czerpać z tej degustacji pełnej przyjemności. Niemniej Faktoria zaliczyła u mnie nie najgorszy debiut – liczę, że kolejne piwa będą tylko lepsze :).

Cena: otrzymane w prezencie