Srogi Niedźwiedź na Dzikim ZachodzieJednym z piw, które w maju zrobiły na mnie spore wrażenie, był Srogi Niedźwiedź leżakowany w beczce po miodzie pitnym. Piłem go zarówno w wersji lanej na premierze w Łąkominie, gdzie działa Browar Łąkomin, jak i z butelki. Przy okazji okazało się, że to pierwsze smakowało mi bardziej – było gładsze i przyjemniejsze w odbiorze. Nie miałem jednak możliwości porównania tamtego piwa z tzw. podstawką, więc tak naprawdę nie wiedziałem, co dokładnie wniosła beczka po trójniaku z Pasieki Dziki Miód. Nadarzyła się jednak okazja do porównania tamtego piwa z innym wariantem barrel aged, a mianowicie w łapki wpadł mi Srogi Niedźwiedź na Dzikim Zachodzie, czy ten sam imperial stout tylko leżakowany w beczce po Jacku Danielsie.

Jeszcze do niedawna o drewniane beczki po destylatach w Polsce było ciężko. Jak już się zaczęły pojawiać, to były to z reguły beczki po bourbonach, w tym właśnie po Jacku Danielsie (który to jest nazywany przez producenta Tennessee Whiskey). Wiąże się to z tym, że w produkcji bourbonów wykorzystywane są jedynie świeże dębowe beczki, które po jednokrotnym użyciu są odsprzedawane. Korzystają na tym m.in. szkockie gorzelnie, które je kupują i leżakują w nich potem swoją whisky. Jak się okazało, bardzo fajny efekt takie beczki dają w przypadku leżakowania piw, szczególnie tych ciemnych i mocnych, wnosząc intensywne nuty wanilii, ale także kokosa.

Srogi Niedźwiedź na Dzikim Zachodzie to imperial porter o dość standardowych, nieprzegiętych parametrach. Obecnie 24,5° Plato w tym stylu nie robi już chyba na żadnym beer geeku wrażenia ;). Ten leżakowany w beczce po miodzie pitnym był bardzo czekoladowy, słodki oraz niezbyt palony i goryczkowy. Założyłem więc, że charakterystyczna dla risa kawa mogła zostać przykryta przez akcenty miodowe. Możliwe jednak, że tak smakowało po prostu piwo bazowe. Dzięki dzisiejszej degustacji Srogiego Niedźwiedzia na Dzikim Zachodzie będę mógł już wyciągnąć jakieś wnioski :).

Srogi Niedźwiedź na Dzikim Zachodzie ma więc parametry identyczne jak w przypadku jego miodowego brata. Taki sam jest również skład – w zasypie oprócz słodów jęczmiennych i palonego jęczmienia znalazły się także płatki jęczmienne. Dodany został również cukier muscovado – można się więc spodziewać, że recenzowany dziś trunek nie będzie należał do tych najbardziej treściwych i gęstych. Cukier bowiem jest całkowicie zjadany przez drożdże i przerabiany na alkohol oraz dwutlenek węgla. Piwo zostało nachmielone dwoma odmianami: Marynką oraz chmielem Lubelskim.

Styl: russian imperial stout
Ekstrakt:
 24,5° Plato
Alk. obj.:
 10,7%
IBU:
 3/6 w skali własnej browaru

Kolor: Ciemnobrązowe, przejrzyste. Szybko zanika i pozostawia obrączkę oraz kilka wysp.
Piana: Brązowa, niska, ale drobno pęcherzykowa.
Zapach: Czekolada, wanilia, trochę kawy. Pojawia się też niezbyt intensywny alkohol, ale raczej szlachetny, a nie ordynarny spirytus.
Smak: Srogi Niedźwiedź na Dzikim Zachodzie to piwo słodkie, gładkie, ale niezbyt treściwe. Jest bardzo waniliowe, czekoladowe, lekko palone. Zostawia długi posmak na podniebieniu, pojawiają się też delikatne nuty drewniane. Finisz niestety alkoholowy, trochę ostry i gryzący w gardło.
Wysycenie: Niskie.

Srogi Niedźwiedź na Dzikim Zachodzie

Srogi Niedźwiedź na Dzikim Zachodzie

Smaczne piwo, choć nie ukrywam, że mogłoby jeszcze trochę się ułożyć. Bardziej niż w przypadku miodowej wersji wychodzi tu alkohol. Przynajmniej takie mam odczucia – żeby to jednoznacznie stwierdzić, musiałbym zrobić porównanie “side by side”. Nie od dziś jednak wiadomo, że piwowar Łąkomina Adam Śmiglak ma rękę do mocnych piw, czego świetnym przykładem jest choćby Basior. Piwa z tego browaru są ostatnio regularne konkursach, również tych za granicą :).

Cena: coś koło 20-25 zł (nie pamiętam 😉 ).