P.I.S. & LovePod koniec 2015 i na początku 2016 r. obrodziło u nas różnego rodzaju imperialnymi stoutami, za które na poważnie wzięły się polskie browary rzemieślnicze i kontraktowe. Wśród nich była też ekipa browaru BIRBANT, która uwarzyła imperial stouta o całkiem przyzwoitych parametrach – ekstrakt 24,5%, a alkohol: 10,5% – z dodatkiem słodu wędzonego torfem. Nazwę tego piwa – P.I.S & love (a właściwie pierwszą jej część) można rozumieć trojako, co wyjaśnię poniżej. Degustacja ta jest, można powiedzieć, jubileuszowa, ponieważ dzisiaj mija dokładnie 3 miesiące od oficjalnego uruchomienia mojego bloga w wersji www :).

Wracając do interpretacji nazwy tego piwa, to przede wszystkim „P.I.S” to akronim składający się z pierwszych liter angielskiego określenia stylu „peated imperial stout”. Poza tym jest to wariacja na temat pisowni jednego z najbardziej znanych haseł ruchu hipisowskiego, czy też szerzej: pacyfistycznego, tj. „peace and love”. Oczywiście wielu odczyta nazwę tego piwa jako odwołanie do bieżącej sytuacji politycznej, do nazwy partii obecnie sprawującej władzę w Polsce.

P.I.S & love miało swoją premierę w grudniu ubiegłego roku, stąd głównym motywem etykiety jest św. mikołaj (ten a’la maskotka Coca Coli – dlatego użyłem pisowni małymi literami), otoczony przez dwie skąpo ubrane niewiasty. W przedstawioną na niej scenkę rodzajową sprytnie wpleciono elementy charakteryzujące doznania, jakie powinny nas spotkać podczas degustacji tego piwa: czekolada, kawa oraz dym.

Piwo nachmielone zostało odmianą Magnum i to całkiem szczodrze, biorąc pod uwagę deklarowany poziom goryczki. Minimalnie niepokoić może podany w składzie cukier, który w tego rodzaju piwach stosowany jest do podniesienia ekstraktu. Mam jednak nadzieję, że tego surowca nie było zbyt wiele, ponieważ spora jego ilość negatywnie wpływa na treściwość gotowego trunku, bowiem sacharoza jest w 100% przerabiana przez drożdże na alkohol.

Styl: peated imperial stout
Ekstrakt: 24,5%
Alk. obj.: 10,5%
IBU: 78

Data przydatności do spożycia: 09.12.2016

Kolor: W snifterze czarne nieprzejrzyste. Jedynie w najcieńszym miejscu widoczne są brązowe przebłyski, więc piwo wydaje się być klarownym.
Piana: Piana niska, brązowa, gęsta. Bardzo szybko redukuje się do zera.
Zapach: Czekolada wymieszana z torfową wędzonką – asfalt, spalona izolacja od kabli. Paloność na niskim poziomie. Alkohol świetnie ukryty.
Smak: Piwo jest mega czekoladowe – dominuje gorzka, deserowa czekolada. Czekoladowa słodycz jest od razu kontrowana przyjemną, nieprzesadzoną wędzonką torfową. Po ogrzaniu do głosu dochodzi kawa. Alkohol świetnie ukryty, w ogóle nie czuć tych 10%. Goryczka, chmielowo-palona, mimo wysokiego IBU, nie jest bardzo intensywna – jest jednak wystarczająca do kontrowania warstwy słodowej, przez co piwo nie jest mulące.
Wysycenie:  Nasycenie niskie w kierunku średniego.

P.I.S. & love

Jak najbardziej smaczne piwo :). Birbantowi wyszedł rasowy ris, wzbogacony dodatkowo nutami torfowymi. Mnie one odpowiadają, jednak nie każdemu smak asfaltu, czy też spalonej izolacji elektrycznej, podpasuje. Dla osób niezaznajomionych z torfowością (choćby w szkockich whisky), P.I.S & love może okazać się piwem trudnym w odbiorze, wręcz mało pijalnym. Miłośnikom torfu w piwie (albo w whisky) mogę ten trunek śmiało polecić, szczególnie że cena, w której go zakupiłem, była całkiem atrakcyjna. Dobra robota, browarze BIRBANT :).

Cena: 8,60 zł za butelkę 0,5 l w stacjonarnym sklepie specjalistycznym