WormholeW ostatnim czasie na moim blogu pojawiły się recenzje dwóch american barleywine – tj. Basiora oraz Alcatraz. Styl ten często jest mylony z innym gatunkiem mocnych, intensywnie chmielonych piw, a mianowicie z imperial (double) IPA. Mając oba trunki świeżo w pamięci, postanowiłem dziś sięgnąć po Wormhole uwarzone przez Browar Szpunt w kooperacji z Browarem Olimp. Jest to już bodaj druga warka – pierwsza na rynku pojawiła się jakoś na początku tego roku i przez wielu piwo to uważane jest za najlepsze imperialne IPA w Polsce. Czas to zweryfikować – sprawdzę przy okazji, czy faktycznie istnieją różnice między tym stylem a “winem jęczmiennym”.

Co teoria mówi na temat imperial IPA (które znane jest także jako double IPA)? Jego ekstrakt oscyluje zwykle między 17 a 22° Plato, a zawartość alkoholu między 7,5 a 10%. Parametry te pokrywają się z tymi wyznaczonymi dla american barleywine, które jednak bywa znacznie mocniejsze. W przypadku IIPA balans, w przeciwieństwie do wina jęczmiennego, powinien być przesunięty zdecydowanie w stronę chmielową – ideałem dla wielu miłośników tego stylu jest wytrawne, ale mocno nachmielone, aromatyczne i goryczkowe piwo, którego moc jest doskonale ukryta. O zdradliwości tego typu trunków przekonałem się swego czasu pijąc na ubiegłorocznym Szczecińskim Festiwalu Piwa Hardcore IPA ze szkockiego browaru Brewdog, które przy mocy ponad 9% alkoholu wchodziło jak jakieś całkiem lekkie IPA. W przypadku barleywine najważniejsza jest bogata baza słodowa, a chmielenie ma głównie za zadanie kontrować słodycz, aby całość nie była zbyt mdląca. Aromat chmielowy odgrywa raczej drugoplanową rolę. Jak pewnie się domyślacie, podział ten jest dość nieostry i często sprawia problemy przy przypisaniu danego piwa do konkretnego stylu. Podobna sytuacja jest choćby w przypadku risów oraz fesów.

Browar Szpunt pojawił się u mnie na blogu tylko raz i to na samym początku mojego blogowania, jeszcze za czasów publikacji wpisów jedynie na Facebooku. Dziś tamten wpis mocno odbiega od przyjętej przeze mnie obecnej formuły tekstów. No, ale jakby nie patrzeć – świadczy to o moim rozwoju :). Browar Olimp miał niewiele lepsze szczęście, bowiem jak dotąd opisałem u siebie jedynie dwa piwa, firmowane imionami bogów z greckiego panteonu – Panakeję oraz Bacchusa.

Browar Szpunt wystartował na początku 2015 r., a jego założycielami byli: Piotr Tomaszewski, Dawid Głuszczyński i Paweł Dukiel. Każdy z nich był wcześniej piwowarem domowym. Już na samym początku chłopaki zaskoczyli beer geeków, ponieważ zdecydowali się na warzenie kontraktowe w… okrytym złą sławą browarze Koreb w Łasku. Okazało się tym samym, że można tam uwarzyć dobre piwo! 😀

Browar Olimp na polskiej scenie rzemieślniczej obecny jest znacznie dłużej, bo od 2013 r. Założony więc został jeszcze w czasach narodzin piwnej rewolucji w Polsce przez Michała Olszewskiego oraz Marcina Ostajewskiego, dziś znanego z warzenia piw whisker.beer. Browar Olimp przez te kilka lat dorobił się naprawdę pokaźnego portfolio, w którym znalazło się kilka naprawdę oryginalnych piw, w tym także sztosów, z których największym jest chyba pierwsze uwarzone komercyjnie Jopejskie oraz Hades Gone Wild, czyli dzika wersja ichniego risa.

Wormhole, obok Spectrum, to jedno dwóch piw Szpunta, które razem najprawdopodobniej początek nowej serii designerskiej, których wspólnym mianownikiem są utrzymane w podobnym stylu czarne etykiety. W przypadku Wormhole, oprócz satynowanej czerni, mamy posrebrzane wstawki, co tworzy bardzo fajną kompozycją, choć ciężko ją uchwycić na zdjęciu – aparat po prostu głupieje i nie wie, jak ustawić ostrość. Jedynym minusem etykiety, na której znajdziemy m.in. zaszyfrowaną wiadomość (której nie chciało mi się nawet próbować odczytać), jest dla mnie trochę zbyt niski kontrast między barwą tekstu, a tłem, przez co nie jest ona do końca czytelna.

Jeśli o skład Wormhole, to w zasypie oprócz słodu jęczmiennego znalazł się również pszeniczny, a do nachmielenia użyto cztery odmiany: Citra, Amarillo, Centennial oraz Apollo. Chmielu pójść musiało sporo, ponieważ goryczka została wyliczona na mniej więcej 100 IBU.

Styl: imperial IPA
Ekstrakt:
 20%
Alk. obj.:
 8%
IBU:
 ok. 100

Data przy­dat­no­ści: 10.01.2018

Kolor: Jasnobursztynowe, przejrzyste.
Piana: Ładna, choć po dłuższej chwili redukuje się do cienkiej warstwy. Zostawia całkiem niezły lejsing.
Zapach: Intensywny, amerykańskie chmiele (cytrusy) wymieszane ze słodką, likierową słodowością. Po ogrzaniu w zapachu w tle pojawia się lekki alkohol.
Smak: Jest słodko, ale Wormhole sprawia wrażenie piwa smukłego. Jak na imperial IPA zdecydowanie nie jest mulące, przesłodzone. Zapewne jest to zasługa intensywnej, ale nienarzucającej się goryczki, która w lżejszym piwie pewnie byłaby nie do zniesienia. A w Wormhole pasuje jak ulał, przez co trunek jest jak na imperial IPA naprawdę sesyjne ;). Po ogrzaniu pojawia się karmel, ale też i lekka rozgrzewająca alkoholowość.
Wysycenie: Niskie, idące w kierunku umiarkowanego.

Faktycznie, Wormhole to naprawdę bardzo dobre imperial IPA. Mocno chmielone, aromatyczne, ale bez przytłaczającej słodowości. Jak na ten ekstrakt i woltaż pije się je lekko i przyjemnie. Nie wiem, czy jest w nim aż 100 IBU, chociaż szczerze mówiąc jakoś nie było tego czuć. Jest to doskonały przykład tego, że wartość IBU można sobie generalnie o kant czterech liter potłuc, bo samo odczucie goryczki zależy od kilku czynniku – w tym choćby od ogólnego poziomu słodyczy trunku. Niemniej muszę przyznać, że Wormhole to naprawdę bardzo smaczne piwo.

Ocena: 4,3/5
Cena: nie zanotowałem :/.