Bułgaria nie należy do państw, które można byłoby określić mianem raju dla beer geeka. Ba, pod względem piwnym nic w zasadzie o niej nie wiem. Tak samo jak nic kompletnie nie słyszałem o projekcie, o którym Wam dziś nieco opowiem (a przynajmniej postaram się). Niedawno bowiem otrzymałem w prezencie piwo będące owocem kooperacji między bułgarskim browarem rzemieślniczym Rhombus oraz słowackim Wardrobe Beer Manufactory. Tym piwem jest DIRTY, czyli imperial milk stout.

Już po kilku kliknięciach w ramach researchu trafiłem na Ratebeer.com, według którego DIRTY zajmuje czwarte miejsce pośród bułgarskich piw pod względem ocen. Zapowiada się więc nieźle. Piwo zostało uwarzone w Browarze Rhombus. Został on założony w 2012 r. w mieście Pazardżik (środkowa Bułgaria) przez piwowarów domowych. Wg strony internetowej Rhombus ma za sobą uwarzenie 26 piw i to w naprawdę ciekawych stylach, jak np. berliner weisse, gose, czy też barrel aged brett ale.

Natomiast za projektem Wardrobe Beer Manufactory stoi Peter Bobo Bognár, znany na Słowacji z prowadzenia portalu KamNaPIVO.sk oraz z organizowania słowackiego konkursu piwowarów domowych Biela vrana. W internetach nie ma na jego temat prawie żadnych informacji, dlatego nie wiem, czy przypadkiem nie jest to po prostu browar domowy – nie ma go nawet na wspomnianym już wyżej Ratebeerze. Nie trafiłem też ani na stronę internetową, ani na facebookowy fanpejdż. Sam Peter Bobo Bognár jest jednym z trzech twórców Browaru Kaltenecker. 

Wracając do piwa, to imperialne milk stouty w Polsce nie są zbyt częste. Wiem, że ostatnio piwo w tym stylu na rynek wypuścił Łąkomin, na Szczecin Beer Fest piłem też Milky Moon od Golema. Tak poza tym, to innych piw nie kojarzę. A jest to dość wdzięczny styl, ponieważ dzięki wprowadzonej za pomocą laktozy słodyczy, może posmakować tym, którzy za goryczkowym piwem nie przepadają. Cukier mleczny dodaje też zwykle piwu charakterystycznej smukłości, przez co imperialne milk stouty są często bardzo zdradliwe, ze świetnie ukrytym alkoholem. Tego jednak w DIRTY nie ma zbyt wiele, ponieważ tylko 7,2%. Po przedstawicielu tego stylu spodziewałbym się większej mocy.

O samym piwie niestety nie wiemy nic poza wartością energetyczną, która wynosi 81 kcal na 100 ml. Na uwagę natomiast zasługuje niespotykany w Polsce kształt butelki, do której nalane zostało piwo. Mnie się podoba :). 

Piwo ma datę przydatności do spożycia do 12 maja 2018 r. i otrzymałem je już po terminie. Co prawda imperialnemu stoutowi nic stać się przez ten czas nie powinno, ale będzie to też dodatkową próbą jakości Browaru Rhombus. 

Styl: imperial milk stout
Ekstrakt:
 b/d
Alk. obj.:
 7,2%
IBU:
 b/d

Kolor: Czarne, nieprzejrzyste. 
Piana: Niezbyt imponująca. Beżowa, drobna. Redukuje się do grubej obwódki złożonej z dużych pęcherzyków. 
Aromat: Kawa, czekolada, trochę mlecznych nut. Pojawia się też nieco alkoholu. 
Smak: Kawowy, dość mocno palony. Pojawia się też nieco karmelu. Początkowo wydaje się jak na milk stout zaskakująco wytrawny, choć może to być zasługa charakterystycznej dla tego stylu niskiej treściwości. Niemniej spodziewałem się czegoś słodszego, choć laktoza staje się intensywniejsza po kilku łykach. Na finiszu wyraźna palona goryczka, przez chwilę pozostająca na podniebieniu. 
Wysycenie: Umiarkowane, w normie.

DIRTY to niezłe piwo. Jest przede wszystkim stonowane, żeby nie powiedzieć mało intensywne. Nie przesadzono ani z palonością, ani z chmielem, ani w końcu też z laktozą. Krótko mówiąc bułgarsko-słowackiemu duetowi wyszedł całkiem niezły trunek, który nas Polaków jednak niczym nie zaskoczy. No, ale jest to moje pierwsze bułgarskie piwo, za którego możliwość spróbowania serdecznie dziękuję Annie Tuszyńskiej :).

Cena: piwo otrzymane w prezencie