Nut CrackerPamiętacie recenzję Crackera z kooperacji browarów Deer Bear i Whisker.beer, którą opublikowałem pod koniec maja tego roku? Dziś niejako druga część tamtej degustacji. Już tłumaczę, o co chodzi. Na początku roku za sprawą współpracy wspomnianych wyżej browarów na rynku równolegle pojawiły się dwa piwa Cracker i Nut Cracker. Oba to imperialne stouty z kawą i laktozą, z tym że do tego drugiego, które dzisiaj Wam zrecenzuję, w ramach pewnego eksperymentu dodatkowo trafił również orzechowe aromaty naturalne.

Grzegorz Durtan z Deer Bear i Marcin Ostajewski z Whisker.beer chcieli tym samym pokazać, co można osiągnąć bez użycia aromatów i jaki efekt może przynieść ich dodanie do piwa. Od jakiegoś czasu po piwnym środowisku krąży póki co niepotwierdzona plotka, że część kraftowców nie przyznaje się do tego, że tuningują swoje piwa przez dodawanie aromatów, dzięki czemu osiągają efekty niemożliwe do osiągnięcia w sposób tradycyjny. Zarówno Grzegorz, jak i Marcin, od samego początku przyznawali, że “orzechowości” nie żałowali, dlatego degustacja ta powinna jak na dłoni pokazać to, jak bardzo dane piwo może zostać zmienione przez jeden dodatkowy, “niezgodny z duchem kraftu” składnik. A wszystko to dzięki temu, że podstawą zarówno Crackera, jak i Nut Crackera jest dokładnie to samo piwo. Ogólnie smak orzechów w piwie paradoksalnie łatwiej jest osiągnąć za pomocą odpowiedniej kompozycji słodów niż poprzez dodanie samych orzechów, które niewiele wnoszą do finalnego produktu.

Aromaty naturalne to coś, co dzieli miłośników piwa kraftowego w Polsce. Jedni są całkowitymi przeciwnikami takich dodatków, ponieważ sądzą, że cały proces warzenia piwa powinien być możliwie najbardziej rzemieślniczy. Inni zaś dopuszczają aromaty jako środek na osiągnięcie naprawdę ciekawych efektów. Takim najbardziej chyba znanym browarem zagranicznym, który otwarcie przyznaje się do podrasowywania swoich piw jest szwedzki browar Omnipollo, którego sztandarowym tego typu trunkiem jest Noa Pecan Mud Cake Stout, który swoim smakiem zrobił swego rodzaju furorę.

Wracając do piwa, to tak jak już wyżej wspomniałem, trafiła do niego również kawa i to nie taka byle jaka, była to bowiem wypalona przez toruńską palarnię Fonte tzw. kawa “speciality” z Hondurasu: SHG San Marcos Gourmet, rosnąca na południowo-zachodniej części masywu Celaque, na wysokości 1200-1600 m n.p.m.). Nut Cracker został nachmielony dwiema odmianami: Magnum oraz Sybillą.

Styl: imperial coffee milkstout z aromatem orzechowym
Ekstrakt:
 25%
Alk. obj.:
 10%
IBU
b/d

Data przy­dat­no­ści: 03.01.2019

Kolor: Czarne, nieprzejrzyste.
Piana: Beżowa, drobna i trwała. Zostawia ładny lejsing.
Zapach: Orzechowo-kawowy, pachnie jak słodka kawa z syropem orzechowym. Dość mocno ociera się o sztuczność.
Smak: Gdy zaczynałem degustację piwo było dość zimne. W pierwszej chwili uderzył bardzo intensywny smak orzechów oraz wyraźna słodycz. Nut Cracker to idealne piwo dla zwolenników #teamsłodyczka. Na finiszu pojawia się przyjemna kawa, która po chwili w połączeniu z aromatem orzechowym daje mega dziwny efekt, który mnie przypomina trochę marcepan. Goryczka palona, kawowa, umiarkowana. Alkohol niewyczuwalny, piwo jest świetnie ułożone. Wraz z ogrzewaniem dochodzą nuty mleczne – całość wtedy smakuje jak kawowo-orzechowe lody.
Wysycenie: Jak na risa – dość wysokie.

Uuu, jak to się mówi w niektórych rejonach Polski – Nut Cracker jest piwem orzechowym fest. Jest też słodko i to bardzo. Tak jak wyżej wspomniałem, całość wyszła dość dziwnie. Fakt, pijąc ten trunek ma się delikatne wrażenie sztuczności, głównie ze względu na intensywność doznań. Natomiast muszę przyznać, że przez pół roku od uwarzenia naprawdę bardzo dobrze się ułożyło. Alkohol, pomimo 10%, jest praktycznie niewyczuwalny. Zaryzykuję stwierdzenie, że Nut Cracker jest teraz w optymalnej formie – jeśli ktoś jeszcze ma go gdzieś skitranego, to spokojnie może go wypić. Ale ostrzegam – piwo jest zdecydowanie bezkompromisowe i nie każdemu posmakuje ;).

Cena: otrzymane w ramach współpracy ze szczecińskim sklepem Chmiel – Świat Piwa.