Piwna wizyta w Gdańsku [minirecenzje #610-620]

0
235

Choć Gdańsk odwiedziłem głównie z powodów rodzinnych – wujek mojej babci kończył równe 100 lat, to jednak nie mogłem nie odwiedzić tam kilku piwnych miejscówek. Niestety, nie wszystkie plany się udały, ale dzięki temu mam po co wracać do tego miasta :).

Podczas dwóch dni mojego pobytu odwiedziłem Pub Spółdzielczy, Browar Piwnica Rajców, Browar Piwna oraz – w drodze powrotnej – Stary Browar Kościerzyna. Poniżej zamieszczam swoje wrażenia z poszczególnych miejsc i całkiem sporo zdjęć :).

Pub Spółdzielczy

Tak się złożyło, że nocleg udało mi się załatwić na granicy Strzyży i Wrzeszcza w pobliżu Pubu Spółdzielczego. Już myślałem, że przez przedłużającą się imprezę rodzinną nie dam rady go odwiedzić, ale jednak jakoś się udało ;). I muszę przyznać, że idąc od strony wciąż rozbudowującego się Osiedla Garnizon (btw. ten, kto zaprojektował osiedle wyłącznie z płatnymi parkingami – nawet dla niepełnosprawnych – powinien smażyć się w piekle 😉 ), do Pubu Spółdzielczego wcale nie jest łatwo trafić, przez co trochę nadłożyłem drogi, zanim tam dotarłem. A zawitałem tam dopiero po godz. 23:00 przedostatniego dnia “czyszczenia kranów” przed remontem. Stąd też wybór piw lanych był naprawdę niewielki – na 22 krany pięć (a po chwili już tylko cztery – tyle też spróbowałem) były zajęte. Na szczęście żadnego z dostępnych wtedy piw nie piłem. No i każde z nich było w naprawdę korzystnych cenach.

#610: Inurino z kooperacji browarów Spółdzielczego i Palatum

Początkowo nie doczytałem, że to black IPA miało na tablicy dopisek “session” – zdziwiłem się więc, jakie to piwo jest lekkie i sesyjne. Idealne wręcz do sączenia w pubie. Zapamiętałem w nim nuty żywiczne i lekko cytrusowe, podszyte akcentami czekoladowymi i prażonymi. Do tego niskie wysycenie – to był dobry początek wieczoru ;).

#611: Ratownicze z Browaru Spółdzielczego

To przyjemne american pale ale z wyraźnie zaznaczoną, nieco długą na finiszu goryczką. Solidne apa, które jednak nie utkwiło mi jakoś szczególnie w pamięci.

#612: Supłowe z Browaru Spółdzielczego

To bardzo lekkie piwo (coś koło 2% alkoholu!) – zapamiętałem je jako bardzo mocno wytrawne, bez grama słodyczy. Przyjemnie chmielowe, z intensywną goryczką na finiszu.

#613: Mjolneer z Browaru Beergard

To debiut Browaru Beergard na moim blogu i… niestety nie do końca udany. Piwo było ciężkie od nut słodowych i karmelowych. W zapachu majaczyło coś niepokojącego, jakby lekka kiszonka. Chmielu w smaku i zapachu było niewiele – goryczka na finiszu intensywna, łodygowa i trochę zalegająca. Najsłabsze piwo wieczoru.

Nie mogłem się też powstrzymać przed zakupem jednej z wymrażanek, z których słynie Browar Spółdzielczy. Padło na leżakowaną w beczce po rumie Królową Lodu. Recenzja już wkrótce na moim blogu.


Dzień później przyszedł czas na zwiedzanie gdańskiej Starówki, czyli Głównego Miasta. Miałem nadzieję, że uda mi się zajść do któregoś z tamtejszych browarów – szczególnie, że Bartek Nowak z blogu MałePiwko.pl zachęcał mnie do odwiedzin Brovarni. Niestety czasu było niewiele, a i nie byłem sam – więc musiałem zgodzić się na pewne kompromisy, a tym samym zrezygnować z kilku ciekawych miejsc na mapie Gdańska. Zwiedzanie Gdańska rozpocząłem przed południem tradycyjnie od nabrzeża Motławy w okolicach zabytkowego żurawia. Niestety, gdy doszedłem do Brovarni – ta jeszcze była zamknięta i musiałem obejść się smakiem.

Piwnica Rajców

Gdy dotarłem na Długi Targ – główny plac starówki, otwarty na szczęście okazał się być inny gdański browar restauracyjny – Piwnica Rajców, zlokalizowana praktycznie przy samej fontannie Neptuna. Pech chciał, że w tym miejscu swoją demonstrację miały różnej maści dość specyficzne środowiska – od zielonych poprzez jakieś toksyczne komunistyczno-libertariańskie. Skutecznie zakłócali oni spokój (o ile o takowym można mówić w centrum dużego miasta). Naprawdę nie dało się tego słuchać, ale czego nie robi się dla piwnego kronikarstwa ;). Jako, że było bardzo ciepło, usiadłem w dość sporym ogródku na zewnątrz lokalu, do którego prowadziły niezbyt wygodne dla mnie schody. Stąd też niestety nie mam zdjęć z wnętrza Piwnicy Rajców, która jest zlokalizowana w bardzo ładnej kamienicy.

Zamówiłem sobie deskę degustacyjną składającą się z sześciu piw (weizen, pils, west coast IPA, new england IPA, marcowe oraz porter bałtycki) rozlanych do kufelków o pojemności 0,125 ml. Całość podana została na fajnej papierowej podkładce, na której można było znaleźć szczegółowe opisy poszczególnych piw. O dziwo, taka zabawa wcale nie była droga – cały zestaw kosztował 18 zł.

#614: Pszeniczne

Zaskakująco mało bananowy weizen, zdominowany przez fenole, głównie goździki. Niewielka ilość bananowej słodyczy w aromacie w rezultacie sprawił, że piwo sprawia wrażenie wodnistego i pustego. Przy mocniejszym ogrzewaniu wychodzi lekko siarkowy aromat, ocierający się o kanalizę.

#615: Pils

Jedno z dwóch najlepszych piw zestawu degustacyjnego. Czysty, lekki, delikatnie zbożowy, wytrawny, z wyraźną ziołową goryczką na finiszu. Aromat mało intensywny, ale czysty z ziołowym zacięciem.

#616: West Coast IPA

To nie jest west coast. Jak na ten styl piwo było zdecydowanie zbyt słodowe. W smaku było trochę takich dość słodkich cytrusów (miałem skojarzenie z mandarynką). Goryczka okej. Całość dość mocno psuł wyraźny diacetyl.

#617: Porter Bałtycki

Dobre piwo, choć więcej w nim stoutu niż porteru bałtyckiego. Było wyraźnie palone, kawowe i czekoladowe. Alkohol bardzo dobrze ukryty (no, ale w końcu to 20° Plato). Goryczka umiarkowana. Trunek ten mi smakował, choć jest nie do końca stylowy.

#618: New England IPA

Oj, tu w aromacie pojawiło się sporo odchmielowej cebuli, która zepsuła mi przyjemność z degustacji tej próbki. Piwo było zbożowe, mało soczyste. Goryczka niska.

#619: Marcowe

Tu zaskoczenie – märzen okazał się być najlepszym w mojej ocenie piwem zestawu. Był bardzo stylowy – czysty, wytrawny i opiekany, nieco biszkoptowy i karmelowy. Goryczka umiarkowana.


Browar Piwna

Ostatnim piwnym punktem, który odwiedziłem w Gdańsku był Browar Piwna. Niestety, szykowaliśmy się już powoli do odjazdu, dlatego też wszedłem do środka, aby cyknąć jakieś fotki i poprosić o próbki piw. Skończyło się na tym, że wziąłem wszystkie trzy dostępne piwa – Pils, Pszeniczne oraz Ciemne wziąłem w butelkach do domu – na dniach powinny pojawić się ich recenzje.

Tym, co przykuło moją uwagę w tym browarze, jest sposób umieszczenia warzelni – takiego jeszcze nie widziałem ;). Część warzelna zajmowała niewielką część powierzchni w centrum lokalu, ale za to na całej jego wysokości. Wyglądało to naprawdę interesująco.


Jeśli chodzi o Gdańsk to by było na tyle – do pozostałych browarów – PG4 oraz Lubrow – z powodu ich oddalenia od starówki nie udało mi się dotrzeć. W drogę powrotną do Szczecina wyruszyłem już o godz. 16:00, więc nie było też czasu odwiedzić któregoś multitapu, w tym polecanej tak często przez Was Pułapki.

Stary Browar Kościerzyna

W drodze powrotnej szukaliśmy jakiegoś miejsca na Kaszubach, w którym można by coś zjeść. Padło na Stary Browar Kościerzyna – i… niestety było to sporym rozczarowaniem. Zarówno pod względem piwnym, jak i kulinarnym.

Na obiad zamówiłem sobie pikantną zupę piwną z kurczakiem i boczkiem. Okazało się, że jest to zupa-krem, w którym nie żałowano ostrości – potrawa była wręcz ostra, a nie tylko pikantna. Poza tym samego piwa nie było w niej czuć. Ale muszę przyznać, że całość była smaczna.

Podobnie smaczne było drugie danie, które sobie zamówiłem. A był to pieczony dorsz z babką ziemniaczaną (grucholcem) z masłem śliwkowo rozmarynowym, kurkami oraz sosem z ogórków małosolnych. Całość mi całkiem nieźle smakowała, choć porcja była zdecydowanie zbyt mała jak na tę cenę (45 zł).

Z kolei sam wystrój lokalu bardzo mi się podobał – widać, że ktoś wpakował tam kupę hajsu i to w naprawdę przemyślany sposób.

#620: Pils

Oj, zdecydowanie nie był to pils. Słodowy, z aromatem mokrej szmaty i intensywnego diacetylu lager. Goryczki to tam nie było wcale – pod koniec piwo to było wręcz mulące. Ledwo zmęczyłem 0,33 litra.

Spróbowałem jeszcze kilka łyków weizena – tu już było lepiej. Był wyraźnie bananowy – dojrzałe banany zdominowały smak tego piwa. Mnie osobiście zabrakło fenoli, goździków praktycznie nie było wcale.


Patrząc na powyższe minirecenzje można by pomyśleć, że wyjazd pod względem piwnym był nieudany. Ja tak jednak nie uważam – choć nie zrealizowałem wszystkich moich planów, to zajrzałem tam, gdzie dotąd nie miałem okazji być. Traktuję to jako nowe doświadczenia i jestem z tego naprawdę zadowolony :).

Kilka innych zdjęć: