#266: Brasserie d’Orval – Orval Trappist

0
117

Orval“Kto ma rozum, niech liczbę Bestii przeliczy: liczba to bowiem człowieka. A liczba jego: sześćset sześćdziesiąt sześć.” (Ap. 13:18). Mój facebookowy fanpejdż zanotował właśnie 666 polubienie! Jest to liczba, którą na podstawie zacytowanego fragmentu biblijnej Apokalipsy św. Jana wielu interpretuje jako liczbę Szatana. Ja do nich nie należę, jestem zwolennikiem teorii, że dotyczy ona po prostu… człowieka. Na tę okazję jednak postanowiłem wybrać do degustacji piwo, które związane jest z Kościołem, czyli jedno z najlepiej znanych piw trapistów – tj. Orval TrappistBrasserie d’Orval.

Piwo w średniowieczu było bardzo popularnym napojem – głównie dlatego, że ze względu na obecność alkoholu było znacznie bezpieczniejsze niż często zanieczyszczona bakteriologicznie woda. Nic więc dziwnego, że w klasztorach, które były miejscem, do których ciągnęły pielgrzymki z bliższej i dalszej okolicy, szybko zaczęły powstawać browary, warzące na potrzeby zakonników i pielgrzymów. Produkcję piwa klasztornego ułatwiały liczne przywileje nadawane przez władzę świecką lokalnym strukturom kościelnym – stąd taki Paulaner, czy Franziskaner mógł być piwem pszenicznym (pszenica była zbożem, które w pierwszej kolejności było wykorzystywane do wypieku pieczywa). Dziś jako piwa klasztorne kojarzymy przede wszystkim piwa trapistowskie, ale wcześniej produkcją piwa zajmowały się najróżniejsze zakony.

Jak ważnym dla klasztorów trunkiem było piwo, pokazuje belgijskie piwowarstwo. Do dziś przetrwały tam style, które swój rodowód mają właśnie za klasztornymi furtami, a nie raz nawet za klauzurą. Zapewne już znacie takie gatunki jak dubbel, trippel, czy quadrupel – wszystkie one powstały właśnie za sprawą zakonników i każdy z nich miał inne zastosowanie. Powyżej nie wymieniłem tzw. piwa pojedynczego, które było de facto przefermentowaną wodą wysłodkową, pozostałą po mocniejszych piwach. I tak piwem mocniejszym (podwójnym) od pojedynczego był dubbel, który był serwowany braciszkom zakonnym. Tripel, czyli piwo potrójne, przygotowywane było na większe uroczystości, zaś quadrupel (poczwórne) na specjalne okazje, takie jak np. wizyty ważnych dostojników. Oczywiście jest to tylko jedna z teorii tłumaczących rodowód tych nazw – do innych należą choćby kwestie tego, ile razy trunek był poddawany (re)fermentacji, czy też ile razy podczas produkcji zacier był zacierany.

Tak jak wyżej wspomniałem – dziś pośród zakonów ze sztuki piwowarskiej najbardziej znani są trapiści. Jest to dość młody (bo XVIII-wieczny) odłam założonego w XI wieku Zakonu Cystersów. Jego pełna nazwa brzmi Zakon Cystersów Ściślejszej Obserwancji. Trapistowska reguła zakonna opiera się na bardzo ścisłym przestrzeganiu już i tak rygorystycznej reguły św. Benedykta. Obecnie piwo sygnowane specjalnym znakiem warzone jest bodaj w ośmiu klasztorach:

– Saint Benedictusabdij de Acheles Kluis – marka: Achel
– Abbaye Notre-Dame de Scourmont – marka: Chimay
– Abbaye Notre-Dame de Saint-Rémy- marka: Rochefort
– Abbey de Notre-Dame d’Orval – marka: Orval
– Abdij der Trappisten van Westamalle – marka: Westamalle
– De Sint-Sixtusabdij van Westvleteren – marka: Westvleteren
– Abdij Koningshoeven – marka: La Trappe
– Engelszell Abbey – marka: Gregorius

Aby browar mógł korzystać ze wspomnianego wyżej charakterystycznego znaku piwa trappistów, musi spełniać kilka warunków, które swego czasu bardzo fajnie wymieniła Dorota Chrapek na swoim blogu:

“1. Piwo musi być warzone w murach klasztoru Trapistów
2. Browar odgrywa w opactwie rolę drugorzędną – nie może być tak, że jest to opactwo w browarze, ale browar w opactwie
3. Piwo musi być warzone przez zakonników lub pod ich nadzorem
4. Dochód ze sprzedaży piwa jest przeznaczony na pokrycie kosztów życia mnichów, utrzymania budynków i przyległych terenów, a reszta przekazywana jest na cele charytatywne.”

Praktycznie każdy z nich warzy przynajmniej dwa różne piwa, dlatego pisząc o trappist ale, czy też o piwach trapistowskich ciężko mówić o konkretnym stylu – są one po prostu mocno zróżnicowane i czasami wręcz niepowtarzalne w skali światowej. Takim wyjątkowym piwem jest Orval – w klasztorze, w którym ono powstaje, produkuje się ponoć jeszcze jedno piwo – tj. Petit Orval. Jest to jasne belgijskie ale, do którego wg Wikipedii oprócz chmielu dodawana jest szałwia. Jego cechą charakterystyczną jest bardzo wysoka wytrawność i głębokość odfermentowania – słodyczy odsłodowej być w nim nie powinno. Dodatkowo niepowtarzalnego charakteru Orvalowi nadaje refermentacja w butelkach, do której używa się dzikich drożdży ze szczepu brettanomyces. Dzięki temu piwo to może być przechowywane latami, a i z czasem potrafi się wyraźnie zmienić za sprawą pojawiających się dzikich aromatów. Co ciekawe, dzięki długiej refermentacji zawartość alkoholu w Orvalu może się wyraźnie zwiększyć, bo aż o 2 punkty procentowe! Pojawiać się mogą też akcenty wiejskie, siana, stajni, spoconego konia, czy też skórzanego siodła.

Mój egzemplarz jest jeszcze dość młody, ponieważ otwieram go mniej więcej po roku od rozlewu. Browar jego minimalną trwałość wycenia na pięć lat.

Styl: belgian ale / trappist ale
Ekstrakt:
 12,5%
Alk. obj.:
 4,5%
IBU
b/d

Data przy­dat­no­ści: 18.08.2021

Kolor: Głęboko złote, przejrzyste.
Piana: Bardzo obfita, drobna, gęsta i śnieżnobiała. Po chwili zaczyna się dziurawić, choć i tak jest trwała. Zostawia całkiem ładny lejsing.
Zapach: Winny, delikatnie funky, fenolowy (przyprawowy).
Smak: Wytrawne, słodowość schowana. Piwo jest przede wszystkim owocowe – smakuje jak dobre białe wino wytrawne. Dzikości, o dziwo, jest niewiele – spodziewałem się, że będzie jej więcej. Pojawia się subtelna brzoskwinia. Na finiszu mamy typowo belgijską przyprawowość.
Wysycenie: Wysokie, szczypie w gardło.

Orval

Orval

Genialne piwo. Ani trochę nie dziwi mnie to, że jest uznawane za światową klasykę, którą każdy, kto interesuje się piwem powinien spróbować. Mamy tu naprawdę ogrom bogactwa smaków i aromatów, jednak miłośnikom piw dzikich polecałbym z degustacją poczekać dłużej niż ja. W mojej butelce nut brettowych było jeszcze stosunkowo niewiele. Niemniej Orval – nawet świeży – to i tak bardzo smakowity trunek.

Cena: 12 zł za 0,33 litra w szczecińskim sklepie specjalistycznym