OlanderSzczecin ponoć leży nad morzem – przynajmniej tak uważa jakieś 3/4 Polski ;). Choć do Morza Bałtyckiego ze Szczecina drogą jest jakieś 100 km, to wbrew pozorom twierdzenie to nie jest dalekie od prawdy, ponieważ jedna z głównych szczecińskich przepraw mostowych – Trasa Zamkowa – jest granicą obszaru uznawanego przez prawo za wewnętrzne wody morskie. Szczecin jest więc na stałe związany z morzem, w związku z czym co roku są organizowane różnego rodzaju imprezy to podkreślające – m.in. Dni Morza. Raz na kilka lat do Szczecina docierają także największe żaglowce świata w ramach finału regat The Tall Ship Races. Nic więc dziwnego, że powstały w maju 2016 r. Browar Okrętowy, który jest silnie związany ze Szczecinem przez jednego z piwowarów, kładzie nacisk na akcenty marynistyczne. Dziś na blogu zaprezentuję właśnie jedno z piw tego w miarę nowego na polskim rynku kontraktowca – Olander w nieznanym dotąd w Polsce stylu imperial skibsøl.

Browar Okrętowy, tak jak wyżej już wspomniałem, to inicjatywa kontraktowa, która ruszyła w maju tego roku. Jej założycielami są Mirosław Gałka i Maciej Piaszczyński, który wcześniej pracował jako piwowar w szczecińskim Wyszaku. Do tej pory wypuścili całkiem sporo, bo aż 7 piw, z których każde zostało nazwane, czy to nazwą rodzaju statku, czy też imieniem konkretnej łodzi. Do tego muszę przyznać, że etykiety Browaru Okrętowego naprawdę podobają mi się – są naprawdę świetnie. Głównym motywem każdej z nich jest tytułowy statek, przedstawiony na rysunku w formie przypominającej szkic. Na etykiecie w kilku zdaniach przybliżane są historia i przeznaczenie danego statku, a także krótki opis stylu piwa. Wygląda to naprawdę dobrze.

Dobra, wystarczy już tego gadania – czas skupić się na recenzowanym dzisiaj piwie. Przez twórców zostało ono przypisane do duńskiego, historycznego i praktycznie obecnie już zapomnianego stylu skibsøl, a raczej do jego imperialnej wersji. O oryginale w sumie wiadomo niewiele poza tym, że było to tzw. piwo okrętowe – tj. takie, które było spożywane przez marynarzy na morzu. Tak jak większość ówczesnych piw, z uwagi na sposób suszenia słodu, było wędzone, a do tego z niską zawartością alkoholu (2,5-3%). Jest więc wielce prawdopodobne, że w pewnym stopniu (poza barwą, bo skibsøl było ciemne) mogło przypominać znane nam współcześnie piwo grodziskie. Styl ten zachował się w Dani aż do początku lat 80 XX wieku, po czym zniknął z piwnej mapy Europy. Kilkanaście lat później został reaktywowany przez duński browar Refsvindinge, który od tamtej pory przez długi czas był jedynym komercyjnym producentem warzącym to piwo. Browar Okrętowy postanowił stworzyć jego mocniejszą, imperialną wersję. Oprócz zastosowania słodu wędzonego efekt swoistej historycznej patyny osiągnięto przez dodanie do piwa płatków dębowych z beczki po koniaku. Zatem piwo może okazać się naprawdę intrygującym, ale o tym, czy będzie tak w rzeczywistości, przekonam się za chwilę.

zrzut-ekranu-2016-10-24-10-34-38
fot. Youtube

A to dlatego, że nie sposób pominąć tematu tytułowego s/y Olandra – statku, który być może znany jest szczecinianom. Jego historia zaczęła się już w 1931 r. w duńskiej stoczni, gdzie został zaprojektowany jako kuter rybacki, wybudowany i zwodowany. Po prawie 50 latach trafił w ręce niemieckiego armatora, gdzie pozostał na kolejne 20 lat mimo kilkukrotnemu zmienianiu właściciela. Na początku XXI wieku w niejasnych okolicznościach zatonął w Szczecinie, a konkretnie w pobliżu przystani w Szczecinie-Dąbiu. W 2008 r. znalazła się grupa pasjonatów, która statek wydobyła i wyremontowała, przebudowując go na tzw. kecz gaflowy. A dlaczego wyżej napisałem, że s/y Olander być może znany jest szczecinianom? A no dlatego, że regularnie bywa w tym mieście, choćby z okazji Dni Morza.

Kecz – typ osprzętu żaglowego, oraz współczesny typ żaglowca noszącego ten osprzęt. Dwumasztowy (grotmaszt, bezanmaszt), o pierwszym maszcie wyższym, noszący na wszystkich masztach ożaglowanie skośne, tylny maszt znajduje się w obrębie konstrukcyjnej linii wodnej. Wikipedia

A, mało brakowało, żebym zapomniał – dla kronikarskiego obowiązku wspomnę jeszcze tylko, że Olander został (choć – patrząc na parametry – niezbyt intensywnie) nachmielony dwiema odmianami chmielu: Magnum oraz Saaz.

Styl: imperial skibsøl
Ekstrakt:
 14%
Alk. obj.:
 5,6%
IBU:
 30

Data przy­dat­no­ści: 26.01.2017 r.

Kolor: Ciemnobrązowe, pod światło czerwonawe. Raczej klarowne.
Piana: Średnia, barwy przybrudzonej bieli. Dość szybko dziurawi się i opada do cienkiej, nierównej warstwy. Nie zostawia lejsingu.
Zapach: Karmelowy (mam tu na myśli twardy karmel), słodowy, lekko podwędzany, z nutami podpiekanymi, tostowymi.
Smak: Słodowy, karmelowy, delikatnie owocowy i wędzony. Sporo ciemnych nut znanych z piw warzonych na słodzie monachijskim. Owocowość przypomina tę znaną z brandy, albo koniaków – więc być może jest to efekt dodania płatków drewnianych z beczki po koniaku. Na drugim planie ujawniają się (niezbyt intensywnie) nuty drewnianych, choć są one bardzo dobrze wpasowane w całokształt piwa. Goryczka niska, piwo jest na finiszu lekko cierpkie – zapewne za sprawą garbników z drewna.
Wysycenie: Niskie, przyjemne i odpowiednie dla tego stylu.

Olander

Olander

Smaczne piwo, które może być scharakteryzowane w sumie tylko jednym słowem – balans. Ani słodowość, ani karmel, wędzonka, ani też beczka w żaden sposób nie dominują piwa. Ewidentnie są jego jedną z wielu części składowych. Jakbym miał się do czegoś przyczepić, to przyczepiłbym się do minimalnie zbyt schowanych w smaku płatków drewnianych, których musiałem się dość mocno doszukiwać. Olander jest jednak piwem bardzo ciekawym, choć ja osobiście żałuję, że Browar Okrętowy nie pokusił się uwarzyć skibsøl w wersji regularnej, a nie imperialnej. Ciemne, bardzo lekkie, wędzone piwo z dodatkiem płatków dębowych – to mógłby być hit ;). Podsumowując – Browar Okrętowy zaliczył bardzo udany debiut na moim blogu :). Gratuluję!

Ocena: 4,1/5
Cena: otrzymane w pre­zen­cie