Be Like MitchMniej więcej pół roku temu w Lęborku otwarty oficjalnie został browar stacjonarny AleBrowaru. Jak dotąd wszystkie recenzowane u mnie piwa autorstwa tego jednego z najbardziej znanych polskich browarów kraftowych były uwarzone jeszcze za czasów „kontraktowych” (nie licząc mini recenzji w relacji z Beer Geek Night). Obiło mi się o uszy, że na początku opanować nową warzelnię nie było łatwo i pierwsze warki wychodziły różnie. Teraz powinno być już lepiej, a sprawdzę to przy okazji degustacji american wheat o nazwie Be Like Mitch

Z czym kojarzy Wam się imię Mitch? Jeśli oglądaliście w latach 90. telewizję, to być może jednym ze skojarzeń będzie amerykański serial, opowiadający o perypetiach ratowników wodnych. Jedną z głównych ról grała tam Pamela Anderson, zaś tytułowego (w kontekście piwa) Mitcha – David Hasselhoff. Serial ten produkowany był przez Amerykanów przez ponad dekadę i u niektórych do dziś ma status kultowego. Tak więc na etykiecie Be Like Mitch mamy karykaturalny rysunek ratownika – z charakterystyczną boją w ręku i z… kołem ratunkowym w kształcie kaczki na biodrach ;). Postać ta jest mocno szczegółowa i naprawdę fajnie narysowana :).

A czego możemy się spodziewać w środku butelki? Jest to american wheat, czyli mocno chmielone po amerykańsku ale, z pszenicznym zasypem. Jako, że słód pszeniczny jest raczej neutralnym smakowo surowcem – wnosi jedynie charakterystyczną zbożowość, to styl ten charakteryzuje się mocnym podkreśleniem aromatów chmielowych. Wbrew tego, co niektórzy sądzą, w tego rodzaju piwach nie powinno być ani bananów, ani goździków charakterystycznych dla weizenów, a które to są efektem użycia specjalnego szczepu drożdży. Jednocześnie american wheat powinno być nachmielone przede wszystkim na aromat, goryczka powinna być stonowana. Wszystko to sprawia, że styl ten jest uważany jest za dość łatwy w odbiorze nawet dla osoby nie mającej większego doświadczenia z ciekawszymi piwami. Potwierdza to etykieta Be Like Mitch – mamy na niej oznaczenie goryczki w formie skali – AleBrowar ocenia ją jako 2/8. Na koniec wspomnę jeszcze o użytych chmielach – jak czytamy na butelce, są to: Citra, Amarillo, Simcoe oraz Cascade, a zatem amerykańska nowofalowa klasyka ;).

Tak dla formalności potwierdzę Wam jeszcze, że jest to partia, która już jakiś czas temu trafiła do sieci sklepów Lidl, gdzie zresztą swój egzemplarz zakupiłem.

Styl: american wheat
Ekstrakt:
 11,6%
Alk. obj.:
 4,4%
IBU
b/d (skala na butelce: 2/8)

Data przy­dat­no­ści: 07.02.2018

Kolor: Złote, umiarkowanie zmętnione.
Piana: Obfita, początkowo drobna, ale szybko zaczyna się dziurawić i strzępić. Pokaźna warstwa utrzymuje się do końca. Zostawia ładny lejsing.
Zapach: Be Like Mitch pachnie bardzo ładnie – zapach jest mega owocowy, rześki. Dużo cytrusów, trochę żywicy, ale głównie są to cytrusy.
Smak: Od razu czuć, że Be Like Mitch ekstraktem nie grzeszy. Choć chmielu jest w nim naprawdę sporo i to on jest dominantą, to tak poza tym piwo jest wodniste. Podbudowy słodowej jest niewiele, głównie cytrusowa chmielowość i żywiczna, całkiem wyraźna goryczka.
Wysycenie: Niskie. Za niskie jak na styl. Być może odgazowało się przy nalewaniu, podczas którego obficie się pieniło.

Be Like Mitch

Głównym grzechem tego piwa jest jego wodnistość, pustka w smaku. Be Like Mitch pachnie bardzo ładnie, smak natomiast rozczarowuje. Może warto byłoby dodać do tego piwa np. płatków pszennych, które wniosłyby do smaku trochę treściwości. A tak dostaliśmy poprawne, całkiem orzeźwiające, cytrusowe piwo, które jednak niczego nie urywa. A szkoda – spodziewałem się czegoś więcej.

Ocena: 4,0/5
Cena: 6,99 zł za 0,5 litra w markecie