Jopejskie

Imieniny to dla mnie dzień nieporównywalnie ważniejszy niż urodziny, które to co roku przypominają u nieubłaganym upływie czasu ;). Co prawda, trochę wbrew tradycji obchodzę imieniny przed urodzinami – po prostu świadomie wybrałem sobie patrona ;). No, ale ja nie o tym chciałem pisać. W związku z imieninami postanowiłem napić się czegoś specjalnego, a już od dłuższego czasu w mojej szafce “uśmiechało się” do mnie najdroższe jak dotąd chyba polskie piwo, czyli Jopejskie z Browaru Olimp. Kosztowało mnie ono skromne 40 zł za 100 ml :).

Jopejskie to niesamowicie interesujący historyczny styl, wywodzący się z Gdańska. Niestety nie przetrwał on do naszych czasów i obecnie trwają próby jego odtworzenia na podstawie strzępków informacji, jakie znaleźć można w źródłach historycznych. Najprawdopodobniej charakteryzowało się bardzo wysokim ekstraktem, sięgającym nawet 45-55° Plato. Konsystencją więc przypominało gęsty, słodki syrop, który nie był spożywany samodzielnie, a raczej wykorzystywany jako dodatek uszlachetniający do słabych, lekkich piw.

Choć prób odtworzenia piwa jopejskiego na małą skalę było już trochę – głównie przez browary domowe, ale ta jest pierwszą na tak dużą skalę. Jednocześnie wypuszczono na rynek 5 tys. niewielkich, 100-mililitrowych buteleczek, zalakowanych i opakowanych w kartonik. Nalano do nich piwo o imponujących parametrach – dzięki 24-godzinnemu gotowaniu udało się osiągnąć ekstrakt początkowy na poziomie aż 45° Plato. Wydawałoby się, że oznaczać to będzie również wysoką zawartość alkoholu (w “zwyczajnych” piwach ta oscyluje zwykle około połowy wartości ekstraktu). Tu jednak jest inaczej, bowiem Jopejskie z Olimpu odfermentowało “jedynie” do 8,5% . A wszystko przez to, że Jopejskie jest piwem fermentacji spontanicznej i mikroby miały duuuże problemy z fermentowaniem tak słodkiej i gęstej brzeczki. Zapowiada się więc gęsty słodki syrop piwny. Czegoś takiego nie miałem jeszcze okazji próbować, więc tym bardziej jestem podekscytowany :).

Styl: jopejskie
Ekstrakt:
 45° Plato
Alk. obj.:
 8,5%
IBU:
 b/d

Data przy­dat­no­ści: 12.2020

Kolor: Bardzo ciemnobrązowe, nieprzejrzyste. Zostawia zabarwiony ślad na ściankach kieliszka.
Piana: Praktycznie nie istnieje.
Zapach: Dużo miodu, suszonych owoców, wpadających w nuty winne. Bardzo zawiesisty. Przypomina miód pitny z dodatkiem owoców.
Smak: Mega intensywne. Jopejskie to trunek bardzo słodki, zawiesisty, gęsty, wręcz syropowaty, konsystencji syropu na kaszel. Jest też sporo nut dzikich, takich, owocowych, wiśniowych, winnych, trochę kwaskowatych i cierpkich. Może odrobinę sosu sojowego (ale na niego nie jestem wyczulony). Na finiszu nieco ziołowej goryczki, która przez chwile pozostaje na podniebieniu. Alkohol jest obecny, ale nie przeszkadza – chociaż prawdę mówiąc, spodziewałem się, że będzie lepiej ukryty.
Wysycenie: Niskie.

Jopejskie
Jopejskie

Imponujące piwo. W niektórych recenzjach Jopejskiego pojawiają się sygnały o wyraźnym aromacie i smaku sosu sojowego, który bywa efektem utleniania się trunku. W swojej butelce niczego takiego jednak nie zauważyłem – być może dlatego, że sos sojowy lubię. Ale wątpię. Poza tym jest naprawdę potężnie i intensywnie – tak gęstego piwa zapewne długo nie spróbuję ;). Zdziwił mnie trochę wyraźny alkohol, miałem wrażenie, że jest go więcej niż te 8,5%. Pomimo niewielkiej objętości butelki, radzę to piwo pić na dwie osoby – gwarantuję, że 100 ml spokojnie wystarczy. Wypiłem około 60 ml, a resztę zostawiłem na później i włożyłem do lodówki. Zdecydowanie nie żałuję ani złotówki wydanej na to piwo :).

Jest to pierwsze tego rodzaju piwo, które mam okazję próbować, zatem w ocenie zostawiam sobie margines na kolejne, jeszcze lepsze interpretacje jopejskiego :).

Cena: 40,80 zł za 100 ml w polickich delikatesach

PRZEGLĄD RECENZJI
Ocena:
90 %
Poprzedni artykułNiebawem nowe 1 na 100 z Kormorana
Następny artykułWieści mijającego tygodnia #119
Nazywam się Jakub Siusta. Jestem rodowitym poli­cza­ni­nem, pocho­dzę więc z obsza­ru, które wciąż pozo­sta­je piwną pusty­nią na mapie Polski – zarów­no pod wzglę­dem dzia­ła­ją­cy­ch bro­wa­rów i ini­cja­tyw kon­trak­to­wy­ch, jak rów­nież pod wzglę­dem cie­ka­wy­ch loka­li i wyda­rzeń oko­ło­piw­ny­ch. Dlatego na moim blogu mam zamiar posta­wić na pro­mo­cję tego wszyst­kie­go, co dzie­je się w samym Szczecinie, ale także na zachod­nio­po­mor­skiej sce­nie piw­nej.