Rodenbach Grand CruMedale na World Beer Awards przez trzy lata pod rząd (2014, 2015 i 2016), w tym dwa złote i jeden brązowy, to tylko wycinek konkursowego dorobku piwa Rodenbach Grand Cru, warzonego przez belgijski Browar Rodenbach. To właśnie to piwo postanowiłem otworzyć z okazji drugich urodzin mojego bloga. Pod tą marką sprzedawanych jest kilka wariantów trunku w stylu określanym jako flanders red ale. Jest to jeden z tych gatunków, które z uwagi na swoją specyfikę wciąż są dość rzadko warzone. Innym znanym jego przedstawicielem jest recenzowane już przeze mnie Duchesse de Bourgogne, które swego czasu zrobiło na mnie naprawdę duże wrażenie.

Flanders red/brown ale należy do szerokiej rodziny piw kwaśnych. Wszystko dzięki tradycyjnemu sposobowi produkcji, opartemu na leżakowaniu piwa w ogromnych drewnianych kadziach, zwanych w języku niderlandzkim jako foeder. W tych dużych beczkach, dzięki zaszczepionym w nich mikroorganizmom, poddawane jest fermentacji mieszanej. Później, wzorem lambików, młode piwo jest w odpowiednich proporcjach blendowany jest z długo leżakowanym. W ten sposób powstają trzy różne warianty tego piwa. Pierwszym i najbardziej podstawowym jest Original, który składa się w 75% z młodego piwa. Pozostałą część stanowi 2-letni Rodenbach. Z kolei w wersji Grand Cru mamy już około 66-67% leżakowanego dwa lata piwa. Wariant Vintage to z kolei już wyłącznie długo leżakowany flanders. Są też jeszcze wersje z dodatkami: Alexander to Grand Cru leżakowane z wiśniami, natomiast do Rosso dodawane są: żurawina, maliny oraz wiśnie. Jest jeszcze Caractère Rouge, która ma analogiczne do Rosso dodatki, jednak jest nieblendowanym długo leżakowanym piwem.

Dzięki charakterystycznemu sposobowi produkcji piwo to ma niepowtarzalny charakter – w smaku i zapachu jest czymś zbliżonym do mniej lub bardziej wytrawnego czerwonego wina. Stopień słodyczy zależy od zawartości młodego piwa, które nie zdążyło jeszcze do końca dofermentować, przez co ma w sobie sporo cukrów resztkowych. Zakładam, że jest to też sposób na dogazowanie piwa w butelce, ponieważ obecne w niej drożdże dojadają dostarczone wraz z młodym trunkiem cukry, produkując dwutlenek węgla oraz tym samym skutecznie konserwując ten wyjątkowy produkt.

Jeśli chodzi o Browar Rodenbach, który współcześnie należy do PALMa, to jest on położony w miejscowości Roeselare, pomiędzy Brugią i Kostrijk. Sam browar został założony w 1836 r. przez Pedro Rodenbach. Obecnie używa się w nich aż 294 drewnianych kadzi, z czego niektóre z nich liczą sobie nawet 150 lat!

Rodenbach Grand Cru jest w zasadzie trzecim piwem w tym stylu, które mam okazje spróbować. Pierwszym z nich był Grand Champion z 2015 r., czyli Red Roeselare Ale Cieszyńskie. Drugim zaś wspomniane już wyżej rewelacyjne Duchesse de Bourgogne.

Styl: flanders red ale
Ekstrakt:
 b/d
Alk. obj.:
 6%
IBU:
 b/d

Data przy­dat­no­ści: 25.04.2019 r.

Kolor: Czerwone, wpadające w rubin. Pod światło w pomarańcz. Przejrzyste.
Piana: Całkiem ładna, dość obfita i drobna. Niestety głośno syczy i szybko opada. Zostawia śladowy lejsing.
Zapach: Czerwone owoce, czerwone wino, wyraźna dzikość.
Smak: Wow. Na pierwszym planie pojawia się wyraźna kwaśność, do której język po chwili się przyzwyczaja. Piwo zaczyna się wtedy dość słodkie, jak na sour ale. Dominować wówczas zaczynają czerwone owoce – wiśnie, maliny, winogron, wpadające w posmak czerwonego wina. Finisz cierpki – zarówno od beczkowych tanin, jak i od brettów. Goryczki brak.
Wysycenie: Wysokie.

Rodenbach Grand Cru

Klasyka. I to naprawdę bardzo dobra. Mam jednak wrażenie, że Rodenbach Grand Cru, w porównaniu do Duchesse de Bourgogne jest piwem słodszym. Jak dla mnie kwaśność mogłaby być większa ;). Niemniej dla mnie piwo jest fenomenalnie pijalne i żałowałem, że zdecydowałem się kupić jedynie małą buteleczkę tego zacnego trunku. Jest to jedno z tych piw, które każdy beer geek powinien spróbować. Szacun, mości Belgowie!

Cena: 10-12 zł za 0,33 l w sklepie specjalistycznym Chmiel – Świat Piwa.