Projekt 30 #3

Browar Maryensztadt W styczniu ubiegłego roku ruszył z ambitnym projektem, nazwanym po prostu Projektem 30. Polega on na warzeniu piw o ekstrakcie zbliżonym do 30° Plato, które później trafiają do ślicznych butelek zamykanych korkiem. Jak dotąd na rynku pojawiły się: imperialny porter bałtycki, barley wine oraz wee heavy leżakowane w beczce po szkockiej torfowej whisky Laphroaig. To ostatnie piwo zostało oznaczone jako Projekt 30 #3 i dzięki uprzejmości Kamili Asztemborskiej z Browaru Maryensztadt mam okazję trunek spróbować. A że akcenty peated bardzo lubię – zarówno w piwie, jak i w whisky – to w szczególny sposób ostrzę sobie na nie zęby.

Wee heavy, inaczej zwane scotch strong ale, to stosunkowo mało znany i niezbyt popularny styl piwa. Jest to pochodzący ze Szkocji gatunek, należący do dość pokaźnej rodziny strong ale’i. Wg Wikipedii wee heavy to XIX-wieczna szkocka odpowiedź na inne brytyjskie mocne ejle oraz barley wine. Jest to piwo przede wszystkim słodowe, w którym chmiel nie powinien grać praktycznie żadnej roli. Dzięki fermentowaniu brzeczki oraz późniejszemu leżakowaniu piwa w dość niskich jak na górną fermentację temperaturach, styl ten charakteryzuje się dość czystym profilem, bez fenoli oraz ze słabo wyczuwalnymi estrami. Nie oznacza to jednak, że w wee heavy nie znajdziemy nut owocowych – te pojawiają się wraz z utlenianiem się piwa.

Wielu beer geekom ten scotch strong ale kojarzy się głównie z torfowością. No, bo przecież Szkoci znani są, że z braku innego surowca, do suszenia słodów wykorzystywali właśnie torf. No, ale oficjalne opisy tego stylu wspominają, że posmaki torfowe powinny być co najwyżej słabe, a oryginalnie wcale być ich nie powinno. W nowoczesnych intepretacjach wee heavy coraz częściej sięga się po słody peated, albo… po leżakowanie w beczkach po torfowych whisky, z których słynie Szkocja. I właśnie z tym drugim podejściem mamy do czynienia w przypadku piwa Projekt 30 #3, które – jak wspomniałem w leadzie – trafiło do beczek po jednej z najsłynniejszych na świecie whisky, czyli Laphroaig, która należy do najbardziej torfowych.

Whisky Laphroaig ponoć można albo kochać, albo nienawidzić – nie można być po środku. Coś podobnego stwierdził nawet swego czas dyrektor gorzelni produkującej ten trunek. Wśród jego miłośników jest ponoć sam panujący obecnie książe Walii Karol. Ba, jest to jego ulubiony single malt. Początki historii gorzelni Laphroaig datuje się na początek XIX wieku i początkowo, w wyniku perturbacji rodzinnych była ona powiązana z sąsiednią gorzelnią Lagavulin. Praktycznie od samego początku była ceniona przez brytyjskich lordów. Uważano, że ma ona zdrowotne właściwości, dlatego też Laphroaig znalazł się wśród nielicznych alkoholi, które mogły być legalnie importowane do Stanów Zjednoczonych podczas panującej tam w latach 1919-1933 prohibicji. Swój intensywnie torfowy aromat, opisywany jako aromat szpitala, jodyny, smoły i dymu, whisky ta zawdzięcza trwającemu 12-15 godzin suszeniu słodu jęczmiennego w dymie torfowym. Większość z produkowanego przez Laphroaig trunku leżakuje w beczkach po bourbonie. 

Projekt 30 #3 to potężne piwo o ekstrakcie aż 32,2° Plato – jest to w zasadzie górna granica przewidziana dla wee heavy. Z tej bardzo gęstej brzeczki udało się wyciągnąć ponad 11,5% alkoholu, więc nie jest to w kij dmuchał. Do nachmielenia tego piwa został użyty polski chmiel Iunga. 

Styl: wee heavy Laphroaig whisky barrel aged
Ekstrakt:
 32,2° Plato
Alk. obj.:
11,63 %
IBU:
 b/d

Kolor: Ciemnobrunatne, przy nalewaniu brunatne, z rubinowymi przebłyskami. W miarę przejrzyste. 
Piana: Niska, drobna, o kremowej barwie. Błyskawicznie opada do obrączki. 
Zapach: Sporo nut torfowych, okraszonych akcentami karmelowymi i owocowymi – głównie są to suszone ciemne owoce. 
Smak: Jest słodko i to bardzo, wpadające wręcz w ulepek, w miód pitny. Piwo jest treściwe, gładkie i aksamitne, przypomina nieco wino deserowe. Dominują daktyle, z figowymi i rodzynkowymi akcentami. Jest też sporo karmelu. Jednocześnie Projekt 30 #3 to piwo wyraźnie torfowe, z aromatem kojarzącym się z gorącym asfaltem, czy też spaloną izolacją kabli. Finisz wyraźnie goryczkowy – goryczka intensywna, trochę długa i nieco tępa. Piwo smakuje, jakby było wymrażane. Alkohol delikatnie rozgrzewa przełyk.
Wysycenie: Niskie

Projekt 30 #3

Jeśli chodzi o wee heavy, to nie mam dużego doświadczenia w degustacji piw w tym stylu. W 2,5-letniej historii mojego bloga jak na razie zrecenzowałem tylko jedno, a mianowicie Smog z Pracowni Piwa, który również był torfowym przedstawicielem swojego gatunku. W przypadku Projekt 30 #3 otrzymujemy wszystko to, co było obiecywane. Jest więc dużo słodowej słodyczy, jest trochę owoców, a także wysoka treściwość i gładka tekstura. Czuć, że mamy do czynienia z mocarzem. Tym, co wyróżnia Projekt 30 #3 spośród innych scotch strong ale’i jest dość intensywne jak na ten styl chmielenie – goryczka chmielowa okazała się wyraźna i dobrze kontrowała słodową słodycz. W zasadzie poza zbyt szybko znikającą pianą nie mam się do czego przyczepić. Krótko mówiąc, jest to bardzo dobry przykład torfowego wee heavy.

Cena: piwo otrzymane w ramach współpracy z Browarem Maryensztadt