Framboise Boon

Uwielbiam maliny – to moje ulubione owoce, bez których nie wyobrażam sobie letnich miesięcy. Potrafię zjeść ich całą kobiałkę za jednym posiedzeniem ;). Niestety o dobre piwo malinowe nie jest prosto – wiele browarów (szczególnie tych większych) używa słabej jakości syropów malinowych (które z malinami nie mają zbyt wiele wspólnego), a nie soków. Przez to trunki te są po prostu niesmaczne. Takim wyjątkiem od reguły są framboise, czyli lambiki, do których dodawane są właśnie maliny. Dziś jedno z takich piw, a dokładnie zajmę się pochodzącym z belgijskiego Browaru Boon Framboise Boon.

Belgijski Browar Boon już kilkukrotnie pojawił się na łamach portalu Chmielnik Jakubowy. Po raz pierwszy było to chyba za sprawą kooperacji zawiązanej razem z Browarem Fortuna, której owocem był dość kontrowersyjny, jak się okazało, kwas Wild Sour Pigwa (chociaż ja osobiście chciałbym, aby to piwo wróciło na rynek). Dlaczego mimo wszystko kontrowersyjny? Otóż finalnie piwo to okazało się dość słodkim, co nie spodobało się miłośnikom niesłodzonych lambików. Zresztą ja też cenię właśnie te, do których nie dodano cukru na dosłodzenie lub innego słodzika. No i w przypadku recenzowanego dziś Framboise Boon zaliczyłem właśnie wtopę, ponieważ byłem przekonany, że jest to wariant oude, czyli niedosładzany. Gdy butelka tego piwa przyszła do mnie kurierem szybko okazało się, że się myliłem – w składzie obecny jest niestety cukier. Drugim zaskoczeniem była dla mnie obecność składzie… wiśni, charakterystycznych dla innego rodzaju owocowego lambika – krieka. No, ale jakoś to przeżyje – według informacji na stronie wiśnie stanowią 5% piwa, natomiast maliny – 25%. Reszta to tradycyjnie przygotowywany lambik.

Dla przypomnienia poświęcę jeszcze kilka słów na to, czym ten wspomniany już kilkukrotnie wyżej lambik jest. Otóż jest to piwo fermentowane spontanicznie. Styl ten powstał w okolicach Brukseli, gdzie w pobliżu płynącej tam rzeki Zenne występują ponoć najlepsze warunki do tego rodzaju fermentacji. Polega ona na naturalnym, samoistnym zaszczepianiu wylanej na specjalne tace chłodnicze brzeczki żyjącymi w powietrzu mikroorganizmami, wśród nich są dzikie drożdże, bakterie i pleśnie. W rezultacie, po długiej fermentacji w tzw. foederach (czyli ogromnych drewnianych kadziach) i leżakowaniu otrzymuje się przyjemnie kwaśne piwo, w którym często spotyka się dość niespodziewane dla wielu nuty aromatyczno-smakowe, kojarzące się z sianem, spoconym koniem, stajnią itd. Niektórzy to uwielbiają, inni nienawidzą. Specjaliści od lambików twierdzą jednak, że te akcenty nie są przez nich pożądane. Nie powinno ich być w dobrej jakości lambiku. Przed rozlewem długo leżakowane piwo jest w odpowiedniej propocji mieszane z młodym, dzięki czemu zawartość butelki nagazowuje się.

Framboise Boon jest dostępne w ładnych, szampańskich butelkach, choć co prawda zielonych – no, ale w lambikach chmiel jest w ilościach homeopatycznych,, zamykanych korkiem. W moje łapki wpadł akurat rocznik 2018 z datą przydatności do spożycia do października przyszłego roku.

Skład piwa Framboise Boon:

woda, wiśnie, słód, pszenica, maliny, cukier, drożdże.

Piwo niepasteryzowane, niefiltrowane.

Parametry piwa Marcowe:

Styl: framboise
Ekstrakt:
 b/d
Alk. obj.:
 5%
IBU:
 b/d
Hop rate: b/d

Data przydatności: 29.10.2021

Kolor: Czerwone, wpadające w róż – typowo malinowy. Lekko opalizujące, praktycznie klarowne.
Piana: Ładna, drobna i gęsta. Sycząca – dość szybko redukuje się do obrączki i nieregularnej wyspy.
Zapach: Intensywnie malinowy, kojarzący się ze świeżo wyciśniętym sokiem malinowym, jogurtem malinowym. Dzikość jest obecna, ale mało intensywna, gdzieś w tle.
Smak: Od razu czuć, że to dosładzane framboise. Nie jest to jednak ulep – słodycz jest raczej delikatna, dobrze wkomponowana i kompensująca kwasowość. Framboise Boon jest – jak na lambika – mało kwaśne, łagodne. Dominują maliny, może jogurt malinowy (pewnie za sprawą obecnego w trunku kwasu mlekowego). Nut typowo dzikich skórzanych, końskich, czy też owocowych (brzoskwiniowych) nie wyczuwam. Goryczki brak.
Wysycenie: Niskie.

Framboise Boon

Gdyby nie dodatek cukru, byłoby to naprawdę niezłe framboise. Słodycz jest wyraźna, ale na szczęście nie przytłaczająca. Jednak maliny dominują trunek, przez co samego lambika tu nie bardzo czuć. To mnie nieco zawiodło, szczególnie że kwasowość też nie była jakaś przesadna. Ot, przyjemne owocowe piwo, które będzie łatwe w odbiorze nawet dla tych, którzy nie są zaznajomieni z piwami fermentacji spontanicznej. Dla mnie Framboise Boon chyba jednak jest zbyt uładzone – w tego rodzaju trunkach poszukuję jednak “pazura” i wyraźnej kwaśności.

Cena: 24 zł za 0,375 litra w sklepie internetowym