Gdy Browar Fortuna ogłosił, że uwarzył piwo z legendarnym Boonem – belgijskim browarem warzącym lambiki, wszyscy byli zaskoczeni. Gdy jednak ogłoszono, że owocem tej współpracy będzie miks lambika, jasnego lagera i soku jabłkowo-pigwowego, entuzjazm wielu beer geeków nieco ostygł. Pojawiły się głosy, że jest to profanacja klasyki, że piwo będzie na pewno przesłodzone i w ogóle cała para poszła w gwizdek. Jak dotąd nie miałem okazji sprawdzić, czy ma to odzwierciedlenie w rzeczywistości. Ale oto jest – w końcu przyszła kolej na Fortunę Wild Sour Pigwa :).

Lambik to produkt regionalny – jest warzony jedynie w dolinie rzeki Zenne, w okolicy Brukseli. Tylko tam ponoć panują odpowiednie dla fermentacji spontanicznej warunki, dzięki którym możliwe jest osiągnięcie takiego, a nie innego warunku. W skrócie polega to na tym, że brzeczka jest przetaczana do specjalnych zbiorników, gdzie zostawiana jest na jakiś czas przy otwartych oknach, co pozwala na jej zaszczepienie mieszanką dzikich drożdży i bakterii. Dzięki temu powstaje kwaśne piwo z nutami charakterystycznymi dla brettów – owoce, siano, stajnia, końska derka. Proces dojrzewania lambika trwa kilka lat i najczęściej starsze roczniki są kupażowane z młodszymi. Przede wszystkim zabieg ten dostarcza do gotowego piwa cukrów resztkowych, które nie zostały jeszcze zjedzone, a które są potem wykorzystywane w refermentacji w butelce i nagazowaniu trunku.

Browar Boon od 1975 r. należy do rodziny Boon, choć początku tradycji browarniczych sięgają tam XVII wieku. W 2014 r. połowa udziałów została sprzedana koncernowi PALM. Boon specjalizuje się w różnego rodzaju lambikach – z których, oprócz geuze chyba najbardziej znanym i najłatwiej dostępnym jest kriek, czyli piwo z dodatkiem wiśni. Co ciekawe, przy okazji wywiadu z Tomkiem Kopyrą, Frank Boon wspomniał, że owoce te sprowadza… z Polski :).

Browar Fortuna dla wielu z Was, którzy zaczęli interesować się piwem w czasach przed piwną rewolucją, kojarzy się zapewne z Fortuną Czarne – ciemnym lagerem z dodatkiem orzeszków koli. Dawno już go nie piłem, ale ciężko zapomnieć jego smak – smakuje bowiem jak napój typu cola ;). Obecnie miłosławski browar coraz odważniej eksploruje ciekawsze rejony świata piwa – tym bardziej, że od kilku miesięcy pracuje tam znany w środowisku piwowarskim Marcin Ostajewski. A to oznacza, że możemy spodziewać się jeszcze wielu ciekawych nowości – pierwszą z nich jest zapowiedziane niedawno piwo z suszonymi borowikami ;).

Tak jak już wyżej wspomniałem Wild Sour Pigwa to mieszanka trzyletniego lambika, jasnego lagera będącego zwykle bazą dla Fortuny Wiśniowej oraz soku jabłkowo-pigwowego. Smak samej pigwy jest mi raczej nie znany, owoc ten jak na razie spotkałem chyba jedynie w formie nalewki, bardzo dobrej zresztą. Chociaż nie jestem tu pewien, czy nie było to na owocach innej rośliny, która ponoć jednak pigwą nie jest, a nazywana jest pigwowcem ;). Niemniej kojarzy mi się to jako coś pomiędzy jabłkiem, a cytryną. Wg etykiety lambik stanowi 28% całości, sok natomiast – 7%. Reszta to jasny lager. Moje oczekiwania psuje głównie nie sok, ale aromat naturalny, który może przykryć charakterystyczne dla fermentacji spontanicznej aromaty. No, ale może nie będzie źle.

Styl: sour ale z pigwą
Ekstrakt:
 b/d
Alk. obj.:
 5,3%
IBU
b/d

Data przy­dat­no­ści: 26.02.2018

Kolor: Jasnożółte, zmętnione.
Piana: Średnia, biała, drobna i dość trwała.
Zapach: Jest lambik! Ewidentnie w zapachu są bretty. Może nie ma typowej stajni, ale aromat jest na pewno funky. Są też słodkie owoce, których jednak rozpoznać nie umiem.
Smak: Spodziewałem się większej słodyczy. Na pierwszym planie mamy nuty znane mi z faro, czyli dosładzanego czystego lambika. Na drugim planie mamy fajną zbożowość, a dopiero w tle pojawia się sok z pigwy, wpadający trochę w jabłko, który faktycznie jest dość słodki. Jednak słodycz jest fajnie skontrowana charakterystyczną kwaśnością i cierpkością. Goryczki brak.
Wysycenie: Wysokie.

Miłe zaskoczenie. Okazuje się, że ci którzy wieszczyli temu piwu porażkę, na szczęście nie mieli racji. Faktycznie, jest słodko, a pigwa jest głównym elementem profilu smakowo-aromatycznego. Jednak bez większego problemu wyczuwalny – zarówno w smaku, jak i zapachu – jest lambik. Jego charakterystyczna kwaśność i cierpkość fajnie przełamuje słodycz, przez co Wild Sour Pigwa nie jest męczące i szybko zniknęło z mojego szkła.

Ocena: 4,0/5
Cena: ok. 5 zł za 0,5 litra w markecie