MiodoweDziś kończę swoją tegoroczną przygodę z Browarem Zadyma, będącej pozostałością po spędzonym przeze mnie w ubiegłym miesiącu urlopie w Tatrach i na Podhalu. Do tej pory pojawiły się na blogu trzy piwa z tego mikrobrowaru: Ciemne, Pszeniczne oraz Jasne. Dziś czwarte i ostatnie z tych, które były dostępne w dniu mojej wizyty w Szaflarach – a mianowicie Miodowe. Jasne lagery z dodatkiem miodu zyskały w Polsce popularność jeszcze przed wybuchem piwnej rewolucji i były oznaką, że Polakom znudziły się zwykłe, bezsmakowe eurolagery. W sumie dawno już żadnego miodowego nie recenzowałem, więc sprawdźmy, czy tego typu piwa potrafią jeszcze czymś nas zaskoczyć? 

Piwa miodowe to trunki, które z reguły powstają dzięki dodaniu miodu po zakończonej już fermentacji, dzięki czemu dostajemy napój słodki, a wręcz często bardzo słodki. Pół biedy, kiedy dodawany miód jest naturalny – niestety wielu producentów sięga po jego tańsze i niestety sztuczne zamienniki. Efektem tego są często niezbyt przyjemne. Dodatkowo pamiętać należy, że miód nie należy do najbardziej aromatycznych dodatków, jakie mogą trafić do piwa. Dlatego browary bardzo często posiłkują się aromatami, których zadaniem jest podbicie nut miodowych.

Gdy sięgam po jakieś piwo, pierwsze co sprawdzam, co zostało napisane na etykiecie. No, i w tym wypadku mamy do czynienia z dość ciekawą sytuacją. Jako, że Browar Zadyma ma w swojej ofercie jasnego lagera o parametrach 12° i 4,8% alkoholu, byłem przekonany, że Miodowe będzie jego klonem z dodatkowym składnikiem, a więc jego parametry będą identyczne. Okazało się jednak, że się różnią i to dość mocno. Może to oznaczać dwie rzeczy – jest to odrębna receptura, z innym niż w przypadku zwykłego jasnego lagera zasypem albo jest to ta sama receptura, z tym że ekstrakt początkowy został podbity miodem dodanym jeszcze przed fermentacją. Jeśli sprawdzi się ten drugi scenariusz, to będzie to nie lada ciekawostka, ponieważ w polskim piwowarstwie takie podejście do tego stylu nie jest częste.

Miód bowiem, jako że składa się przede wszystkim z dość prostych cukrów, jest surowcem bardzo dobrze fermentowalnym przez drożdże. Oznacza to, że jest on praktycznie całkowicie przerabiany przez te sympatyczne stworzenia na alkohol. Zatem może się okazać, że Miodowe z Zadymy wcale nie będzie słodkim ulepkiem. Obawiam się jednak, czy nie odziedziczy po swoim jasnym kuzynie wady, która w dość dużym stężeniu pojawiła się w recenzowanej przeze mnie butelce. Mam tu na myśli diacetyl, ponieważ poprzednie piwo z tego browaru było wręcz idealnym przykładem, jak silne stężenie zapachu i smaku maślanego można uzyskać w browarze, dzięki (jak się domyślam) zbytniemu skróceniu czasu fermentacji.

O samym browarze więcej możecie dowiedzieć się z poprzednich recenzji piw uwarzonych w Zadymie.

Styl: miodowe
Ekstrakt:
 15,5%
Alk. obj.:
 6,4%
IBU:
 b/d

Data przy­dat­no­ści: 21.03.2017 r. (piwo degustowałem 25 marca)

Kolor: Złote, opalizujące – mocniej niż w przypadku Jasnego.
Piana: Tworzy się trochę niemrawo. Przy energicznym nalewaniu coś tam się jednak tworzy – piana jednak od początku do najdrobniejszych nie należy i głośno syczy. Bardzo szybko redukuje się do zera.
Zapach: Słodowy, z miodową nutką.
Smak: Miód w smaku jest wyraźny, choć piwo nie jest przesadnie słodkie. Nie ma wątpliwości, że mamy do czynienia z lagerem, bo w ślad za miodowością idzie całkiem przyjemna zbożowość. Diacetylu, który tak bardzo przeszkadzał w Jasnym, nie wyczuwam. No, może po ogrzaniu minimalnie wychodzi, ale jest na akceptowalnym poziomie. Goryczki chmielowej brak, a szkoda, bo bez niej piwo jest trochę mdłe.
Wysycenie: Umiarkowane w kierunku wysokiego.

No to chyba potwierdziła się moja teoria, że miód został dodany przed fermentacją. Dało to naprawdę fajny efekt, szczególnie że diacetyl, jeśli jest to o niskim stężeniu, dość mocno schowany. Dzięki temu Miodowe faktycznie nie jest słodkim ulepkiem, co odbieram jako naprawdę dużą zaletę, ponieważ mam często wrażenie, że dodanie miodu do gotowego już piwa ma bardzo często za zadanie ukryć w nim wady, które byłyby wyczuwalne w wersji saute. W tym przypadku składnik ten nie gra pierwszych skrzypiec i fajnie uzupełnia cały profil piwa. Jestem w szoku, ale jest to chyba najlepsza pozycja z portfolio Browaru Zadyma, czego naprawdę nie spodziewałem się. Lubię takie zaskoczenia :).

Tak wiem, że piwo degustowałem już po jego terminie przydatności do spożycia. Jednak dzięki temu, że praktycznie cały czas od momentu zakupu spędziło w lodówce, nic mu się nie stało.

Ocena: 4,0/5
Cena: 9 zł za 0,5 litra w bro­wa­rze