652 m n.p.m.Warząc porter bałtycki, obecnie coraz więcej browarów decyduje się na dłuższe jego leżakowanie. I wcale nie mi chodzi o przetrzymywanie piwa w drewnianych beczkach, dzięki czemu mogą nabrać niepowtarzalnego charakteru, ale pozostawienie takiego trunku w zwykłym tanku leżakowym na 6-9 miesięcy, a nawet na okrągły rok. Małe browary, dla których istotna jest jak najczęstsza rotacja piwa w tankach. Każdy dodatkowy miesiąc wiąże się więc dla takiego producenta z bardzo wymiernymi kosztami – mimo to Łukasz Jajecznica, właściciel jednego z najmniejszych browarów rzemieślniczych w Polsce, tj. Browaru Podgórz, zdecydował, że jego sztandarowy produkt – porter bałtycki 652 m n.p.m. na rynek będzie trafiał po roku od warzenia!

Po co w ogóle leżakować piwa? Fakt, dla wielu piwnych stylów (szczególnie jasnych i mocno chmielonych, ale także dla piw pszenicznych) upływ czasu korzystny nie jest. Jednak w przypadku trunków ciemnych i mocnych jest zgoła inaczej. W tym wypadku cierpliwość bowiem bardzo często (ale nie zawsze) popłaca – szczególnie gdy mamy do czynienia z piwem, które po wyjściu z browaru jest nieułożone, alkoholowe, jak to czasami mówią sensorycy – “chropowate”. Gdy butelkę takiego piwa odłożymy i na jakiś czas zapomnimy, może się okazać, że zmieni się ono wręcz nie do poznania. Mogą się w nim pojawić nuty owocowe (głównie śliwka, rodzynki), które czasem mogą przypominać smak win wzmacnianych typu porto albo sherry. Mówi się, że przy zachowaniu odpowiednich warunków (brak dostępu promieni słonecznych, niska wilgotność oraz niezbyt wysoka temperatura) leżakowanie może trwać latami, a taki porter bałtycki, czy ris zepsuć się nie powinny. Jednak już po roku od uwarzenia widoczne są wyraźne efekty tego procesu, szczególnie jeśli piwo trzymamy w mieszkaniu. Jeśli warunki będą niekorzystne, już po tym czasie możemy mieć niezbyt przyjemne produkty powstałe w procesie utlenienia – najczęściej spotykanym jest posmak sosu sojowego, rzadziej mokrego kartonu, miodu. Najlepiej więc leżakować piwo jeszcze w browarze, gdzie dokładnie i na bieżąco można monitorować wszelkie parametry, a tym samym mieć pod kontrolą starzenie się trunku.

Browar Podgórz został założony jeszcze w 2014 r. przez Łukasza Jajecznicę w Bielance koło Rabki Zdrój. Z uwagi na niewielkie ilości produkowanego piwa produkty firmowane sympatyczną owieczką w Szczecinie pojawiają się niezmiernie rzadko. Sam z Podgórzem miałem do czynienia jak dotąd tylko raz – będąc w Krakowie w pubie Viva la Pinta trafiłem na american pale ale o nazwie Space Sheep. Założyciel tego browaru, na długo zanim zdecydował się na inwestycję, był już znany jako doświadczony i utytułowany piwowar domowy (znany właśnie z porterów bałtyckich) oraz sędzia PSPD. Z tego, co czytałem, przejście na zawodowe piwowarstwo tylko to potwierdziło.

O samym porterze bałtyckim, nazywanym piwowarskim skarbem Polski, na blogu pisałem już wielokrotnie. Jest to mocne, ciemne piwo dolnej fermentacji (z reguły), o czekoladowym, owocowym i kawowym (choć te akcenty nie powinny dominować) charakterze. Szkoda, że Browar Podgórz jest bardzo oszczędny w zamieszczaniu szczegółowych informacji na etykiecie – jest to o tyle dotkliwe, że inicjatywa Łukasza nie dorobiła się jeszcze swojej strony internetowej. Nie wiem więc choćby tego, czy w zasypie znalazł się jakiś niestandardowy składnik, czy też jakich odmian chmielu użyto.

Sama nazwa recenzowanego dziś piwa odwołuje się do wysokości, na jakiej położony jest browar – przypomnę, że Rabka Zdrój, w okolicy której znajduje się Bielanka, leży w Beskidzie Zachodnim.

Styl: porter bałtycki
Ekstrakt:
 22%
Alk. obj.:
 8%
IBU:
 b/d

Data przy­dat­no­ści: 28.02.2016 r.

Kolor: Przy nalewaniu – ciemnobrązowe; w szkle czarne, nieprzejrzyste.
Piana: Tworzy się bardzo niemrawo. To co się utworzyło, utrzymuje się niezbyt długo. Redukuje się do cienkiej obrączki.
Zapach: Trochę sosu sojowego, sporo przyjemnej czekolady. Na drugim planie pojawia się coś w stylu wanilii. Alkoholu nie czuć wcale.
Smak: Piwo jest umiarkowanie słodkie, bardzo czekoladowe, aksamitne i treściwe, ale nie zaklejające. Pojawia się też przyjemna wanilia pochodząca z długiego wyleżakowania. W tle wyczułem też trochę owoców – głównie wiśnie, ale obecne są też subtelne nuty śliwkowe. Goryczka świetnie wkomponowana – dzięki temu piwo nie jest mdłe, choć do wyrazistości trochę mu brakuje.
Wysycenie: Niskie.

652 m n.p.m.

652 m n.p.m. to bardzo smaczne piwo. Faktycznie jest aksamitne w odbiorze, więc pod tym względem wyleżakowanie zrobiło to, co miało zrobić. Alkohol jest w nim świetnie ukryty – gdybym nie wiedział, że stanowi on aż 8% objętości piwa, to nigdy sam bym na to nie wpadł. Jak dla mnie jednak mogłoby być ciut więcej goryczki, która dodałaby trochę charakteru. Obecnie jest bardzo dobrze, choć grzecznie :).

PS.
Potraktujcie tę recenzję jako preludium do Święta Porteru Bałtyckiego, które już niedługo – 21 stycznia!

Ocena: 4,1/5
Cena: piwo otrzy­ma­ne w rama­ch współ­pra­cy ze szcze­ciń­skim skle­pem Chmiel – Świat Piwa