Heelch O'HopsStany Zjednoczone, gdzie piwna rewolucja zawitała już 30 lat temu, to wielka skarbnica ciekawych piw. To właśnie amerykańskie piwowarstwo wciąż kreuje panujące na świecie trendy. Niestety mówi się, że docierające z USA do Europy mocno chmielone piwa swoją najlepszą formę mają już za sobą i powinno się ich unikać. Faktycznie, wszelkie “ipy” należy pić jak najświeższe, co w przypadku importów z drugiego końca świata jest wielce utrudnione. Z tego powodu tego rodzaju piwa na polskich blogach pojawiają się rzadko. Postanowiłem się więc trochę wyłamać i zrecenzować Heelch O’Hops z browaru Anderson Valley, double IPA zbliżające się do terminu przydatności do spożycia.

Piwo zakupiłem z myślą o eksperymencie, bo lżejsze intensywnie chmielone piwa – takie jak american pale ale, czy american IPA – starzeją się często niezbyt przyjemnie. Najczęściej idą one w kierunku miodowego utlenienia, jednocześnie redukują się aromaty pochodzące od chmielu. Całość wówczas smakuje jak herbata z miodem i cytryną lub ice tea. Przypadłość ta dopada nie tylko piwa importowane, bo miałem już z tym do czynienia również w przypadku tych z Polski. Chciałbym zatem przy okazji sprawdzić, czy podobnie zmieniają się mocniejsze trunki, również z dużą zawartością IBU i chmielem wrzucanym do kotła szuflą. Wszak nikt o zdrowych zmysłach raczej nie powie, że takie barleywine, które ma często parametry zbliżone do imperial IPA, nie ma potencjału do leżakowania. Postanowiłem więc sięgnąć po double (aka imperial) IPA rodem z amerykańskiego browaru Anderson Valley. znanego z całej serii etykiet z sympatycznym niedźwiedziem grizzly z porożem na głowie (sic!), który jest bohaterem legend okolic kalifornijskiego Boonville.

Historia tego browaru zaczyna się na w 1987 r., czyli na samym początku piwnej rewolucji w USA. Ba, był to jeden z pierwszych browarów w pełni rzemieślniczych za Oceanem. Początkowo funkcjonował jako brewpub i dopiero niemal 10 lat po debiucie dorobił się warzelni, która pozwalała na warzenie na większą skalę. Obecnie jest to całkiem spory zakład, który szczyci się dbałością o środowisko naturalne. 40% energii niezbędnej do produkcji jest wytwarzana za pomocą ogniw fotowoltaicznych, browar ma także własną oczyszczalnię ścieków, a oczyszczone ścieki wykorzystywane są do nawadniania okolicznych pól.

W swojej stałej ofercie Anderson Valley ma zarówno nowofalowe piwa w stylach amerykańskich – amber ale, pale ale, IPA – ale także oatmeal stout, czy też piwa o rodowodzie belgijskim, tj dubbla i tripla. Ponadto pojawiają się też piwa sezonowe, a wśród nich m.in. pumpkin ale.

Styl: double/imperial IPA
Ekstrakt:
 b/d
Alk. obj.:
8,7%
IBU:
 100

Data przy­dat­no­ści: 25.02.2017

Kolor: Złote, opalizujące.
Piana: Obfita, drob­na i śnież­no­bia­ła. Piana jest bardzo trwała, wręcz betonowa. Zostawia bardzo ładny lejsing.
Zapach: Cytrusy (cytryna), trochę iglaków. Sporo utlenienia – całość idzie w kierunku ice tea, albo jakichś cytrynowych cukierków na gardło.
Smak: W smaku jeszcze intensywniejsze są te cytrynowe cukierki z zapachu. Piwo zbliża się do swojego terminu przydatności do spożycia i spodziewałem się bardziej ordynarnego i mniej przyjemnego utlenienia. Choć Heelch O’Hops jest cukierkowo słodkie, to nie jest zaklejające, a intensywna, wyraźna, ale smukła goryczka świetnie równoważy słodycz.
Wysycenie: Umiarkowane, w kierunku wysokiego.

Heelch O'Hops

Choć wiedziałem, że kupiony przeze mnie Heelch O’Hops szczyt formy będzie miało już za sobą, to kierunek, w jakim poszło utlenienie, zaskoczył mnie i to całkiem pozytywnie. Spodziewałem się mdłej herbaty z miodem i ewentualnie z cytryną, a dostałem coś a’la cytrynowe cukierki do ssania. Być może jest to zasługa sporej “smukłości” tego double IPA oraz intensywna, ale przyjemna goryczka, która świetnie równoważy słodycz. Ogólnie piwo było zaskakująco sesyjne jak na prawie 9% alkoholu, co przy imperialnych/podwójnych IPA nie zawsze jest oczywiste – ba, często te piwa do złudzenia przypominają barleywine.

Cena: niestety nie odnotowałem 🙁