AmarsiNiemiecki kraft, podobnie jak polski, jest coraz szerzej dostępny, głównie za sprawą hipermarketów. Niejako przypadkiem, będąc w przygranicznym Schwedt, odkryłem, że całkiem niezłą piwną ofertę posiadają sklepy sieci Kaufland. W tym, w którym byłem, dostępne były zarówno niemieckie nowofalowe piwa, ale także zagraniczne klasyki. Oczywiście zainteresowały mnie przede wszystkim te pierwsze, spośród których kupiłem porter z berlińskiego BRŁO oraz double IPA Amarsi z kontraktowego browaru Himburgs Braukunskeller. W pierwszej kolejności sięgam zawsze po piwa mocniej chmielone, więc w pierwszej kolejności zajmę się tym drugim piwem. 

Himburgs Braukunskeller wywodzi się chyba z najbardziej kojarzonego z piwem regionu Niemiec, czyli z Bawarii. Pierwsze piwo uwarzył już w 2011 r., czyli mniej więcej w tym samym czasie, w którym w Polsce startował Browar PINTA. Obecnie jest to jeden z najbardziej znanych i najlepiej ocenianych niemieckich browarów nowej fali. Jak na przedstawicieli piwnej rewolucji przystało, ekipa Braukunstkeller celuje przede wszystkim w style, które do Europy przywędrowały zza oceanu, a mianowicie w różne warianty IPA, czy też imperial stouty, nie bojąc się przy tym leżakowania w beczkach. Co ciekawe, na butelce Amarsi, które uwarzone zostało w Browarze Hofmark w Loifling, niedaleko Ratyzbony, mamy jednak odwołanie do Niemieckiego Prawa Czystości, czyli das Reinheitsgebot.

Amarsi to double IPA, zwane też inaczej imperial IPA. Jest to mocniejsza, bardziej ekstraktywna i mocniej chmielona wersja najbardziej znanego symbolu piwnej rewolucji, czyli india pale ale. Obecnie wyróżnia się dwa podejścia piwowarów do tego stylu – jedni warzą tego rodzaju trunki słodsze, bardziej syropowate i treściwsze, inni zaś wytrawniejsze, smuklejsze i bardziej zdradliwe. W przypadku Amarsi z 18° Plato wyciągnięto 8,1% alkoholu, zatem nie jest to jakiś rekord głębokości odfermentowania i podejrzewam, że recenzowane dzisiaj double IPA będzie reprezentantem tego słodszego podejścia do tematu.

Amarsi nachmielono dwiema amerykańskimi, dobrze już nam znanymi, odmianami: Amarillo oraz Simcoe. Zresztą właśnie od ich pierwszych liter pochodzi nazwa tego piwa. Wiadomo już więc mniej więcej, czego można się spodziewać – ja stawiam na połączenie cytrusów z wyrazistą żywicą :).

BTW. na plus zaliczam bogatą w informację etykietę, kontrę oraz krawatkę – całość utrzymana jest głównie w czarno-czerwonych barwach. Podoba mi się to.

Styl: double IPA
Ekstrakt:
 18%
Alk. obj.:
 8,1%
IBU:
 b/d

Data przy­dat­no­ści: 16.01.2018 r.

Kolor: Ciemnopomarańczowe, mętne.
Piana: Po otwarciu piwa w szyjce było widać podnoszącą się powoli pianę. Po nalaniu – ładna, obfita, drobna i gęsta, bez śladu przegazowania. Redukuje się powoli, zostawia bardzo ładny lejsing.
Zapach: Karmel, owoce tropikalne, słodkie cytrusy, z nutką żywicy. Po ogrzaniu wychodzi słód pilzneński.
Smak: Słodkie cukierki o smaku leśnym. Właśnie to głównie czuć w smaku. Amarsi jest już minimalnie utlenione, bo mamy też odrobinę miodu. To w połączeniu z akcentami żywicznymi daje efekt wspomnianych cukierków. Gdzieś w tle przewija się karmel ze słodem pilzneńskim. Goryczka, jak na ten styl, umiarkowana – bardzo dobrze wkomponowana w całość.
Wysycenie: Umiarkowane.

Amarsi

Amarsi

AmarsiNo, Amarsi to bardzo miłe zaskoczenie. Kupując to piwo nie sprawdzałem wcześniej opinii na jego temat, które są naprawdę bardzo dobre i wychodzi na to, że zasłużenie. Rzadko sięgam po imperial IPA, ale to jest godne polecenia. Jeśli zobaczycie je w sklepie, śmiało kupujcie. Świetnie zbalansowane, w przemyślany sposób zaprojektowane, smaczne piwo.

Cena: 2,69 euro za 0,33 l w hipermarkecie