KosaJednym z ciekawszych odkryć ubiegłego roku jest dla mnie Browar Świebodzin, który w maju 2017 r. wystartował z grubej rury i od razu ruszył z własnym, stacjonarnym browarem. Jego ekipa zadebiutowała na ubiegłorocznym Szczecin Beer Fest, na który przywiozła cztery piwa – były to: Świt (witbier), Japa (american pale ale), Sekal (black IPA) oraz Kosa (double IPA), którą to dziś postanowiłem zrecenzować. Te dwa ostatnie piwa otrzymałem w przesyłce od Browaru Świebodzin.

O stylu double/imperial IPA w kontekście ubiegłorocznych premier w polskim krafcie trochę przycichło – blog Piwna Zwrotnica przygotowując genialne podsumowanie 2017 r. naliczył 21 nowości w tym stylu, przy 383 IPA ogółem. Z tego co zauważyłem, w tym roku znowu imperialny wariant popularnej “ipy” znów wraca do łask, choć dzieje się tak głównie dzięki wzmacnianym wersją świętującego triumfy mocno owocowego w smaku i zapachu new england IPA.

Pierwszym, co rzuca się w oczy po wzięciu butelki do ręki, jest to, że piwo wygląda na dość ciemne. Skład zamieszczony na etykiecie jednak sporo wyjaśnia, ponieważ wymienione w nim zostały słody karmelowe. Surowiec w IPA ten jest dla wielu beer geeków czymś w rodzaju przekleństwa, szczególnie w imperialnych wersjach tego stylu. Bierze się to z tego, że w branży wyodrębnić można dwa podejścia. Zwolennicy jednego z nich uważają, że imperial IPA powinien być słodkim, ale mocno chmielonym syropem, z wyraźną goryczką, która kontruje słodycz. Drugie podejście zaś zakłada, że double IPA powinna być wytrawne, ze świetnie ukrytym alkoholem, a co za tym idzie sesyjne i ekstremalnie zdradliwe. W przypadku Kosy, jak się domyślam, jest to raczej przedstawiciel tego pierwszego nurtu – wskazują na to przynajmniej te wspomniane wyżej słody karmelowe, kolor, ale także parametry (8% alkoholu z 18° Plato)

Kosa została szczodrze nachmielona aż pięcioma odmianami chmielu – cztery z nich pochodzą z Ameryki: Citra, Mosaic, Zeus oraz Amarillo, jedna zaś z Nowej Zelandii i jest to Pacific Gem. Ten ostatni chmiel w polskim krafcie jest rzadziej spotykany, a wg informacji dostępnych w internecie może dać ciekawy efekt, ponieważ wnosi akcenty… jagodowe.

Styl: imperial IPA
Ekstrakt:
 18° Plato
Alk. obj.:
 8%
IBU
11/12 w skali własnej browaru

Data przy­dat­no­ści: 01.06.2018

Kolor: Pomarańczowo-miedziane, klarowne.
Piana: Średnio obfita, koloru przybrudzonej bieli. Opada do sporej wyspy, złożonej z większych pęcherzyków. Zostawia całkiem ładny lejsing.
Zapach: Chmielowy, z karmelowym podbiciem. Mimo, że mam wrażenie, że gdzieś tam pałęta się nutka maślana, to i tak jest przyjemny i rześki :).
Smak: Na pierwszym planie karmelowa, ale wytrawna i niezaklejająca baza słodowa. Po chwili dominantą stają się nuty chmielowe – królują wytrawne akcenty cytrusowe: grejpfrut, cytryna, limonka. Również w smaku mam wrażenie delikatnego diacetylu. Goryczka intensywna, ale przyjemna, dłuższą chwilę pozostająca na podniebieniu.
Wysycenie: Umiarkowane, w kierunku niskiego.

Kosa

Kosa

Kosa faktycznie jest piwem karmelowym, ale, o dziwo, również wytrawnym. Po kolorze spodziewałem się, że będzie słodsze niż jest w rzeczywistości. Nic z tych rzeczy. Bałem się, że goryczka oszacowana na 11/12 będzie zbyt intensywna i nieprzyjemna (w końcu Kosa ma “tylko” 18° Plato). Okazało się, że moje obawy były płonne – pewnie dlatego, że Browar Świebodzin do nachmielenia na goryczkę nie używał Magnum, który w większych ilościach bywa naprawdę nieprzyjemny. A tak wyszło piwo przyjemne i – jak na imperial IPA – całkiem sesyjne. Jest to już któreś z kolei próbowane przeze mnie mocno chmielone piwo ze Świebodzina – wychodzi więc na to, że umieją tam chmielić. I bardzo dobrze! Zresztą najlepszym dowodem jest Hejzi, które miałem okazję niedawno degustować ;).

Cena: otrzymane w ramach współpracy z Browarem Świebodzin