Ekstaza PramakakaSłyszeliście kiedyś o czymś takim jak mango lassi? Część z Was na pewno słyszała. Ja jednak świat koktajli i drinków, znam słabo i dlatego do tej pory o tej indyjskiej specjalności nie słyszałem. A co to takiego jest, dowiedziałem – a jakże by inaczej – dzięki piwu, a dokładnie dzięki Browarowi Harpagan, w którym warzy – wspominany już przeze mnie przy okazji recenzji Korda Whiskey BA – Krzysztof “Josefik” Juszczak. Pośród czterech wypuszczonych przez tego kontraktowca piw jest bowiem Ekstaza Pramakaka – american pale ale z dodatkiem pulpy z mango oraz laktozy, co ma właśnie nawiązywać do wspomnianego na początku koktajlu.

Mango lassi składa się bowiem z dwóch zasadniczych składników – mango oraz jogurtu naturalnego, całość bywa jeszcze dosładzana i doprawiana np. kardamonem. Do harpaganowego piwa żadne korzenne przyprawy nie trafiły. Są za to chmiele – szkoda tylko, że nie zdradzono, jakie dokładnie odmiany – biorąc jednak po uwagę styl zakładam, że są to jednak te amerykańskie. Samego mango musiało być w Ekstazie Pramakaka naprawdę sporo, ponieważ po kilkudniowym staniu w szafce utworzyła się w nim gruba warstwa żółtego, gęstego osadu, sięgającego prawie połowy butelki. Osadu było tak dużo, że przed otwarciem butelki postanowiłem zrobić coś, czego nigdy normalnie nie robię – tzn. wybełtałem zawartość butelki, aby zmętnienie stało się równomierne. Jako, że APA jest trunkiem raczej lekkim, jego treściwość została podbita przez Browar Harpagan dodatkiem płatków owsianych, które są znane przede wszystkim jako składnik jednej z najpopularniejszych zup mlecznych, czyli owsianki.

Tym, co przyciągnęło od razu moją uwagę do tego piwa, jest jego nazwa i etykieta (naprawdę świetna!). Ekstaza Pramakaka zatem nawiązuje do stworzonej przez Harpagana pseudolegendy opowiadającej o tym, jak pradawny makak wykradł bogom – niczym Prometeusz ogień – recepturę na ich boski napój, który potem przez ludzi został nazwany właśnie mango lassi. Całości historyjki przytaczał tu nie będę, bo jest trochę długa, ale przeczytać ją możecie na portalu Polski Craft, do czego Was gorąco zachęcam. Na etykiecie mamy natomiast medytującego stwora (prawdopodobnie owego pramakaka), w czym a’la turban na głowie, stylizowanego na hinduizm, bądź buddyzm. W jednym ręku trzyma owoce – zapewne mango, w drugim natomiast butelkę z “boskim” napojem ;).

Browar Harpagan wystartował w styczniu 2017 r., więc jakoś teraz będzie świętował półrocze działalności. Założony został przez Krzysztofa Juszczaka (piwowara Browaru Jan Olbracht Rzemieślniczy), Sebastiana Pabiszczaka i Łukasza Grudnia. Jak już wspomniałem w leadzie, w swoim portfolio obecnie mają oni cztery piwa. O jednym z nich w kilku słowach wspomniałem przy okazji relacji z tegorocznego Szczecin Beer Fest. Miałem tam okazję spróbować Klątwy Masztalerza, czyli wild wheat ale. Tam też otrzymałem od chłopaków dwie buteleczki – recenzowaną dziś Ekstazę Pramakaka oraz Imbryczek Destrukcji.

Styl: american pale ale z pulpą z mango
Ekstrakt:
 12,5%
Alk. obj.:
 4,7%
IBU:
 b/d

Data przy­dat­no­ści: 11.2017 r.

Kolor: Żółte, mętne. Po kilku dniach stania butelki w szafce, na jej dnie utworzyła się gruba warstwa owocowego osadu.
Piana: Rachityczna, nawet wymuszana za żadne skarby nie chce się budować. Redukuje się do obrączki i zostawia śladowy lejsing.
Zapach: Piwo pachnie bardzo owocowo, słodko. Przypomina bardzo dobry jogurt o smaku owoców tropikalnych, z dużą ich ilością.
Smak: Podobnie jak w zapachu, tak i w smaku mamy owoce – pulpa mango robi naprawdę świetną robotę, chociaż więcej jest jej w zapachu niż w smaku. Jest dość słodko, ale nie ma tu niestety zapowiadanego w zapachu efektu jogurtu. Być może brakuje tu odrobiny kwaśności. Na drugim planie przyjemna zbożowość. Ekstaza Pramakaka ma bardzo gładką, wręcz aksamitną teksturę. Goryczka na finiszu wyraźnie zaznaczona, ale bardzo dobrze wkomponowana. Dzięki niej piwo nie jest mdląco słodkie.
Wysycenie: Piwo jest bardzo nisko nasycone. Może to i dobrze, bo większa ilość dwutlenku węgla w połączeniu z pływającymi w toni piwa drobinkami mango mogłyby dać gushing, czyli wylatywanie piwa z butelki.

Ekstaza Pramakaka

Dobre piwo, choć zabrakło mi w nim jakiegoś takiego pazura. Niby wszystko, co nam obiecywano, w Ekstazie Pramakaka mamy. Jest mango, gdzieś w tle mamy też lekką mleczność. Tak jak już wyżej pisałem, nie pogniewałbym się, gdyby trunek był ciut kwaśniejszy – może niewielki dodatek słodu zakwaszającego zdałby w tym przypadku egzamin? Można byłoby też pokombinować z nachmieleniem – na pewno dałoby się znaleźć taką kompozycję odmian chmielu, która podkreśliłaby owocowość, co mogłoby dać naprawdę ciekawy efekt :). Tym, do czego można się w tym piwie przyczepić, to bardzo słaba piana, wynikająca z bardzo niskiego nasycenia. Ciekawy tylko jestem, czy był to efekt zamierzony, czy też raczej wypadek przy pracy. Podsumowując – Ekstaza Pramakaka jest całkiem niezłym piwem, które posmakuje przede wszystkim miłośnikom mango :). Z samego american pale ale jest w nim raczej niewiele.

Cena: otrzymane w ramach współpracy z Browarem Harpagan*

*Tak naprawdę to butelkę tego piwa zwyczajnie wyżydziłem ;).