Malinowy BeretDziś Dzień Kobiet – z tej okazji postanowiłem sięgnąć po coś, co powinno posmakować przeciętnej kobiecie. Wiem, że wśród przedstawicielek płci przeciwnej jest naprawdę wiele miłośniczek mocnego nachmielenia i intensywnej goryczki. Jednak większość z tych, które znam, ma dość podobne piwne upodobania. Najchętniej sięgają po piwa owocowe i takim właśnie jest Malinowy Beret z Browaru na Jurze.

Jak już wspominałem przy którymś z poprzednich piw z Zawiercia, Browar na Jurze jest wręcz wzorcowym przykładem na to, jak wiele tego typu zakład może zyskać na współpracy z rzemieślniczymi browarami kontraktowymi w postaci udostępniania mocy produkcyjnych. W Browarze na Jurze już od dłuższego czasu warzy PINTA i odkąd Ziemowit Fałat i spółka zabrali się za warzenie piw kwaśnych, w ich ślady poszedł też browar, w którym trunki te są produkowane. I tak powstał bardzo dobry berliner weisse, a także sporo różnych owocowych kwasów. Właśnie jednym z nich jest Malinowy Beret.

Jak sama nazwa wskazuje, jest to kwas z dodatkiem soku malinowego. Piwo zostało zakwaszone bakteriami kwasu mlekowego ze szczepu lactobacillus delbrueckii. Mała ilość alkoholu (ekstrakt niestety nie został podany na etykiecie) sugeruje, że może to być po prostu wariacja na temat berliner weisse z dodatkiem soku owocowego – w tym wypadku z moich ulubionych owoców, czyli malin, oraz z rabarbaru (w sumie nie mam pojęcia po co on tam :P). Niestety nie wiem, w którym momencie soki zostały dodane – mam nadzieję jednak, że przed fermentacją, dzięki czemu w piwie nie będzie zbędnej „słodyczki”. Z reguły w piwach kwaśnych do chmielowości nie przykłada się zbyt wielkiej wagi, w przypadku Malinowego Beretu może być inaczej, ponieważ w recepturze znalazły się trzy odmiany: amerykański Amarillo, niemiecki Hallertauer Tradition oraz polska Marynka.

Styl: fruit sour ale
Ekstrakt:
 b/d
Alk. obj.:
3%
IBU:
 b/d

Data przy­dat­no­ści: 31.05.2017

Kolor: Malinowe, zmętnione.
Piana: Słabiutka, błyskawicznie redukuje się praktycznie do zera.
Zapach: Przyjemnie malinowy, przypomina świeży sok tłoczony z malin. Jest też kwaśna nuta, charakterystyczna dla piw z bakteriami kwasu mlekowego.
Smak: Malinowy Beret, podobnie jak w zapachu, przypomina sok lub kompot malinowy. Jest mocno owocowo i dosyć kwaskowato – choć muszę przyznać, że kwaśność nie odbiega zbytnio od tej, którą można czasem osiągnąć z samych owoców. Piwo jest lekkie i niesamowicie pijalne i orzeźwiające. Dobre!
Wysycenie: Średnie w kierunku niskiego, mogłoby być ciut wyższe.

Malinowy Beret

Bardzo sympatyczne piwo (wiem, puryści językowi zaraz przyczepią się, że piwo sympatyczne być nie może 😉 ). Myślałem jednak, że będzie trochę bardziej kwaśne. Zdarzało mi się wiele razy jeść świeże owoce malin, których kwaśność była na podobnym poziomie. Ogólnie Malinowy Beret jest piwem bardzo przystępnym, które powinno posmakować wszystkim miłośnikom piwa z sokiem. Przyczepić mógłbym się jedynie do dwóch rzeczy – do bardzo słabej piany, która błyskawicznie znika oraz do zbyt niskiego wysycenia. Poza tym piwo jest naprawdę smaczne.

Cena: niestety nie zanotowałem :/

PS.
Wszystkim Czytelniczkom mojego bloga przesyłam najserdeczniejsze życzenia! 🙂