AmetystCzekolada i kokos – to połączenie jest wielce ciekawe i wielu z Was pewnie jednoznacznie skojarzy się z batonem Bounty. A co jeśli by spróbować podobny efekt osiągnąć w piwie? Brzmi to naprawdę interesująco, choć nie jest to proste ze względów technologicznych, o czym napiszę w dalszej części tekstu. Pomimo tego piw z kokosem w różnych postaciach – przypomnę tu choćby milk stout z tegorocznej Kuźni Piwowarów – w Polsce mieliśmy już sporo. Jednym z nich jest Ametyst, czyli imperialny stout z wiórkami kokosowymi, uwarzony przez Browar Piwojad.

No więc, co miałem na myśli wspominając wyżej o problemach technologicznych? Otóż miąższ kokosowy, po wysuszeniu którego robi się wiórki, ma dużą zawartość tłuszczu. A ten, jak już kilka razy wspominałem tu na blogu, ma negatywny wpływ na pianę. Zresztą widać to bardzo często w piwach z dodatkiem orzechów, kawy, czekolady, czy kakao. Oczywiście są metody pozwalające na ograniczenie tego zjawiska – jak choćby odsączanie tłuszczu. Jest to jednak czasochłonne i nietanie. A i chyba nie da się jednak zrobić tego w 100%, co w zrecenzowanych już przeze mnie piwach wydaje się potwierdzać.

Browar Piwojad na moim blogu zadebiutował w czerwcu tego roku przy okazji smacznego barleywine, jakim było Sir Barley. Niedługo potem miałem okazję pić Onyksa, czyli bliźniaczego do Ametystu risa, w którego składzie znalazły się nie wiórki kokosowe, a wanilia madagaskarska oraz ziarna kakaowca z Dominikany i Wybrzeża Kości Słoniowej. Jest to browar kontraktowy, który wystartował w ubiegłym roku i do dzisiaj zdążył sobie wypracować naprawdę ciekawe i szerokie portfolio.

Ametyst to ris, w którego składzie znalazły się oprócz słodów jęczmiennych, słody pszeniczne, orkiszowe oraz płatki owsiane. Duży odsetek pszenicy ma zapewne zrównoważyć problemy z pianą. Płatki owsiane natomiast dodaje się zwykle dla poprawienia treściwości. Niestety nie znamy odmian chmielu, które trafiły do tego piwa, ale podejrzewam, że samo chmielenie było nastawione przede wszystkim na goryczkę, a nie na aromat.

Piwo, którego opakowanie bardzo mi się podoba (sprawia wrażenie produktu klasy premium), otrzymałem w prezencie od p. Krzysztofa, za co serdecznie mu dziękuję. Zamysł był taki, że tę recenzję opublikuję w Międzynarodowy Dzień Stoutu,, czyli 2 listopada. Rzutem na taśmę udało mi się to, choć zapewne zasięgi będą tragiczne. Chyba, że mi pomożecie lajkując ten wpis we wszystkich mediach społecznościowych. Challenge accepted?

Styl: coconut imperial stout
Ekstrakt:
 22%
Alk. obj.:
 9,3%
IBU:
 b/d

Data przy­dat­no­ści: 16.02.2018

Kolor: Czarne, w kieliszku nieprzejrzyste.
Piana: Zerowa, nawet przy energicznym nalewaniu nie ma najmniejszej ochoty, żeby się zbudować.
Zapach: Słód pilzneński, czekolada, po ogrzaniu wychodzi również kokos.
Smak: Czekolada deserowa, z wyraźnym kokosem. Do tego mamy sporo lekko posłodzonej kawy. Ametyst to piwo gęste, aksamitne. Goryczka niska. Alkohol świetnie ułożony, nawet po ogrzaniu.
Wysycenie: Niskie.

Ametyst

Ametyst to piwo świetnie ułożone – ponoć leżakowało w browarze 11 miesięcy, w co jak najbardziej jestem skłonny uwierzyć. Kokos jest jednak widoczny przede wszystkim w wyglądzie, bo piany od samego początku praktycznie nie było. W zapachu i smaku dominantą jest jednak przyjemna czekolada, połączona z kawą. Nuty kokosowe są fajnym uzupełnieniem. Piwo wypiłem jak najbardziej ze smakiem – po raz trzeci nie zawiodłem się na Piwojadzie ;). Szkoda tylko, że końcowa ocena tak mocno ucierpiała na braku piany.

Cena: otrzymane w prezencie