Dziki Dzik Mead BA

Police – miasto, w którym mieszkam, boryka się ostatnio z pewnym problemem, a mianowicie z odwiedzającymi tereny miejskie dzikami. I jest to problem cały czas z jedną i tą samą rodzinką kilkunastu osobników, które nie robią sobie kompletnie nic z obecności człowieka. Podobna sytuacja (jeszcze na większą skalę) ma zresztą miejsce w pobliskim Szczecinie. Dlaczego o tym piszę? Tak mi się to wszystko jakoś skojarzyło z recenzowanym dziś na łamach Chmielnika piwem, którym jest Dziki Dzik Mead BA z Browaru Łąkomin.

To już ostatnie piwo z tych, które przywiozłem pod koniec lipca prosto z przybrowarnianego sklepiku w Łąkominie niedaleko Gorzowa Wielkopolskiego. Zakupiłem tam całkiem pokaźną liczbę piw, i to głównie takie, które miały zadatki na bycie sztosem. I faktycznie, znalazły się wśród nich trunki bardzo dobre, jak np. MUSTANG: I’m Legend, czy Sus Scrofa in Caribaeis. Tego samego dnia zajechałem jeszcze do miodosytni Dziki Miód w Chwarszczanach, skąd przywiozłem trzy bardzo dobre trójniaki. Ich recenzje również są dostępne na portalu :). Dzisiejsze piwo łączy te dwa miejsca, ponieważ Dziki Dzik Mead BA leżakował w beczce po miodzie pitnym ze wspomnianej wyżej miodosytni. Brzmi ciekawie, prawda?

Dziki Dzik Mead BA to porter bałtycki, który bywa nazywany piwowarskim skarbem Polski. Choć styl ten nie pochodzi de facto z Polski, to jednak uważa się, że to właśnie nad Wisłą powstają najlepsi jego przedstawiciele, co zresztą potwierdzają wyniki dużych międzynarodowych konkursów. Ja również bardzo lubię ten styl i myślę, że trwająca jesień i zima będą coraz bardziej sprzyjały recenzowaniu tych mocnych, ciemnych piw. Przynajmniej mam taki zamiar – co z tego wyjdzie, zobaczymy.

Jeśli chodzi o parametry, to w przypadku Dzikiego Dzika Mead BA nie ma lipy. To regularny porter bałtycki bez żadnego pójścia na skróty, czy też niepotrzebnych udziwnień. Mamy tu więc słody wyłącznie jęczmienne, a do nachmielenia użyto dwóch polskich odmian: Marynki oraz Lubelskiego. To klasyczne wydanie porteru bałtyckiego trafiło jednak do wciąż rzadko spotykanej w Polsce dębowej beczki po miodzie pitnym. Browar Łąkomin jest niejako prekursorem w tym temacie – to właśnie on wypuścił pierwsze w Polsce piwo mead barrel aged – Srogiego Niedźwiedzia, na którego premierze w miałem okazję być.

No to jazda, sprawdźmy, co tam oferuje nam Dziki Dzik Mead BA :). Przypomnę, że swego czasu recenzowałem “podstawkę” tego piwa.

Skład piwa Dziki Dzik Mead BA:

woda, słody (pilzneński, monachijski I, Caramunich I, Caraaroma, Carafa Special I), chmiele (Marynka, Lubelski), drożdże Saflager W34/70.

Piwo pasteryzowane, niefiltrowane.

Parametry piwa Dziki Dzik Mead BA:

Styl: porter bałtycki
Ekstrakt:
 21° Plato
Alk. obj.:
 9,1%
IBU:
 2/6 w skali własnej browaru
Hop rate: b/d

Wygląd: Ciemnobrunatne, przy nalewaniu przejrzyste, w kieliszku prawie czarne, pod światło rubinowe.
Piana: Beżowa, drobno- i średniopęcherzykowa. Po chwili pojawia się kilka dużych “bąbli”. Piana mogłaby być ładniejsza.
Aromat: Czekolada, lekka kawa, sporo wanilii.
Smak: Już w pierwszym łyku czuć tu sporo – jak na porter bałtycki – paloności. No, ale właśnie w tym kierunku w ostatnich latach wyewoluował ten styl. Dziki Dzik Mead BA to piwo wyraźnie słodkie, pełne, ale nie wyklejające. No i jest beczka! Co prawda samego charaktery miodu pitnego za bardzo nie czuję, ale za to jest sporo waniliny i drewnianych tanin. Goryczka intensywna, długa.
Wysycenie: Niskie.

Dziki Dzik Mead BA
Dziki Dzik Mead BA

Dziki Dzik Mead BA ma sporo wspólnego z risem – nuty palone były tu zaskakująco intensywne. Jest też sporo słodyczy, która pewnie w głównej mierze pochodzi ze słodów, ale także od dębowej waniliny i pozostałości po miodzie pitnym. Mam lekkie zastrzeżenia do jakości goryczki – ta była intensywna i trochę zalegająca. Jak dla mnie była ona mocniejsza niż określona na etykiecie jako 2/6. Być może jej odczucie zostało wzmocnione przez nuty palone oraz beczkowe taniny.

Cena: 20 zł za 0,33 litra w przybrowarnianym sklepie w Łąkominie