Molly IPALato 2017 r. w polskim krafcie upływa pod znakiem niespodziewanych wcześniej problemów – a mianowicie wybuchających butelek zarówno w sklepach, jak w domach. Wizerunkowo najbardziej na tym ucierpiał chyba Doctor Brew, który swego czasu eksperymentował z refermentacją. Doszły do tego problemy z procesami technologicznymi w Niechanowie i wszystko razem doprowadziło do tego, z czym obecnie mamy do czynienia. Oczywiście dotknęło to nie tylko Doctorów, z bardzo dużymi tego rodzaju kłopotami zmagał się też Browar Dukla. Dziś mam zamiar sprawdzić, czy u Marcina Olszewskiego i Łukasza Lisa wszystko wróciło już do normy. Zajmę się dziś jednym z piw, które w 2014 r. zrobiło naprawdę dużą furorę, a mianowicie ryżowo-amerykańskie Molly IPA.

O problemach ze znacznym przegazowaniem piw z Browaru Doctor Brew, które niestety nieraz owocowało eksplozjami butelek, już pisałem przy okazji wycofania bezalkoholowego lagera BeFree. Pół biedy jeśli odpadało w nich dno, gorzej jak rozlatywały się w drobny mak, co może naprawdę być niebezpieczne. Przyczyn tego zjawiska może być sporo – od infekcji, przez błędy w recepturze, aż po błędy w procesie technologicznym. Zdecydowanie najbardziej „granatogenne” są piwa niepasteryzowane, przechowywane poza lodówką – szczególnie, gdy latem na dworze, a tym samym w naszych domach, mamy dość wysoką temperaturę.

Molly IPA to american IPA, które głębokie odfermentowanie i stosunkowo wysoką zawartość alkoholu zawdzięcza dodanym do niego płatkom ryżowym. Surowiec w dużym stopniu odfermentowuje nie pozostawiając w gotowym piwie zbyt wielu cukrów resztkowych. Ponadto ryż nie wnosząc barwy sprawia, że piwo jest jaśniejsze niż to ze 100-procentowym słodowym zasypem. Jak można przeczytać na etykiecie, po recenzowanym dziś piwie powinniśmy się spodziewać naprawdę sporej goryczki, producent deklaruje aż 95 IBU, która zapewne będzie dodatkowo spotęgowana przez wytrawność Molly IPA. Wysoka goryczka wcale nie dziwi, ponieważ w piwie wykorzystano aż pięć nowofalowych odmian chmielu: Chinook, Centennial, Mosaic, Ella oraz Topaz. Cieszy mnie szczególnie Mosaic, który jest jedną z moich ulubionych odmian. Molly IPA jest piwem niepasteryzowanym i niefiltrowanym.

Styl: american IPA
Ekstrakt:
 16%
Alk. obj.:
 7,1%
IBU
95

Data przy­dat­no­ści: 28.08.2018

Kolor: Jasnożółta, lekko opalizujące.
Piana: Bardzo wysoka i wręcz betonowa, początkowo do szklanki nalała się tylko piana. Molly IPA jest wyraźnie przegazowane.
Zapach: Rześki, cytrusowy, bardzo przyjemny.
Smak: Wytrawne, rześkie, wyraźnie chmielowe – są cytrusy, trochę białych owoców, nafta. Piwo jest bardzo sesyjne. Zapowiadana goryczka na poziomie 95 IBU nie wydaje się być zbyt intensywna.
Wysycenie: Po spienieniu się piwo jest zaskakująco nisko nasycone.

Molly IPA

Gdyby nie to naprawdę wyraźne przegazowanie – 0,5 litra nalewałem do szklanki chyba na cztery razy – Molly IPA byłoby świetnym piwem. Jest wytrawne, rześkie i intensywnie chmielone – i to pomimo zbliżającego się już wielkimi krokami terminu przydatności do spożycia. Co ciekawe trunek dzięki spienieniu się po chwili staje się dość nisko nasycony. Betonowa piana trochę utrudnia sprawną degustację oraz blokuje ulatnianie się aromatów, jednak samo piwo naprawdę mi smakowało – a punkty w końcowej ocenie odejmuję jedynie za zbyt wysokie wysycenie.

Cena: otrzymane w prezencie