Geuze Mariage Parfait

Jak już pisałem pod koniec lipca, jakiś czas temu zaopatrzyłem się przez internet w kilka dobrych lambików, czyli belgijskich dzikich piw fermentacji spontanicznej. Jakoś tak wyszło, że większość z nich to naprawdę znane geuze z portfolio Browaru Boon z podbrukselskiej miejscowości Lembeek. Jedno z nich już zrecenzowałem – było to Oude Geuze Boon. Bardzo mi to piwo zresztą smakowało. Tym bardziej więc nie mogę się doczekać degustacji dzisiejszego trunku, a będzie to Geuze Mariage Parfait.

Nie odkryję Ameryki, gdy napiszę, że piwa kwaśne świetnie pasują do letniej aury. No, ale tak właśnie jest – szczególnie te lekkie, z niską zawartością alkoholu. Dziś mam do czynienia właśnie z piwem kwaśnym, dzikim. Ale to, że jest lekkie, to nie mogę o nim powiedzieć – ba, jest wielce prawdopodobne, że wypicie dużej butelki o pojemności 750 ml może człowieka dość mocno zmęczyć ;).

O browarze:
Browar Boon, który na Chmielniku Jakubowym pojawił się przy okazji kooperacji z Fortuną, tj. recenzji piwa Wild Sour Pigwa) od 1975 r. należy do rodziny Boon, choć początku tradycji browarniczych sięgają tam XVII wieku. W 2014 r. połowa udziałów została sprzedana koncernowi PALM. Boon specjalizuje się w różnego rodzaju lambikach – z których, oprócz geuze chyba najbardziej znanym i najłatwiej dostępnym jest kriek, czyli piwo z dodatkiem wiśni. Co ciekawe, przy okazji wywiadu z Tomkiem Kopyrą, Frank Boon wspomniał, że owoce te sprowadza… z Polski :).

Geuze Mariage Parfait w porównaniu do wspomnianego Oude Geuze Boon to piwo mocniejsze, ale też i kilka złotych droższe. Jest to piwo fermentacji spontanicznej, które minimum trzy lata spędziło w drewnianych beczkach. Butelka, która do mnie trafiła, jest edycją “vintage” datowaną na rok 2014. Jest to więc kilkuletni (aktualnie już 9-letni?) lambik, do którego dodana została minimalna ilość młodego piwa – dzięki temu dostarczane są dodatkowe cukry, zapewniające “pokarm” dla obecnych w dojrzałym piwie drożdży. Dzięki temu piwo się nagazowuje, a aktywne drożdże zjadają tlen obecny w szyjce butelki skutecznie konserwując piwo. Butelka, w której posiadanie wszedłem, ma termin przydatności wyznaczony na 24 sierpnia… 2037 r., czyli za trochę ponad 17 lat! I co ciekawe, trunek przez ten czas powinien się zmieniać – obecne w Geuze Mariage Parfait dzikie drożdże powinny dojeść resztki cukrów, przez co piwo będzie coraz wytrawniejsze, ale też i bardziej złożone. Niestety nie mam na tyle cierpliwości, by tyle czekać i długo ono u mnie nie wytrzymało :P.

Skład piwa Geuze Mariage Parfait:

woda, słód jęczmienny, pszenica, chmiel.

Piwo niepasteryzowane, refermentowane w butelce

Parametry piwa Geuze Mariage Parfait:

Styl: geuze
Ekstrakt:
 b/d
Alk. obj.:
 8%
IBU:
 b/d

Data przydatności: 24.08.2037

Kolor: Pomarańczowe, wyraźnie zamglone.
Piana: Bardzo ładna, całkiem obfita (co zresztą zapowiadało “pyknięcie” przy otwieraniu korka). Dość trwała.
Zapach: Dziki, owocowy – choć jest tu niestety trochę kleju w sztyfcie. Nut skórzanych, końskich brak.
Smak: Pełne i – co było dla mnie zaskakujące – dość słodkie. Kwasowość umiarkowana, ale przyjemna. Spodziewałem się wyższej. Mamy za to w tym piwie naprawdę sporo owoców, o dziwo takich, które kojarzą mi się tropikami – moim pierwszym skojarzeniem był sok Kubuś. Na finiszu umiarkowanie cierpkie. Goryczki oczywiście brak.
Wysycenie: Wysokie.

Geuze Mariage Parfait to świetne gueuze. Zaskakująco mocno owocowe. Całość jest bardzo sesyjna – kompletnie nie czuć, że trunek ten ma aż 8% alkoholu. Pije się go na tyle szybko, że faktycznie szybko może się zakręcić głowie, szczególnie przy temperaturach, jakie obecnie panują. Niemniej jest to piwo jak najbardziej warte swojej ceny. Nie żałują żadnej wydanej złotówki :).

Cena: 37 zł za 750 ml w sklepie internetowym